fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Operacja w Libii i polskie F16

Archiwum
Nie przyjmujmy argumentów, że nie wysyłamy do Libii lotnictwa, bo nie mamy w tym rejonie interesów. Jakie zatem mamy interesy w Afganistanie? I czy lepiej latać nad Poznaniem i ćwiczyć podejścia do lądowania na Okęciu? – pyta analityk ds. bezpieczeństwa
Nieuczciwa wobec polskich podatników jest decyzja o niewysłaniu chociaż dwóch naszych samolotów F-16 do operacji powietrznej przeciw reżimowi Kaddafiego. Ani nie byłoby to drogie, ani kosztowne politycznie. Mielibyśmy zaś wtedy okazję przekonać się, jaka jest jakość szkolenia w Siłach Powietrznych i efekty trwającego od ośmiu lat procesu wdrażania F-16 do współpracy sojuszniczej.
O tym, że będziemy latać na F-16, było wiadomo już od kwietnia 2003 r. Wtedy to bowiem w obecności premiera Leszka Millera doszło do podpisania umowy o zakupie przez Polskę 48 samolotów F-16. Kontrakt na zakup myśliwca wielozadaniowego opiewał na 3,5 mld dolarów. Ceremonia symbolicznego przekazania pierwszych polskich F-16 odbyła się w Forth Worth w Teksasie 15 września 2006 r. Pierwszy egzemplarz (nr 4040) wraz z drugim (4041) przez dłuższy czas znajdował się w bazie Sił Powietrznych USA w Edwards, gdzie do końca września 2007 r. na tych samolotach integrowane były systemy pokładowe zgodne z polskim zamówieniem.
Jedyne sensowne wytłumaczenie stanowiska rządu, że nie bierzemy udziału w operacji powietrznej przeciw Muammarowi Kaddafiemu, to przyznanie, że nasze jastrzębie i ich piloci są do tego zwyczajnie nieprzygotowani. Problem jest z liczbą wyszkolonych pilotów gotowych do realnego uczestniczenia w misjach bojowych z użyciem uzbrojenia, którego nie ma albo nie ma ono atestów. Polski podatnik nie powinien przyjmować nieprawdziwych argumentów, że nie wysyłamy lotnictwa do Libii, bo nie mamy w tym rejonie interesów i lepiej latać nad Poznaniem i ćwiczyć podejścia do lądowania na Okęciu. Jakie mamy zatem interesy w Afganistanie?
Minister Bogdan Klich wielokrotnie podkreślał sukces profesjonalizacji polskiej armii. Uprawiał propagandę, bo nikt nie mógł podważyć jego słów. Zweryfikować je mogą tylko działania wojenne. Kiedy te nadeszły, okazuje się, że armia w całości nie jest tak profesjonalna, jak twierdzi MON.
Minister Bogdan Klich potrafi uzasadnić nasz wieloletni udział w wojnie w Afganistanie koniecznością zdobywania doświadczenia przez polską armię. Dziwi zatem fakt, że nie skorzystał z okazji, by zademonstrować poziom wyszkolenia polskich pilotów i jakość wdrażania programu F-16, tudzież nie pozwolił im na zdobycie realnych doświadczeń bojowych we współpracy z sojusznikami. Byłaby to również okazja do poprawiania fatalnej reputacji Sił Powietrznych w oczach polskich podatników, zdruzgotanej przez ostatnie katastrofy lotnicze.
Ta informacja jest również niezbędna do przekonania obywateli, że kosztowny program zakupu F-16, oceniany na kilkanaście miliardów złotych, był dla polskiego bezpieczeństwa opłacalny. Okazuje się jednak, że nasze F-16 po wielu latach przygotowań i szkolenia to ciągle jedynie atrapy niezdolne do udziału w prostej operacji powietrznej sił koalicyjnych. Wygląda więc na to, że po ośmiu latach szkoleń jedyne, do czego obecnie są gotowe, to przelot nad Zakopanem, by hucznie pożegnać Adama Małysza. Czy to nie za mało na profesjonalną armię?
Autor, komandor porucznik rezerwy, jest absolwentem Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, a także Wydziału Bezpieczeństwa Międzynarodowego Naval Postgraduate School w Monterey w Kalifornii, USA. Był oficerem Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił NATO w Europie.
Autor książki „Widok na Sarajewo" o misji NATO na Bałkanach. Obecnie niezależny analityk ds. bezpieczeństwa
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA