fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Niemcy: nastała era Zielonych

Zieloni kroczą w polityce od sukcesu do sukcesu. Marzą już nawet o zdobyciu Berlina
Wszyscy w Niemczech są zgodni: Zieloni swój niedzielny sukces wyborczy w dwu konserwatywnych landach południa Niemiec zawdzięczają problemom z elektrownią atomową w Fukushimie. – Niedzielne wybory były referendum na temat przyszłości energetyki atomowej w Niemczech – twierdzą politycy CDU z Angelą Merkel na czele, szefową tej partii. 
To prawda. Sukces Zielonych jest jednak faktem i ma też imię i nazwisko: Winfried Kretschmann. To on będzie zapewne pierwszym w dziejach premierem rządu jednego z krajów związkowych z ramienia Zielonych. I to nie byle jakiego, ale zamożnej, sytej, katolickiej i chlubiącej się supernowoczesnym przemysłem Badenii-Wirtembergii, którą CDU rządziła nieprzerwanie przez 58 lat.
Co więcej, Zieloni współrządzić będą w sąsiedniej Nadrenii- -Palatynacie, podobnie jak to czynią od roku w Nadrenii Północnej-Westfalii. W tych trzech landach mieszka ponad 30  milionów Niemców, a więc niemal 40 proc. obywateli RFN. Dodajmy do tego jeszcze 6-milionową Hesję, gdzie w niedzielnych wyborach komunalnych Zieloni otrzymali ponad jedną czwartą (27 proc.) głosów.
„Mamy do czynienia z tektonicznym przesunięciem pejzażu politycznego” – konkluduje „Der Tagesspiegel”. – Pracowaliśmy na to przez ostatnie trzydzieści lat – mówią przywódcy Zielonych, radząc oceniać ich sukcesy z takiej właśnie perspektywy.
Wszyscy są pod wrażeniem tego sukcesu, a partia zamierza iść za ciosem. Jej kandydatka Renate Künast liczy na zdobycie jesienią fotela burmistrza Berlina, stolicy będącej równocześnie jednym z landów. O innym przywódcy tej partii, Jürgenie Trittinie, mówi się jako o przyszłym kanclerzu Niemiec.
– Nie jest to niemożliwe, ale mało prawdopodobne. W skali całego kraju musiałoby dojść do powtórki układu sił z Badenii-Wirtembergii – twierdzi Werner Patzelt, politolog. Oznacza to, że Zieloni musieliby wyprzedzić SPD. Ale dokładnie takie były wyniki sondaży przed kilkoma miesiącami. – Zieloni ugruntowali swą pozycję i  wszystko wskazuje na to, że tak już będzie – zapewnia prof. Gert Langguth, biograf Angeli Merkel. Jego zdaniem siłą Zielonych jest słabość innych partii, zwłaszcza SPD i FDP. Liberalna FDP kierowana przez Guida Westerwellego jest od dawna na dnie. Przede wszystkim dlatego, że zaaplikowała Niemcom zbyt wielką dawkę liberalizmu gospodarczego. Zieloni kroczą inną drogą. – Ich „Green New Deal” kładący nacisk na przebudowę kapitalizmu pod kątem ekologii zakłada przebudowę społeczeństwa postindustrialnego – mówi Langguth.
To się Niemcom podoba. Jak i to, że Zieloni nie kruszą już kopii w walce o program multi kulti czy o więcej praw dla partnerów w związkach homoseksualnych. Wszystko to nadal pozostaje ich celem, ale nie jest na tyle nowatorskie, aby wywoływać silne kontrowersje w Niemczech.
Zieloni dzisiaj to już nie brodaci faceci w swetrach i dziewczyny w minispódniczkach, których dawniej spotkać można było najczęściej na demonstracjach. Obrośli w rodziny, jeżdżą drogimi samochodami i zasiadają w radach nadzorczych. Nie przestali być przy tym „zielonymi”, walczyć  o zdrową żywność czy o budowę elektrowni wiatrowych. Tak jak ich były przywódca Joschka Fischer, jeden z najbardziej popularnych polityków. A jeszcze w końcu nie tak dawno rzucał kamieniami w policjantów i przyjaźnił się z jedną z terrorystek Frakcji Armii Czerwonej (RAF).

Korespondencja z Berlina
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA