fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Wybory paraliżują europę

Archiwum
Wybory zdecydowanie utrudniają rządzącym podejmowanie decyzji.
Wiadomo to świetnie w Polsce, gdzie wszystkie inicjatywy rządu, czy raczej ich brak, są funkcją sondażowych słupków, tym ważniejszych, im bliżej terminu pójścia do urn.
Ale wyobraźmy sobie problem 27 Donaldów Tusków. Bo tak dziś działa Unia Europejska. Im więcej w niej państw, tym gęściej zapisany kalendarz wyborczy.
Gdy na nadzwyczajnym szczycie strefy euro 11 marca irlandzki premier protestował przeciwko wspólnym zapisom o współpracy podatkowej, używał argumentu, że jest tuż po wyborach. A jego głównym hasłem w czasie kampanii był opór wobec prób podwyższenia niskiego w Irlandii podatku dla przedsiębiorstw. Jak opowiada jeden z dyplomatów, Enda Kenny usłyszał wtedy od innego przywódcy: „Wiesz, ile w Europie jest wyborów w tym roku?".
I tak w czasach kryzysu i potrzeby szybkich decyzji co rusz trzeba się rozglądać, gdzie obywatele idą do urn. Militarną interwencję w Libii forsował Nicolas Sarkozy, bo za rok ma wybory i chce w oczach coraz bardziej radykalizującego się społeczeństwa francuskiego uchodzić za twardego szeryfa.
Z powodów wyborczych (elekcje w kolejnych landach) od akcji odżegnuje się Angela Merkel. Także kalendarz polityczny podyktował histeryczną reakcję pani kanclerz i jej partyjnego kolegi komisarza Gunthera Oettingera na atomowe problemy Japonii. Rząd Irlandii nie może pójść na ustępstwa podatkowe, bo jest tuż po wyborach. I znów ryzykuje stabilność strefy euro, bo bez ustępstw podatkowych Dublin nie dostanie złagodzenia warunków pożyczki. A na obecnych nie będzie w stanie jej spłacić.
Z kolei europejski fundusz ratunkowy napotyka nieoczekiwanie problemy ze strony zawsze proeuropejskiej Finlandii. Tam 17 kwietnia odbędą się wybory, w których świetny wynik mogą uzyskać Prawdziwi Finowie. Jak sama nazwa wskazuje, nie jest to partia sprzyjająca europejskiej solidarności. Nie podoba im się, że pracowici i oszczędni Finowie muszą teraz płacić za rozrzutnych mieszkańców innych części Europy.
A ponieważ Finlandia jest jednym z niewielu już krajów strefy euro z potrójnym A od agencji ratingowych, to jej gwarancje są bardzo potrzebne dla prawidłowego funkcjonowania antykryzysowego mechanizmu wsparcia.
Czy w tej sytuacji warto się przejmować problemami Portugalii? Próby przeforsowania twardych reform, które mogłyby uratować ten kraj przed koniecznością proszenia o pomoc strefy euro, skazują rząd Jose Socratesa na upadek. Przez kolejne najtrudniejsze tygodnie krajem tym może rządzić ekipa bez mandatu do odważnych decyzji.
Warto się zastanowić, czy nie zawiesić wyborów bezterminowo, skoro tak trudno o rozsądne decyzje w czasie kampanii czy tuż po wyborach. Przykład płynie z Belgii, gdzie jest p.o. rządu i p.o. premiera już od kwietnia 2010 r. A skutecznością i odważnymi decyzjami Yves Leterme mógłby zakasować niejednego polityka, który ma lepszy mandat do sprawowania władzy.
Budżet na ten rok, przewidujący cięcia w wydatkach, zadziwił nawet Komisję Europejską. Leterme zdecydował też o wysłaniu nad Libię sześciu myśliwców F-16. I właśnie dostał w tej sprawie rekordowe poparcie parlamentu, gdzie tylko jeden deputowany wstrzymał się od głosu.
Anna Słojewska z Brukseli
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA