fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Tracimy podwójnie

Karol Stopa
Rzeczpospolita
Ćwierćfinały turnieju ATP z udziałem takich graczy, jak: Roger Federer, Rafael Nadal, Novak Djokovic, Andy Murray, Stanislas Wawrinka czy młody Ukrainiec Aleksander Dołgopołow, to nie jest sytuacja zaskakująca.
Kiedy się jednak okazuje, że wymienieni walczą o półfinał gry podwójnej, to już trochę co innego. Tegoroczny turniej w Indian Wells trafi do annałów z powodu debla. Chęć gry w parach zgłosiło aż dziewięciu singlistów z pierwszej światowej dziesiątki. Po dwóch rundach wyeliminowane zostały wszystkie deble rozstawione, np. słynni amerykańscy bliźniacy Bob i Mike Bryanowie, nasz eksportowy duet Mariusz Fyrstenberg – Marcin Matkowski i Łukasz Kubot z austriackim partnerem.
W minionej dekadzie tylko raz się zdarzyło, podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie (2008), że specjaliści od singla nagle zapałali taką miłością do gry podwójnej. Po złoty medal olimpijski sięgnęli wówczas dwaj Szwajcarzy, akurat ci sami, którzy teraz w Indian Wells dotarli do finału (Federer i Wawrinka).
Z obserwacji i statystyk wynika, że gwiazdorzy tenisa na występy deblowe decydują się zazwyczaj w imprezach otwierających kalendarzowe minicykle. Poza Indian Wells jest to np. Monte Carlo w kwietniu, mistrzostwa Kanady w sierpniu, ale także powtarzany przez Nadala start w Katarze na rozpoczęcie sezonu. Jednocześnie w wielkim szlemie Andy Roddick nie zagrał debla od lat dziesięciu, Federer od siedmiu, a Nadal od sześciu. Może spać spokojnie Rosjanin Jewgienij Kafelnikow, który w roku 1996 wygrał Roland Garros w grze pojedynczej i podwójnej, jego wyczynu nikt szybko nie powtórzy.
Znakomity deblista Serb Nenad Zimonjić, poproszony o ocenę deblowych umiejętności Federera i Nadala, obu widzi w światowej czołówce. "Szwajcar gra tradycyjnie, skutecznie atakuje przy siatce po obu serwisach. Hiszpan miesza style, ale dzięki swoim niewiarygodnie trudnym odbiciom z głębi kortu oraz ogromnej szybkości radzi sobie w każdej sytuacji. Nauczył się prawidłowych reakcji pod siatką, gdy serwuje partner. On i Marc Lopez mogą pokonać każdą parę".
Starzy Australijczycy z Royem Emersonem, także późniejsi mistrzowie, z Amerykaninem Johnem McEnroe na czele, nie wyobrażali sobie turnieju, w którym można by opuścić debla. Gdy wzrósł poziom, a przygotowanie fizyczne przynajmniej 200 graczy wyklucza możliwość łatwego wygrywania rund wstępnych, gwiazdy zaczęły racjonalnie gospodarować siłami. Największym na grę podwójną szkoda energii. O tym, ile w związku z tym tracimy, można się było przekonać w Indian Wells.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA