fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Polujący Anglik

AFP
W niedzielę na ulicznym torze w Melbourne pierwszy wyścig sezonu 2011. Bez Roberta Kubicy w barwach Lotusa Renault
Piątkowe treningi przed Grand Prix Australii przebiegały pod dyktando najmocniejszych ekip zeszłego sezonu. Na śliskim, używanym tylko raz w roku torze w Parku Alberta tempo podczas pierwszej sesji narzucili kierowcy mistrzowskiego zespołu Red Bulla.
Mark Webber, który w swojej ojczyźnie nigdy nie zajął w wyścigu lepszego miejsca niż piąte, ucieszył rodaków najlepszym czasem. Fernando Alonso, najlepszy spoza obozu Czerwonych Byków, stracił do Australijczyka niemal sekundę. W drugiej sesji pierwszego w tabeli Jensona Buttona (McLaren) od czwartego Sebastiana Vettela (Red Bull) dzieliło zaledwie 0,16 sekundy.
Przed treningami Button miał się czym martwić, bo podczas zimowych testów mniej kilometrów od jego ekipy przejechał tylko tercet kopciuszków z końca stawki, a czasy okrążeń dalekie były od ideału. McLaren jest jednak znany z umiejętności błyskawicznego odrabiania strat. Brytyjska ekipa przywiozła do Melbourne nową wersję podłogi i trzecie w tym roku wcielenie układu wydechowego. Efekt? Pierwszy i drugi czas w drugiej sesji treningowej.
– Przekonaliśmy się, że samochód jest niezawodny. To świetna wiadomość – cieszył się Button, który uzyskał w piątek najlepszy czas. Anglik, polujący na trzecie z rzędu zwycięstwo w Australii, nie zamierza jednak dać się zwieść wynikom piątkowych jazd.
– Analiza dzisiejszych rezultatów nie da zbyt wiele, nie zamierzam więc sobie nią zaprzątać głowy – stwierdził kierowca McLarena.
– Wciąż mało wiemy o oponach – ostrzega z kolei Alonso. – Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, na którym okrążeniu trzeba będzie zjechać po nowe. Na jednym komplecie możemy przejechać dziesięć okrążeń albo 30.
Zadania nie ułatwia rzadko używany tor w Melbourne. Na początku weekendu nawierzchnia miała znikomą przyczepność. W miarę upływu czasu poprawia się ona i opony pracują inaczej.
Chociaż przebieg treningów wskazywał na powtórkę z zeszłego sezonu – mocny Red Bull, grupa pościgowa składająca się z McLarena i Ferrari oraz czwarta lokata Mercedesa – to w niedzielnym wyścigu wiele się może zdarzyć.
W nieprzewidzianych zwrotach akcji swoich szans upatruje m.in. Lotus Renault. Witalij Pietrow i Nick Heidfeld uzyskiwali czasy w połowie stawki, a warto przypomnieć, że przed rokiem Robert Kubica przegrał w Australii tylko z Buttonem.
Zdaniem genialnego projektanta Adriana Neweya, który odpowiada za ostatnie sukcesy Red Bulla, a wcześniej samochody jego autorstwa zdobywały mistrzowskie tytuły dla McLarena i Williamsa, absencja polskiego kierowcy kosztuje jego zespół około pół sekundy na okrążeniu.
Tyle jego zdaniem warte są uwagi Polaka przy poprawianiu samochodu. Taka różnica może decydować o sukcesie lub porażce, bo w całym wyścigu odpowiada aż 30 sekundom. Niestety, Renault musi sobie poradzić bez swojego lidera.
 
Transmisja z GP Australii w niedzielę o 8 w Polsacie
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA