fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Portugalia na razie nie chce pomocy

Bloomberg
Unia zwiększa możliwości ratowania bankrutów
Unijni przywódcy apelują do portugalskiego rządu o cięcia budżetowe. Mimo że w środę parlament odrzucił propozycje premiera Jose Socratesa, a ten następnie zgłosił dymisję swojego gabinetu. – Jest teraz bardzo ważne, aby Portugalia trzymała się założeń rządowego programu – powiedziała kanclerz Niemiec Angela Merkel.

Większe fundusze

Niemiecka kanclerz reprezentuje kraj, który wpłaca najwięcej do europejskiego funduszu stabilności finansowej, a to on – w razie konieczności – będzie wypłacał kredyty dla Portugalii.  Potrzeby tego kraju, szacowane na 60 – 80 mld euro, nie przekraczają na razie możliwości EFSF. Nominalnie wynosi on 440 mld euro, a faktycznie – biorąc pod uwagę jego konstrukcję – wypłaty mogą sięgnąć 250 mld euro. Na razie korzysta z niego tylko Irlandia, bo Grecja dostała pieniądze w ramach innego porozumienia.
Dla rynku ważne jest zwiększenie możliwości pożyczkowych EFSF, aby mieć pewność, że ewentualne kolejne kłopoty, np. znacznie większej od dotychczasowych bankrutów Hiszpanii. Jest wstępne porozumienie, żeby fundusz faktycznie wynosił 440 mld euro, ale ostateczna decyzja w tej sprawie raczej nie zapadnie teraz, a dopiero w czasie kolejnego szczytu UE w czerwcu. Bo zgody nie chce na razie wyrazić Finlandia, której parlament został już rozwiązany przed zapowiedzianymi na 17 kwietnia wyborami. A każda deklaracja obecnego rządu może zwiększyć szanse na dobry wynik eurosceptycznej partii Prawdziwi Finowie.
Nie potrzebujemy tego porozumienia teraz. Na Portugalię spokojnie wystarczy – mówi "Rz" dyplomata jednego z największych państw strefy euro.
Jest zgoda na stworzenie nowego europejskiego mechanizmu stabilności, który zastąpi EFSF w czerwcu 2013 r. Wyniesie on 500 mld euro. Warunki będą jednak bardziej restrykcyjne niż w przypadku EFSF. Nie tylko jeśli chodzi o oczekiwane reformy, ale także o możliwe straty inwestorów prywatnych.

Potrzebne zmiany

W czasie szczytu ofensywę liberalną zapowiedział David Cameron. Chce forsować zapisy ze wspólnego listu, pod którym podpisały się też: Polska, Dania, Szwecja, Finlandia, Holandia, Litwa, Łotwa i Estonia.
List jest apelem o dokończenie budowy wspólnego rynku poprzez zwiększenie swobody ponadgranicznego świadczenia usług, ułatwień w handlu elektronicznym oraz otwarcia UE na rynki innych potęg gospodarczych. Odpowiednie zapisy znalazły się w projekcie dokumentu końcowego szczytu. – To są wszystko postulaty polskiego przewodnictwa w UE. Bardzo nam na tym zależy – mówi polski dyplomata.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA