fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Stereotypy oparte na strachu

Fotorzepa, Mateusz Dąbrowski Mateusz Dąbrowski
Socha: Rosjanie chcą kupić Lotos nie po to, by go zamknąć. To sposób na zbliżenie do rynku UE
Rz: Czy wyobraża pan sobie taką sytuację, że rosyjski koncern naftowy jest inwestorem w gdańskiej grupie paliwowej Lotos?
Jacek Socha: Tak – to jest scenariusz dla mnie do przyjęcia. Choć wiem, że nie dla wszystkich, ale to dlatego, że mamy do czynienia z nie do końca zdefiniowanym bezpieczeństwem energetycznym. Ja patrzę na to z punktu widzenia użytkownika – posiadacza samochodu, który kupuje benzynę i olej napędowy.
Wychodzę z założenia, że bezpieczeństwo zaopatrzenia kreuje odpowiednia struktura produktowa. Dlatego siedem lat temu zdecydowałem jako minister skarbu o wstrzymaniu prywatyzacji baz paliwowych, czyli spółki Naftobazy. Skoro jednak Rosjanie dostarczają ropę do rafinerii gdańskiej i mogą to robić, i wiadomo, że nie zmieni się to przez lata, to dlaczego nie mieliby też być jej współwłaścicielem.
Zatem nie widzi pan w tym żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju?
Czy zagrożenie mogłoby się pojawić, zależy przede wszystkim od tego, jak byłaby skonstruowana umowa prywatyzacyjna. Mamy w tym zakresie wiele możliwości
– Lotos to spółka giełdowa, można ustalić wiele warunków wyłączających, wpisać funkcje kontrolne, by mieć pewność, że rafineria działa zgodnie z umową. A gdyby rosyjski inwestor nie przestrzegał umowy, to są możliwości odzyskania władztwa nad spółką. Nie podzielam opinii, że jakiś rosyjski koncern chce kupić Lotos po to, by go zamknąć. Podkreślam – wszystko zależy od ustalonych warunków. Inna kwestia – czy rosyjski inwestor byłby tak zdeterminowany, by chciał je zaakceptować.
Żadna firma nie chciałaby wydawać miliarda dolarów, a co najmniej tyle kosztowałby pakiet akcji Lotosu, tylko po to, by zamknąć jakąś rafinerię, Rosjanie też nie.
Ale co decyduje o takim zainteresowaniu Lotosem ze strony rosyjskich firm?
Na pewno nie chodzi o zyski i marże na sprzedaż paliwa w Polsce. Rosjanie są zainteresowani budową łańcucha produkcyjnego w Unii Europejskiej, a Lotos – jako właściciel rafinerii przerabiającej 10 mln ton ropy rocznie – daje im taką możliwość. Wydaje się, że raczej to zainteresowanie gdańską firmą należy traktować jako sposób na zbliżenie rosyjskich koncernów do rynku Unii Europejskiej poprzez gospodarkę jednego z jej krajów członkowskich.
Pojawiają się opinie, że silny rosyjski koncern w Lotosie to zagrożenie dla Orlenu.
Co pan o nich sądzi?
Przypominam, wszystko zależy od warunków ustalonych w umowie prywatyzacyjnej. A może to byłaby też jakaś szansa dla Orlenu, na przykład na zdobycie dostępu do naftowych złóż czy też wznowienie dostaw ropy rurociągiem do Możejek. Chodzi o to, byśmy skutecznie współpracowali i nie mieszali racjonalnej gospodarki z czystą polityką.
Na pewno taka współpraca nie będzie możliwa poprzez stereotypy oparte na strachu. Może warto w naszym kraju przejść do innego niż dotąd systemu myślenia o rosyjskich inwestycjach, tak jak to już zrobili nasi sąsiedzi.
 
Jacek Socha jest wiceprezesem PricewaterHouseCoopers (PwC) w Polsce. Wcześniej – w rządzie Marka Belki – jako minister Skarbu Państwa zasłynął ze skutecznej obrony interesów skarbu w PKN Orlen.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA