fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Szef może rozporządzać utworem, ale nie będzie jego autorem

Gdy podwładny jest twórcą, jego dzieło nie należy do szefa
www.sxc.hu
Nabycie praw majątkowych do książki stworzonej przez pracownika nie musi oznaczać prawa do ponownego jej wydania bez zgody twórcy. Brak jego akceptacji może doprowadzić do szkody i zakończyć się w sądzie
Utwór to każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia.
Pod tą definicją kryją się dzieła:
- wyrażone słowem, symbolami matematycznymi, znakami graficznymi (literackie, publicystyczne, naukowe, kartograficzne i programy komputerowe),
- plastyczne,
- fotograficzne,
- lutnicze,
- wzornictwa przemysłowego,
- architektoniczne, architektoniczno-urbanistyczne i urbanistyczne,
- muzyczne i słowno-muzyczne,
- sceniczne, sceniczno-muzyczne, choreograficzne i pantomimiczne,
- audiowizualne (w tym filmowe).
Tak stanowi ustawa z 4 lutego 1994 o prawie autorskim i prawach pokrewnych (DzU z 2006 r. nr 90, poz. 631 ze zm., dalej prawo autorskie). Jeszcze pięć, sześć lat temu mało który pracodawca przywiązywał wagę do treści tego aktu prawnego. Dziś jest inaczej. Każdy szef wie, że na utworach pracowniczych można zbić fortunę.
Ich intelektualna i finansowa wartość jest znacząca szczególnie w takich branżach, jak reklamowa, informatyczna, wydawnicza  czy szkoleniowa. Dlatego pracodawcy chcą być właścicielami tworzonych przez pracowników dzieł. Choć świadomość zasad własności intelektualnej jest coraz większa, to niestety wielu szefów nadal sądzi, że własność gwarantuje fakt, że:
- dzieła zostały wykonane w czasie pracy,
- pracownik posłużył się urządzeniami lub materiałami należącymi do zakładu,
- pracodawca sfinansował powstanie utworu,
- w tworzeniu utworów uczestniczyli inni pracownicy firmy.
Nic bardziej mylnego.

JEDNO DZIEŁO I PODWÓJNE UPRAWNIENIA

Autorskie prawa osobiste gwarantują nierozerwalną więź twórcy z jego utworem. Dlatego nie można się ich ani zrzec, ani pozbyć
Osobie, która stworzyła utwór (napisała książkę, artykuł, scenariusz filmu, słowa piosenki, program komputerowy czy wymyśliła spot reklamowy albo hasło do niego), przysługują autorskie prawa osobiste i majątkowe do niego. Różnica między nimi jest zasadnicza.
Pierwsze z tych praw gwarantują nierozerwalną więź twórcy z jego utworem. Dlatego nie można się ich ani zrzec, ani pozbyć.
Więcej swobody jest z prawami majątkowymi. W przypadku utworów pracowniczych, w tym programów komputerowych, prawa majątkowe mogą przysługiwać pracodawcy, jeśli dzieło zostanie wykonane w zakresie wykonywania obowiązków służbowych. Tak stanowi art. 12 i 74 pkt 3 prawa autorskiego.
Osoba, której przysługują prawa majątkowe, ma wyłączne prawo do:
-  korzystania z utworu,
- rozporządzania nim na wszystkich tzw. polach eksploatacji oraz
- wynagrodzenia za korzystanie z niego (art. 17 prawa autorskiego).
Jak zatem widać, jest o co walczyć.

Błędne myślenie

Sformułowanie „w zakresie wykonywania obowiązków służbowych” niejednego  pracodawcę wyprowadziło na manowce. Wielu wydaje się bowiem, że do nabycia praw majątkowych wystarczy umowa o pracę.
Tymczasem stosunek pracy to za mało, aby szef nabył autorskie prawa majątkowe. Ustawa o prawach autorskich stanowi wyraźnie, że nie chodzi o utwór pracowniczy, który powstał w czasie pracy, ale w wyniku wykonywania obowiązków pracowniczych. Kluczową zatem sprawą jest dobrze sformułowany rodzaj pracy, a najlepiej zakres obowiązków podwładnego.
Zapobiegliwy pracodawca powinien spisać go tak, aby tworzenie utworów, co do których chciałby nabyć prawa majątkowe, wynikało z umowy o pracę. Niestety, nie pamiętał o tym właściciel małego wydawnictwa z literaturą dla dzieci. Przez przypadek odkrył walory literackie pani Ewy, którą zatrudnia na stanowisku edytora. Decydując się na wydanie napisanej przez nią książki, nie pomyślał, by zmienić jej rodzaj pracy, w tym zakres obowiązków.
Mógł też na napisanie książki zawrzeć z nią odrębną umowę cywilnoprawną, zastrzegającą przeniesienie praw majątkowych na wydawnictwo. Nie zrobił ani jednego, ani drugiego. Był pewien, że prawa majątkowe gwarantuje mu łączący go z panią Ewą stosunek pracy. Błąd. Wydawnictwo wydało książkę, ale prawa do niej zarówno osobiste, jak i majątkowe zachowała pani Ewa.
Podobnie się stało w agencji reklamowej, która przygotowała spot reklamowy. Hasło będące medialnym strzałem w dziesiątkę wymyśliła osoba zajmująca się na co dzień produkcją. Efekt? Wpływy z rozpowszechniania reklamy nie są własnością agencji.
Opisane sytuacje to wynik przypadkowych zbiegów okoliczności i niedopilnowania formalności. Zdarza się jednak i tak, że pracodawcę marzącego o prawach majątkowych do utworów pracowniczych gubi rutyna, a dokładnie wskazanie zbyt ogólnego rodzaju pracy.
To charakterystyczne dla branży informatycznej. Najlepiej zobrazuje to przywoływany często przykład informatyka i programisty. Pracodawcy bagatelizują często fakt, że te dwa stanowiska pracy nie są tożsame. Zresztą tak samo jak edytor i dziennikarz.
Przykład 1
Pan Karol jest zatrudniony na stanowisku administratora baz danych.
Mimo to stworzył program do obsługi logistycznej firmy. Pracodawca szybko przesądził, że ma do niego prawa, bo informatyk jest na etacie.
Zatrudniony tłumaczył, że stworzył program indywidualnie, poza pracowniczymi obowiązkami, a z jego angażu wynika, że jest zaledwie administratorem baz danych. Programistą jest jego kolega.
I ma rację. Autorskie prawa majątkowe i osobiste przysługują informatykowi, a nie szefowi.
A co  jeśli jeden program stworzy kilka osób, w tym jedna poza zakresem obowiązków?
Przykład 2
Program do liczenia wynagrodzeń stworzyło dwóch informatyków. Jeden zatrudniony na stanowisku programisty, a drugi zajmujący się bieżącą obsługą użytkowników.
Pracodawca był w błędzie sądząc, że ma prawa majątkowe do całego utworu. To, że każdy z informatyków ma etat, jest bez znaczenia. W rzeczywistości szef nabył prawa majątkowe tylko do tej części utworu,
którą stworzył programista. Pozostałe prawa majątkowe pozostają w rękach drugiego informatyka, który jest zaledwie specjalistą od wsparcia użytkowników.
Jeżeli natomiast byłby on również programistą, to razem z drugim kolegą mieliby status współtwórców, a prawa autorskie przysługiwałyby im wspólnie i co do zasady w częściach równych.
Współtwórcy, którzy czują się poszkodowani, mogą walczyć w sądzie o wielkość udziałów proporcjonalną do włożonej pracy. Jeśli chodzi natomiast o rozporządzanie tym wspólnym utworem, każdy ze współtwórców może to robić stosownie do swojej części, ale bez uszczerbku dla pozostałych.
Nie można zatem dziełem rozporządzać w całości, bo do tego potrzeba zgody pozostałych współwłaścicieli praw autorskich. Gdy takiej akceptacji nie ma, tylko sąd pozwoli osiągnąć porozumienie.

Szczegóły w umowie

Opisane sytuacje pokazują, że przy prawach autorskich do utworów pracowniczych kluczową rolę odgrywa dobrze skonstruowana umowa o pracę.
Sukcesu nie gwarantuje jednak przepisanie art. 12 prawa autorskiego, bo ten stosuje się automatycznie. Taki zabieg nie ma więc sensu.
W angażu warto zawrzeć natomiast:
- potwierdzenie, że w wyniku wykonywanej pracy może dojść do stworzenia utworów pracowniczych,
- obowiązek dostarczenia utworu,
- termin na ewentualne rozpowszechnienie dzieła,
- sposób ustalenia ewentualnego wynagrodzenia z tytułu przeniesienia praw majątkowych albo wyraźne określenie, że podstawowe wynagrodzenie pracownika w całości obejmuje wynagrodzenie za nabycie praw autorskich,
- zakaz naruszania praw majątkowych należących już do pracodawcy.
Niektóre umowy o pracę przewidują jeszcze, że stworzony przez pracownika utwór trzeba rozpowszechnić. Z art. 12 ust. 2 prawa autorskiego wynika, że pracodawca ma na to dwa lata, ale okres ten wolno skrócić albo wydłużyć w zależności od woli stron.
Po upływie tego terminu pracownik może swojemu szefowi wyznaczyć kolejny termin na rozpowszechnienie utworu. Jeżeli i w tym czasie pracodawca nie zdecyduje się rozpowszechnić twórczość podwładnego, to prawa autorskie wracają do twórcy, czyli do pracownika.
Uwaga! O przejęcie praw majątkowych nie należy zabiegać na wyrost. Zgodnie z art. 41 prawa autorskiego nieważna jest umowa o przeniesieniu praw autorskich dotycząca wszystkich utworów lub wszystkich utworów określonego rodzaju tego samego twórcy mających powstać w przyszłości.
Uważa się jednak, że ten przepis ma ograniczone zastosowanie do utworów pracowniczych. Jest bowiem możliwe zapisanie w umowie, że na pracodawcę przechodzą wszelkie autorskie prawa majątkowe do utworów stworzonych przez pracownika, jeżeli będzie to zgodne z celem umowy o pracę i wyrażonym w niej zgodnym zamiarem stron.
Taki zapis byłby jednak nieważny, gdyby znalazł się w umowie cywilnoprawnej, np. umowie-zleceniu.

Milczenie oznacza zgodę

Skoro już wiemy, co zrobić, by mieć pełne prawa majątkowe do utworów pracowniczych, to teraz słowo o tym, kiedy i jak fizycznie je nabyć. Ten ostatni zabieg jest niezbędny, bo zasadniczo pracodawca nabywa prawa majątkowe dopiero z chwilą przejęcia utworu.
Wyjątek dotyczy programów komputerowych, bo prawa majątkowe do nich przechodzą na pracodawcę ex lege. Jeśli chodzi natomiast o sposób przejęcia, to prawo autorskie nie przewiduje tu żadnej szczególnej formy.
Po prostu, jeśli szef nie jest zainteresowany nabyciem autorskich praw majątkowych do utworu, to w ciągu sześciu miesięcy od chwili jego dostarczenia przez pracownika musi złożyć odpowiednie oświadczenie. W przeciwnym razie utwór zostanie przyjęty bez zastrzeżeń. To tzw. domniemanie przyjęcia utworu przez pracodawcę uregulowane w art. 13 prawa autorskiego.
Oczywiście do czasu przejęcia utworu autorskie prawa majątkowe należą do pracownika. Gdy w tym czasie ktoś naruszy prawa do dzieła, z roszczeniem wystąpi jeszcze zatrudniony. A pracodawca dopiero wtedy, gdy przyjmie dzieło, jeśli do takiego naruszenia dojdzie. Inaczej będzie, gdy naruszenia dotyczą praw osobistych. Wówczas z roszczeniem np. o zapłatę zadośćuczynienia wystąpi zawsze twórca.
Przy zleceniu dodatkowe klauzule
Szczególną uwagę należy zwrócić na utwory wykonywane przez zleceniobiorców lub wykonawców dzieła. Zasadniczo nabywają oni w pełni zarówno autorskie prawa osobiste, jak i majątkowe.
Zleceniodawca, który chce takim dziełem rozporządzać, musi zadbać o to, aby w umowie zleceniobiorca przeniósł na niego autorskie prawa majątkowe do utworu. Pozwala na to art. 41 prawa autorskiego.
Nie zapominajmy jednak o opisanych wcześniej ograniczeniach, jakie wprowadza ten przepis. Ponadto taka umowa cywilnoprawna – przenosząca prawa majątkowe – może dotyczyć tylko takich form wykorzystania utworu (tzw. pól eksploatacji), które są znane w chwili jej zawarcia. Wtedy należy je wyraźnie wskazać.
Nie wiadomo tylko, czy trzeba je wymieniać konkretnie, czy po prostu odwołać się do pól wymienionych w art. 50 prawa autorskiego. Zdania ekspertów są podzielone. Zgadzają się natomiast z jednym: zapis, że autorskie prawa majątkowe przechodzą na wszystkich znanych polach eksploatacji, jest bez wątpienia zbyt ryzykowny.
Czytaj też:
Zobacz więcej:
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA