fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Komisarz Popielski na szlaku

Nową powieść – „Liczby Charona" (Znak, Kraków 2011) – z cyklu lwowskich kryminałów z Edwardem Popielskim w roli głównej napisał Marek Krajewski.
Tym razem ekscentryczny policjant szuka sprawcy serii tajemniczych morderstw, w czym pomocna okazuje się znajomość wyższej matematyki i bibilijnej hebrajszczyzny, a z tym Popielski – jako człowiek gruntownie i wszechstronnie wykształcony (doktorat w Wiedniu z zakresu archaicznej metryki łacińskiej) – nie ma większych trudności.

Prawdziwy kłopot ma z czym innym. Otóż rok przed 1930, kiedy to rozgrywają się powieściowe wydarzenia, wyrzucono go z policji za niesubordynację. Teraz sprawa, w którą się angażuje, może mu pomóc w powrocie do zawodu, na czym mu – przyznaje – bardzo zależy. Również ze względów finansowych, gdyż Popielski nie zarzucił przyzwyczajeń, do których należało stałe wizytowanie lwowskich knajp, i tych najbardziej eleganckich, i najgorszych spelunek. Takich jak szynk Bombacha na ulicy Bernsteina, gdzie zastajemy go siedzącego, w raczej podłym nastroju, nad wódką i talerzem kapusty ze skwarkami. I w takiej chwili zagaduje go kelner:
„– Oj, pan kumisarz cóś dzisiaj nie ten tegu (...). Jeszczy jedyn sznapsik na dobry humor?
Noga Popielskiego dalej drżała.
– Chcesz mi dokuczyć, szczeniaku? – wysyczał do kelnera. – To mów dalej „kumisarzu", a policzysz zęby! Każdy dzieciak na Żółkiewskim wie, że ja już nie pracuję w policji!
– Przepraszam szanuwnegu pana. – Młodzieniec odsłonił drobne, poczerniałe zęby i wysokie dziąsła. – Ja tu z tydziń pracuji, ta nie wim, ali tamte wariaty – wskazał głową na barmana – bałakaju, że ten galanty pan to kumisarz, no to ja tyż du pana „pani kumisarzu".
Gość rozchmurzył się (...). Nigdy nie sądził, że komplement „galanty" sprawi mu taką przyjemność".
A niewidomy akordeonista śpiewał:
U Bombacha fajna wiara,
Wcina precli, ćmi cygara,
A kto z nami trzyma sztamy,
Temu lepij jak u mamy.
W knajpie Gutmana przy placu Gołuchowskim, równie lichej jak szynk Bombacha, akordeonista miał repertuar inny, choć stylistycznie zbliżony:
Za rogatki, by zabawić si, wybrałym raz,
By tam mili i burzliwi swój przypendzić czas.
Ja najsamprzód przy bufeci wypił wódki trzy,
A tu panny już koło mni jak nad wodu mgły.
U Gutmana Edward Popielski pije wódkę pod kromkę czarnego chleba i kiszony ogórek. Zupełnie inne menu było w restauracji Louvre w pięknej kamienicy Rohatyna, u zbiegu Kościuszki i Trzeciego Maja, gdzie Popielski spotykał się ze swym przyjacielem, komisarzem Wilhelmem Zarembą. I tam, przy ośmiu setkach wódki Smirnoff na dwóch, ustalają szczegóły planu, którego realizacja skłoni szefa lwowskiej policji, pułkownika Grabowskiego, do ponownego zatrudnienia u siebie kontrowersyjnego, ale osiągającego zadziwiające wyniki w pracy śledczej komisarza.
Czytelnicy poprzednich książek Krajewskiego o komisarzu Popielskim wiedzą, że misterna intryga musi się udać. Niebagatelny wpływ na to wywarły skonsumowane przez policyjnych przyjaciół: faszerowane jaja na ciepło, zupa rakowa i paszteciki w zaparzanym cieście, ozór na szaro z groszkiem zielonym i kartoflami oraz klops z kaszą hreczaną i buraczkami. No i czysta, oczywista.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA