fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mundurowi

Wojsko jest źle chronione

Wojsko jest chronione przez wybrane w przetargach firmy ochroniarskie oraz Oddziały Wart Cywilnych
Dziennik Wschodni, Dor Dorota Awiorko-Klimek
Kontrolerzy MON, symulując atak terrorystów, bez problemu weszli na teren GROM i specoddziału żandarmerii
Elitarna jednostka specjalna GROM. Na teren jej siedziby wchodzi przez ogrodzenie kilku mężczyzn (jak się potem okazuje, żołnierzy z Departamentu Kontroli MON). Nikt ich nie zatrzymuje. Obecność intruzów wykrywa dopiero elektroniczny system monitoringu. Wtedy komandosi GROM wzywają policję. Gdy ta zjawia się przed bramą główną, panowie z ochrony jej nie wpuszczają, tłumacząc, że jednostka jest tajna i nikt z zewnątrz nie może wejść na jej teren bez odpowiedniej zgody.
Tak wyglądała parę miesięcy temu inspekcja systemu ochrony obiektów i terenów wojskowych przeprowadzona przez Ministerstwo Obrony Narodowej.
Podobne scenki rozegrały się w Oddziale Specjalnym Żandarmerii Wojskowej w Mińsku Mazowieckim i kilku innych jednostkach wojskowych w kraju.
Te informacje znalazły się w tajnym raporcie z kontroli, który częściowo poznała "Rz". Jest druzgocący.
– W Sztabie Generalnym na  polecenie ministra obrony narodowej trwają prace nad systemem ochrony wojsk. Za kilkanaście dni będzie można powiedzieć więcej o ich rezultatach – mówi gen. Bogusław Pacek, doradca ministra obrony Bogdana Klicha. – Natomiast same ustalenia Departamentu Kontroli MON są niejawne, w  związku z powyższym nie mogę się wypowiadać na ich temat.
Wojsko jest chronione przez wybrane w przetargach tzw. SUFO, czyli Specjalistyczne Uzbrojone Formacje Ochronne (żołnierze złośliwie przekręcają ich skrót na "SYFO"), oraz Oddziały Wart Cywilnych, czyli pracowników cywilnych zatrudnionych przez armię. Z naszych informacji wynika, że tam, gdzie wojsko chronią pracownicy cywilni, kontrola wypadła znacznie lepiej niż tam, gdzie zatrudnione były firmy.
Powód? W przetargach liczy się cena, a nie jakość usług świadczonych przez agencje ochrony. Wygrywają te, które oferują najtańsze usługi. Stawki są głodowe: wojsko płaci firmie ochroniarskiej za godzinę pracy 7 – 12 zł (dla porównania w dużej cywilnej spółce 15 – 20 zł), z czego do kieszeni ochroniarza trafia 3 – 5 zł.
– Firmy prześcigają się w obniżaniu kosztów, ale za takie pieniądze nie można zagwarantować ochrony na odpowiednim poziomie – mówi nam przedstawiciel agencji ochroniarskiej, która do niedawna pracowała dla armii.
– Jaka praca, taka płaca – stwierdza jeden z żołnierzy z jednostki w południowej Polsce. I opowiada, że u niego w jednostce ochroniarzami są najczęściej starsze osoby, na rencie lub emeryturze. – Nie przykładają się, mam czasem wrażenie, że pracują za karę – opowiada oficer.
Ochroniarze, pilnując wojska, muszą mieć broń i ostrą amunicję. Wielu z nich nie umie się nią jednak posługiwać. Żołnierze opowiadają, że zdarzały się przypadki tzw. niekontrolowanych wystrzałów.
– Na szczęście nikomu nic się nie stało. Ale firma stwierdziła, że trzeba podpiłować iglice, by do wystrzałów nie dochodziło. A taka broń to już tylko zabawka – opowiada żołnierz. Napisał kilka meldunków do dowódcy, że ochrona jednostki źle działa.
Podobnie było w przypadku GROM. Gdy jeden z ochroniarzy zasłabł na warcie, oficerowie z tej jednostki napisali miażdżący raport o ochronie do MON. Wynikało z niego, że do najlepszej jednostki specjalnej w kraju może wejść każdy. Dlaczego? Bo GROM chronią starsi ludzie, często schorowani, bez przygotowania i odpowiedniego wyszkolenia. Zdarzało się, że pracowali po 24 godziny na dobę (12 godzin na etacie, a 12 na umowę-zlecenie).
– Zażądaliśmy natychmiastowej zmiany i nawet obiecano nam to, choć bez entuzjazmu – opowiada oficer GROM, który potem pojechał na misję do Afganistanu. – Wróciłem, a na bramie widzę tych samych staruszków. Ręce mi opadły.
W większości krajów NATO obiekty wojskowe są chronione przez wyspecjalizowane agencje ochrony. Zdaniem ekspertów takie rozwiązanie jest korzystne dla wojska, bo nie angażuje żołnierzy, którzy mogą skupić się na szkoleniu.
– To dobry kierunek, ale przy wyborze agencji armia powinna stawiać przede wszystkim na jej wiarygodność i jakość usług, a nie na cenę – uważa gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. – To muszą być standardy wojskowe, a nie z Tesco czy Biedronki, jak dzieje się od dawna.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki e.zemla@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA