fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Agnieszka Stefańska - komentarz

Jesteśmy za mało aktywni zawodowo, w sposób niewystarczający wykorzystujemy nowe technologie, musimy podnosić poziom wykształcenia Polaków, inaczej nasza gospodarka będzie się kurczyć – wskazują eksperci Banku Światowego. Mają zapewne sporo racji, ale sytuacja nie jest taka prosta
Nasza nauka nie rozwija się tak, jak by mogła, gdybyśmy mieli środki. O najzdolniejszych absolwentów biją się zachodnie uczelnie. Nasi fizycy czy biotechnolodzy robią doktoraty, a potem zostają na uczelniach w Niemczech, Anglii czy Dani, przyczyniając się do rozwoju sąsiednich krajów. Podczas dyskusji na temat nowego budżetu Unii Europejskiej na lata 2014 – 2020 przedstawiciele Wspólnoty zastanawiali się, na co należy przeznaczyć większe środki – na inwestycje w infrastrukturę czy w rozwój innowacyjności.
 
Na forum w Krynicy we wrześniu 2010 r. Guenter Verheugen, były komisarz do spraw rozszerzenia Unii, powiedział, że innowacja jest kluczem do przyszłości społeczeństwa i rozwoju naszej gospodarki.
Tylko że nikt chyba nie ma konkretnego pomysłu, co należy szybko zrobić. O brak nowoczesnych rozwiązań martwi się "stara Unia". My mamy w stosunku do niej spore zaległości. Powinniśmy martwić się tym bardziej. Bank Światowy sugeruje prywatyzację pracowniczą części instytucji naukowych. To ma się przełożyć na większe ubiznesowienie uczelni, a co za tym idzie, na zdobycie większych środków na rozwój. Może przyczynić się też do zwiększenia zatrudniania osób kończących studia. Współpraca biznesu z uczelniami może zaowocować wysyłaniem na staże części studentów. Najzdolniejsi, w których firma zainwestuje czas, zapewne zostaną zatrudnieni po obronie dyplomu. Ale tu znów potrzeba pieniędzy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA