fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Siatkówka: żal straconych szans

Bartosz Kurek i Piotr Nowakowski blokują rywali
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Polacy przegrali w Rio oba mecze z Brazylią
Przegrali 0:3 i 1:3, ale pokazali, że potrafią walczyć do ostatniej piłki. To cieszy.
Polscy siatkarze dawno nie toczyli tak wyrównanej walki z najlepszą drużyną świata. W drugim meczu w Rio de Janeiro rzucili się do gardła gospodarzom już od pierwszych piłek. Bartosz Kurek i Zbigniew Bartman atakowali ze skrzydeł, rozgrywał Łukasz Żygadło, na środku bloku grali Krzysztof Możdżonek i Grzegorz Kosok. Na pozycji libero oglądaliśmy w obu meczach Krzysztofa Ignaczaka.
Ale tym razem Andrea Anastasi, włoski trener naszej drużyny, nie trzymał się już kurczowo wyjściowego składu. Kiedy problemy z kończeniem ataków miał Bartman, zastępował go Jakub Jarosz. Swoją szansę dostał wreszcie Michał Kubiak, który pokazał, że może być bardzo skutecznym zmiennikiem Michała Ruciaka.
W pierwszym secie drugiego spotkania w Rio de Janeiro Polacy grali w decydującej fazie punkt za punkt i znów zabrakło niewiele. Prowadzili 23:22, 24:23, ale ostatnie słowo należało do canarinhos.
W drugim już nie zaprzepaścili szansy. To oni od początku rozdawali karty, Bernardo Rezende coraz częściej miotał się przy lini bocznej widząc jak rośnie przewaga naszego zespołu. Ale kiedy ze stanu 18:22 Brazylijczycy zbliżyli się na punkt (22:23) wydawało się, że będzie tak jak zawsze. Na szczęście mamy Kurka, którego mistrzowie świata komplementują na każdym kroku. Tym razem nie zadrżała mu ręka, huknął tak, że hala zadrżała i Polacy wygrali seta 25:23.
Później wszystko wróciło do normy, choć emocji nie brakowało do ostatniej piłki. W trzecim secie Polacy prowadzili 21:19 i przegrali 24:26. A w ostatnim czwartym pokazali coś jeszcze cenniejszego, Udowodnili, że nie jest łatwo ich złamać. Przegrywali 9:15 i nie zwiesili głów, jak to już wcześniej bywało. Wzięli się w garść, odrobili starty i po punktowym bloku Możdżonka wyszli na prowadzenie 22:21. Tym bardziej żal, że znów zostali pokonani.
– Zabrakło zimnej krwi w końcówkach - mówił po pierwszym meczu, przegranym 0:3, Anastasi. Mógł powtórzyć te słowa w niedzielę, po drugim spotkaniu. W pierwszym secie sobotniego meczu Polacy prowadzili 19:14, 22:19 i przegrali 23:25. W drugiej partii oba zespoły walczyły na noże, odpowiadając ciosem za cios. Drużyna Anastasiego miała pięć punktów przewagi (8:3) i wydawało się, że tym razem wygrana jest realna. Ale Brazylijczycy potrafią wykorzystać każdy moment dekoncentracji rywala, między innymi dlatego są trzykrotnymi mistrzami świata. Odrobili straty, a przy stanie 19:19 czas wziął Anastasi.
Niestety niewiele to pomogło. Canarinhos wygrali na przewagi 26:24 i w trzecim ostatnim secie szybko uciekli Polakom na bezpieczną wydawało się odległość. Ale włoski trener naszych siatkarzy na każdym kroku podkreśla, że zrobi z nich walczaków i na razie dotrzymuje słowa. Lepsi raz jeszcze byli gospodarze, ale Anastasi wyglądał na zadowolonego. Ta drużyna walczy do ostatniej piłki, tak jak obiecywał. Teraz Polacy lecą do San Juan, gdzie rozegrają dwa mecze z Portoryko. Po raz pierwszy w obecnej LŚ będą faworytem.

Tabela:

1. Brazylia 4 12 334:286;
2. USA 4 9 349:322;
3. Polska 4 3 316:326;
4. Portoryko 4 0 292:357.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA