fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Przegrywali faworyci

ROL
Porażki Wisły, Jagiellonii i Lecha. Nie ma w lidze drużyny, która naprawdę zasługuje na mistrzostwo
Trwają właśnie jedne z najdziwniejszych rozgrywek w ostatnich latach. Gdy tylko ktoś się wyróżni i pomyśli o mistrzostwie, zaraz rozczarowuje. Jagiellonia po wygranej jesieni wiosnę zaczęła od pięciu meczów bez zwycięstwa, piłkarze Wisły gratulowali już sobie mistrzostwa i nagle w kilka tygodni udowodnili, że osiem punktów przewagi to nic. Może dlatego Orest Lenczyk, którego Śląsk jest już na trzecim miejscu, mówi spokojnie, że na razie jego drużyna zapewniła sobie tylko utrzymanie.
Wisła z ostatnich czterech meczów wygrała jeden. W sobotę przegrała z Górnikiem na własnym boisku. Goście czekali na to 21 lat, a wyrok 2:0 i tak był najniższym wymiarem kary. Piłkarze Adama Nawałki zagrozili bramce Sergeia Pareiki aż 14 razy, gospodarze mieli problem, by w ogóle trafić w bramkę przeciwnika. Wiśle brakuje napastnika, grający w ataku Maciej Żurawski ponownie zawiódł.
– Żadna klasowa drużyna nie przegrywa dwóch meczów z rzędu. Teraz najłatwiej byłoby się obwiniać nawzajem w szatni, a trzeba wziąć się do roboty – mówił Robert Maaskant.
Jagiellonia mogła dogonić Wisłę, ale piłkarze Michała Probierza z tego zaproszenia nie skorzystali. Wicelider po trzech z rzędu zwycięstwach bez straty bramki przegrał w Bytomiu z broniącą się przed spadkiem Polonią 2:3. Po pierwszej połowie przegrywał 0:3, a Pro-
bierz z ironicznym uśmiechem stwierdził, że jeśli się popełnia takie błędy jak jego zawodnicy, to nie ma co myśleć o mistrzostwie. Kiedy trener powtarzał, że jego drużyna walczy o pierwsze miejsce, szło jej coraz gorzej, teraz mówi, że tytuł jest bardzo daleko. Zorientował się, że jego piłkarze mają słabą psychikę i zdjął z nich presję. W polskiej lidze  „presja" to słowo klucz. Najlepiej gdyby mistrzem zostawało się nagle, tak by o tym wcześniej nie myśleć.
Nie ma w tym roku drużyny w ekstraklasie, której można byłoby kibicować tylko za to, jak gra w piłkę. O meczach takich jak Legii z Widzewem czy GKS Bełchatów z Koroną Kielce lepiej w ogóle nie wspominać. Sami zawodnicy przyznawali, że nie pokazali niczego godnego ekstraklasy.
Coraz bliżej spadku jest Cracovia, która siłą ambicji na początku rundy podniosła jeszcze głowę, ale po porażce 0:1 z Ruchem Chorzów i przede wszystkim po zwycięstwie Polonii Bytom oddaliła się od bezpiecznej strefy na sześć punktów.
W obraz kolejki, w której przegrywali ci, którzy powinni wygrać świetnie wpisywałyby się derby Trójmiasta, w których Arka jeszcze w 89. minucie prowadziła 2:0. To, co się stało w ostatnich minutach, trudno racjonalnie wytłumaczyć. Najpierw Paweł Nowak, a w szóstej minucie doliczonego czasu gry Luka Vućko strzelili bramki, które dały Lechii punkt. Arka osiadła na mieliźnie, wypłynąć w górę tabeli będzie jej trudno. Zwłaszcza, gdy nie udaje się wygrać meczu w takich okolicznościach.
24. KOLEJKA
LEGIA WARSZAWA – WIDZEW ŁÓDŹ 1:0 (0:0)
Bramka: A. Cabral (65). Widzów 16 500.
ZAGŁĘBIE LUBIN – LECH POZNAŃ 1:0 (0:0)
Bramka: M. Traore (79). Widzów 12 000.
PGE GKS BEŁCHATÓW – KORONA KIELCE 1:0 (0:0)
Bramka: M. Tataj (90, samobójczy). Widzów 2200.
WISŁA KRAKÓW – GÓRNIK ZABRZE 0:2 (0:1)
Bramki: M. Gasparik (25), D. Sikorski (82). Widzów 15 000.
POLONIA BYTOM – JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 3:2 (3:0)
Bramki: dla Polonii - M. Barcik (15), B. Vascak (34), D. Jarecki (38); dla Jagiellonii - E. Seratlić (50), Skerla (90). Widzów 2000.
POLONIA WARSZAWA – ŚLĄSK WROCŁAW 0:1 (0:0)
Bramka: W. Sobota (81). Widzów 4800.
RUCH CHORZÓW – CRACOVIA1:0 (1:0)
Bramka: A. Komac (13). Widzów 4500.
Arka Gdynia – Lechia Gdańsk 2:2 (1:0)
Dla Arki: E. Noll 35, T. Labukas 88; dla Lechii: P. Nowak 89, L. Vućko 90.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA