Surowce i Chemia

Górnicy wracają na powierzchnie

Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Jeden górnik i jeden ratownik nie żyją. Spółka zdementowała swoje wcześniejsze doniesienia dotyczące odnalezienia drugiego ratownika
Przed kilkoma godzinami zakończyła się akcja wydobywania na powierzchnię ostatniej czwórki z poszkodowanych w wypadku górników.
- Trzech górników, którzy są już na powierzchni, jest w całkiem niezłym stanie, są w punkcie opatrunkowym - mówi Jarosław Zagórowski. - Lekarze podejmą decyzje dokąd ich transportować i czy helikopterem, bo w przypadku oparzeń to nie zawsze jest to najlepsze rozwiązanie, bo różnica ciśnień może wpłynąć negatywnie na ich stan - tłumaczył. My mieliśmy obowiązek zorganizować każdą niezbędną pomoc i to zrobiliśmy, m.in. przy współpracy z wojewodą - dodał prezes JSW. Czwarty z górników nie żyje. Zgon stwierdzono o godz. 13. Jeszcze pod ziemia ratownicy wyczuwali puls jednak transport na powierzchnie trwał pól godziny. - On był transportowany ostatni, bo według naszych informacji stracił wcześniej przytomność. To był młody człowiek - mówi Marek Jarczyk z WUG.
Po wydostaniu górników na powierzchnie kontynuowano akcję ratunkową mająca na celu odnalezienie dwóch zaginionych ratowników. Na miejsce zdarzenia sprowadzono kamerę na podczerwień, która miała ułatwić poruszanie się w zadymionych korytarzach. W akcji bierze udział ponad 100 ratowników. Do przeszukania mają oni wyrobisko o długości 30 m. - To jest tylko albo aż 30 m. wyrobiska. Ale tam nic nie widać - mówi Piotr Litwa, prezes WUG. Ze względu na bardzo trudne warunki i praktycznie zerową widoczność ratownicy będą musieli poruszać się po nim całą jego szerokością. Po długich poszukiwaniach udało się zlokalizować pierwszego z zaginionych. Ratownicy na miejscu stwierdzili jego zgon. Teraz trwają poszukiwania ostatniego z zaginionych. Z informacji "Rz" wynika, że ratownik, który zginął i ratownik, który jest poszukiwany, to kopalniani ratownicy kopalni Krupiński.  

Jak doszło do wypadku?

- Zadymienie na dole jest ogromne, dlatego ratownicy ściągają do akcji kamerę na podczerwień - powiedział Zagórowski. - Może to urządzenie nam pomoże, bo tak to szukanie po omacku - dodaje. - To bardzo dziwny wypadek, bo ściana wydobywcza oddana do użytku 12 kwietnia praktycznie nie zaczęła pracy - mówi "Rz" śląski wojewoda Zygmunt Łukaszczyk. - A to oznacza, że np. iskra do zapłonu metanu nie mogła powstać od pracującego w ścianie kombajnu - dodaje. Jak poinformował sztab akcji ratunkowej trzej uratowani przed południem górnicy pojechali do szpitala w Siemianowicach Śląskich na oddział oparzeń.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL