fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

9 maja: rocznica, która dzieli

AFP
9 maja, Dzień Zwycięstwa - rocznica zakończenia II wojny światowej. W Kijowie – czerwone sztandary. We Lwowie – bójki. W Moskwie – czołgi
Wzór czerwonego sztandaru, który w 1945 r. zawisł nad berlińskim Reichstagiem, powiewał dziś na ulicach ukraińskich miast. W przemarszu wojsk i artylerii na głównej ulicy w Kijowie sowiecki sztandar, zawieszony na transporterze opancerzonym, wyprzedził państwową flagę żółto-niebieską. Komuniści nieśli portret Stalina.
„Dzień Zwycięstwa jednoczy pokolenia" – napisał w oświadczeniu prezydent Wiktor Janukowycz. Jedności jednak nie było. We Lwowie palono czerwone flagi. Doszło też do strzelaniny, gdy działacze nacjonalistycznej Swobody próbowali powstrzymać autobus jadący do Wzgórza Sławy, miejsca pamięci Armii Czerwonej. Rosyjskiemu konsulowi aktywiści Swobody odebrali i zniszczyli wieniec, który miał złożyć na cmentarzu wojskowym. W Iwano-Frankiwsku zorganizowano akcję „Sierp i młot – śmierć i głód!" przeciw świętowaniu. W Tarnopolu do szkół dostarczono nowe plakaty UPA, walczącej podczas II wojny światowej z ZSRR i Polską.

Flagi bez podpisu

Flagi ZSRR wywieszano na ulicach, choć Janukowycz nie podpisał przyjętej przez parlament ustawy w tej sprawie. –  Prezydent wstydził się ją podpisać. Zabrakło mu też odwagi, by grzmotnąć pięścią w stół i zabronić swojej Partii Regionów, by ją popierała – mówi „Rz" Stepan Chmara, znany sowiecki dysydent i ukraiński obrońca praw człowieka. Zdaniem politologów Janukowycz nie podpisał ustawy, bo na zachodzie kraju i tak nikt by jej nie respektował.

Dziękuję za zwycięstwo

Przez plac Czerwony w Moskwie przemaszerowało 20 tysięcy żołnierzy w nowych, zachodnio wyglądających mundurach i beretach. Przed prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem i premierem Władimirem Putinem przetoczyły się czołgi, transportery i rakiety.
Nad kolumnami i pojazdami powiewało mniej czerwonych sztandarów niż jeszcze rok temu. Więcej było przypominających carskie. Po defiladzie, jak co roku, tłumy moskwian zebrały się w parku Zwycięstwa, obok kompleksu upamiętniającego obie wojny ojczyźniane – tę z Napoleonem i tę z Hitlerem.
Ociemniały staruszek w mundurze, z białą laską i odznaczeniami, pilotowany przez panią w średnim wieku, rozmawia z dwoma młodymi chłopakami. Staruszek walczył pod Rżewem, gdzie źle dowodzeni Rosjanie przegrali, a na placu boju pozostało ich 200 tys. – Wreszcie można o tym mówić prawdę – zaznacza. Chłopaki okazują się uczestnikami społecznych grup, które poszukują na polach bitew szczątków żołnierzy. Bo wielu Rosjan, którzy zginęli na terenach słabo zaludnionych, nigdy nie zostało pochowanych.
Zostali tam, gdzie padli, tam zajęła się nimi przyroda. – W zeszłym tygodniu znaleźliśmy 20 chłopaków. A jednego sierżanta to udało się nawet zidentyfikować! – mówi młody. Do weterana podchodzi kobieta z malutką dziewczynką na rękach.
– Spasiba za pobiedu (dziękuję za zwycięstwo) – mówi dziecko. Staruszek gładzi je po twarzy. W kolejce czeka już następna mama z dzieckiem. Takie sceny widać w całym parku. Wszędzie dzieci, wysyłane przez rodziców, wręczają kwiaty weteranom. – A mój dziadek też walczył! – oświadcza z dumą rezolutna ośmiolatka siwobrodemu komandorowi.
Widać też grupy dorosłych skupione wokół weteranów. Staruszkowie opowiadają, młodzież słucha. A wokół pełno dzieci w krasnoarmiejskich furażerkach i dorosłych z pomarańczowo-czarnymi wstążkami orderu św. Jerzego – symbolu zwycięstwa. I – przynajmniej przez pierwszych kilka godzin – dosłownie nikogo nie tylko pijanego, ale nawet w ogóle wykazującego ślad styczności z alkoholem. W Kijowie weterani otrzymali w prezencie po butelce wódki.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA