fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Top menedżerowie zostawiają dzieciom wolną rękę

Syn Alicji Kornasiewicz, prezes Banku Pekao, dzieli życie zawodowe między Polskę i W. Brytanię
Archiwum
Czołowi polscy menedżerowie dali dzieciom wolną rękę w wyborze kariery. Większość nie poszła w zawodowe ślady rodziców, choć – podobnie jak oni – często stawiają na karierę w kraju
To był ich własny wybór – podkreślają zwykle szefowie dużych polskich firm, gdy pytamy o kariery zawodowe ich dorosłych już dzieci. Zapewniają, że zostawili potomkom wolną rękę w wyborze kierunku i miejsca studiów, a potem zamieszkania.
O edukację i zawodowe decyzje dzieci zapytaliśmy dwudziestkę czołowych polskich menedżerów. Zgodziło się o tym opowiedzieć dziesięcioro – choć z zastrzeżeniem prywatności. Bez zdjęć dzieci, bez nazw firm, w których pracują, a niekiedy nawet bez podawania branży. Tym bardziej że „dzieci" to określenie nieco na wyrost w przypadku dorosłych już ludzi, z których najmłodsi są na studiach, a najstarsi od kilku czy nawet kilkunastu lat budują swe kariery zawodowe, często w zupełnie innej dziedzinie niż rodzice. I często w kraju, choć do powrotu nie skłaniało ich przejęcie rodzinnego biznesu.
Co łączy dzieci czołowych menedżerów? Wbrew pozorom sporo. Jeśli szkoła w kraju – to dobre, renomowane liceum, a potem któraś z najlepszych publicznych lub prywatnych uczelni. Uniwersytet Jagielloński albo Uniwersytet Warszawski, Akademia Medyczna (obecnie Uniwersytet Medyczny), Politechnika Warszawska, Szkoła Główna Psychologii Społecznej. Jeśli kierunki biznesowe, to w Szkole Głównej Handlowej albo Akademii Koźmińskiego.
Top menedżerowie świetnie wiedzą, jak bardzo przydaje się świetna znajomość języka i doświadczenie życia w międzynarodowym środowisku. Dlatego zadbali, by dzieci dużo podróżowały, kończyły kursy językowe albo studia za granicą.
37-letni Oskar, syn Alicji Kornasiewicz, prezes Pekao, drugiego co do wielkości banku w Polsce, szkołę średnią i studia skończył wprawdzie w kraju, ale już jako nastolatek przyzwyczaił się do dłuższych pobytów za granicą. W liceum wyjechał na roczne stypendium do Danii, gdzie nauczył się duńskiego. Po maturze w Polsce pojechał jeszcze na rok do Londynu, aby dodatkowo zrobić międzynarodową maturę. Potem, podczas studiów na warszawskiej Akademii Medycznej (obecnie Uniwersytet Medyczny), wyjeżdżał na staże i kursy do Niemiec i Francji.
Dzieci Anny Sieńko, szefowej IBM Polska, jednej z czołowych firm informatycznych, dużo podróżowały za granicę, wyjeżdżały do wakacyjnych szkół językowych, ale studia wybrały w Polsce.
– Nie zastanawialiśmy się z żoną, jakie kariery mają wybrać nasze dzieci, ale chcieliśmy obudzić w nich ciekawość życia i chęć do zadawania pytań. Podsuwaliśmy lektury, zabieraliśmy w podróże i wybraliśmy szkołę, gdzie program był zgodny z naszą wizją kształcenia – mówi Roman Wieczorek, wiceprezes wykonawczy szwedzkiej grupy Skanska, jednej z największych firm budowlanych na świecie. Jego córka Anna w czasie studiów wyjechała najpierw na półroczne stypendium na uniwersytet w szwedzkim Lund, a potem przez pół roku studiowała w Stambule. Najmłodszy syn Filip pojechał niedawno na stypendium do Hiszpanii.

Szkoła samodzielności

Studia za granicą to popularny wybór w rodzinach, gdzie rodzice sami mają dyplomy zagranicznych uczelni albo pracowali przez dłuższy czas na Zachodzie. Sławomir Lachowski, twórca mBanku i Multibanku oraz były prezes BRE Banku, wspomina, że bardzo zależało mu, by syn skończył studia za granicą. Sam studiował w Niemczech i wie, jak bardzo przydaje się zagraniczna edukacja. A w dzisiejszych czasach, chcąc grać w wielkim biznesie, trzeba nie tylko mieć dyplom dobrej uczelni, ale też naprawdę świetnie mówić po angielsku.
Tym bardziej że Polacy, chcąc zdobyć takie samo uznanie jak menedżerowie z Zachodu, muszą być od nich lepsi – twierdzi Lachowski. Nie ukrywa dumy z syna Filipa, który w wieku 26 lat zrobił doktorat z ekonomii na Oksfordzie, gdzie skończył też studia ekonomiczne. Teraz zajmuje się finansami i pracuje w londyńskim City, gdzie nikt nie patrzy na niego przez pryzmat nazwiska ojca.
– Studia poza domem to świetna lekcja dorosłości. Pomagają szybciej wejść w dojrzałość, a wyjazd za granicę pozwala zdobyć cenne wielokulturowe doświadczenia – podkreśla Paweł Dangel, prezes jednej z największych firm ubezpieczeniowych, Allianz Polska, z wykształcenia reżyser teatralny, który studia skończył w Moskwie.
Podkreśla, że nigdy nie miał gotowego scenariusza kariery dla swych córek. Z doświadczenia zresztą wie, że naciski rodziców na wybór dzieci to nie najlepszy pomysł – jego rodzice nie chcieli, by studiował reżyserię, a i tak ją wybrał.
Najważniejsze więc, że córki są samodzielne i w dużym stopniu niezależne. – Wszystkie decyzje związane z własną przyszłością podejmują na własny rachunek – mówi Dangel. Jest przekonany, że w rozwinięciu tej samodzielności bardzo pomógł im wyjazd na studia – obie córki wybrały naukę w Anglii. Starsza, 26-letnia Konstancja, skończyła tam grafikę komputerową i fotografię, młodsza, 21-letnia Oktavia, kończy public relations w Londynie.
Wielokulturowych doświadczeń nie brakowało im i przed studiami. Urodziły się i zaczęły szkołę w Anglii, gdzie Paweł Dangel wyjechał w połowie lat 80. (tam zaczął pracę w branży ubezpieczeniowej). Po powrocie do kraju kontynuowały naukę w brytyjskiej i amerykańskiej szkole w Warszawie. Dla jej absolwentów studia za granicą to naturalny wybór.
Za granicą uczyły się też dzieci Jana Krzysztofa Bieleckiego, byłego prezesa Pekao, a dziś szefa Rady Gospodarczej przy Premierze. – To było naturalne, bo przez dziesięć lat mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii – mówi Bielecki, który jako szef Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju pracował przez dłuższy czas w Londynie. Tak samo naturalne było to, że po angielskiej szkole wybrały studia za granicą – córka skończyła tam europeistykę, a syn Jakub ochronę środowiska na Manchester University.
Na uzupełnienie edukacji za granicą zdecydował się też 28-letni Jan, syn Cezarego Stypułkowskiego, prezesa BRE Banku. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej i prawa na Uniwersytecie Warszawskim po studiach pracował przez pewien czas w znanej firmie doradczej, a teraz studiuje na Columbia University School of Business w Nowym Jorku.

Łączyć doświadczenia

Nauka i praca za granicą nie muszą prowadzić do decyzji o pozostaniu tam na stałe. – Jestem bardziej niż pewny, że mój syn wróci do kraju, nawet jeśli pierwsze zawodowe doświadczenia zdobywa za granicą – mówi Sławomir Lachowski.
Paweł Dangel przyznaje, że wolałby, by córki docelowo mieszkały w kraju. Ale zaznacza, że to one wybiorą. Konstancja, która po studiach przez rok pracowała w Anglii, jesienią ubiegłego roku ze względu na pracę zdecydowała się na powrót do Polski. Pracuje i adaptuje się do życia w kraju, choć – jak ocenia jej ojciec – nie jest to wcale łatwe. Większość życia spędziła bowiem w Anglii, tam ma przyjaciół i to tam czuje się zdecydowanie bardziej u siebie.
Oktavia po studiach też chce zdobyć swoje pierwsze zawodowe doświadczenia w Anglii. Czy w ślad za starszą siostrą przyjedzie potem do Polski?
– Jesteśmy otwarci na wybory dzieci. Przekonałem się, że najważniejsze jest, by umieć się przestawić na nowy zawód, nowe sytuacje, potrafić wykorzystywać kolejne szanse i możliwości, by być otwartym i wszechstronnym. Kończąc reżyserię teatralną w Moskwie, nigdy nie myślałem, że będę zarządzał niemiecką firmą ubezpieczeniową w Polsce – twierdzi Dangel.
Syn Jana Krzysztofa Bieleckiego, Jakub, po ukończeniu studiów w Anglii pracował przez pewien czas na Wyspach, ale przed kilkoma laty wrócił do Polski i pracuje w branży doradczej. – Syn nie wyobrażał sobie mieszkania na stałe poza krajem – podkreśla Bielecki. Jest przekonany, że także córka, która na razie pracuje we Francji, za dwa, trzy lata, gdy zdobędzie więcej doświadczenia, wróci do Polski. – Sami zdecydowali o swej karierze. I nigdy nie szukali protekcji u taty – zaznacza.
Doświadczenia zawodowe z kilku krajów łączy w swojej karierze syn Alicji Kornasiewicz, Oskar. Mieszka z rodziną i pracuje na co dzień w Wielkiej Brytanii, ale nadal mocno związany jest z Polską. Także zawodowo – należy do zespołu specjalistów Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersytetu Medycznego w Warszawie (na tej uczelni zrobił też doktorat z nauk medycznych).

Rodzinne zróżnicowanie

Nasi rozmówcy bardzo często w trakcie rozmowy zaznaczają, że nie próbowali sterować karierami swych dzieci. One same tu decydowały.
– Synowie zawsze mieli wybór. Nie naciskaliśmy na ich decyzje – podkreśla Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska, nie kryjąc jednak satysfakcji, że zarówno starszy, 25-letni Michał, jak i młodszy, 21-letni Wojciech, poszli w kierunku biznesu. Mimo to ich wybory bardzo się różnią.
Michał, który zawsze marzył o studiach i pracy za granicą, skończył wrocławskie liceum z międzynarodową maturą, co pozwoliło mu na studia w Wielkiej Brytanii. Dziś absolwent zarządzania uniwersytetu w Manchesterze mieszka i pracuje od kilku lat w Londynie. Powrotu do Polski na razie nie planuje. – Twierdzi, że w Anglii żyje się łatwiej i spokojniej – mówi Tomaszewski.
Młodszy syn Wojciech jest przeciwieństwem brata. Ma zupełnie inne podejście do kariery. Nigdy nie planował studiów za granicą. Po liceum w rodzinnym Wałbrzychu wybrał zarządzanie na warszawskiej SGH. Podobają mu się studia i życie w kraju. Nie chce wyjeżdżać za granicę, chyba że służbowo.
Podobny podział jest w rodzinie Adama Kołodziejczyka, prezesa Ford Polska. Jego starsza córka, 27-letnia Anna, poszła w ślady matki i wybrała medycynę (robi teraz specjalizację z pediatrii). Ten wybór zawodu dokonany już w dzieciństwie zdecydował, że poszła do polskiego liceum. Po amerykańskiej szkole, w której uczyła się jej młodsza siostra Monika, byłoby jej trudniej dostać się na Uniwersytet Medyczny.
O studiach za granicą nie myślała. W przeciwieństwie do 21-letniej dziś Moniki, która za półtora roku skończy media production w Bostonie. Po trzech latach spędzonych w USA nie zdecydowała jeszcze o swojej przyszłości. Może więc wróci do Polski, a może – jak kiedyś planowała – zamieszka na południu Francji.
Kołodziejczyk przyznaje, że chciałby, by jego obie córki mieszkały w kraju. – Najlepiej po drugiej stronie ulicy – dodaje ze śmiechem. Ale to będzie ich wybór. – Nigdy nie określałem córkom, co mają w życiu robić. Wszystkie decyzje podejmowały same, a że dużo podróżowały z nami po świecie, miały okazję porównać różne możliwości – mówi Kołodziejczyk.

Duże możliwości

Zachód nie jest już symbolem kariery, a młodzi ludzie, jeśli znają obce języki, mają wiele okazji do wyjazdów podczas studiów – twierdzi Roman Wieczorek. Podkreśla, że choć oboje z żoną są prawnikami, nigdy nie nakłaniali dzieci, by poszły w ich ślady. Cała trójka – 27-letnia dziś Anna, 23-letni Maciej i 21-letni Filip – po maturze w prywatnym liceum w rodzinnym Lesznie wybrała psychologię w Warszawie.
Anna, która skończyła Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej (SWPS), teraz tam wykłada i robi studia doktoranckie, jednocześnie pracując w Ośrodku Przetwarzania Informacji w Warszawie. Maciej kończy psychologię zarządzania w Akademii Koźmińskiego i szykuje się do kariery menedżerskiej – pracuje już zresztą jako project manager w firmie doradczej. Najmłodszy Filip, który podobnie jak siostra wybrał psychologię w SWPS, od stycznia w ramach unijnego programu Sokrates studiuje w Madrycie.
– Ale nie sądzę, by został za granicą. W kraju jest dużo możliwości i dużo do zrobienia. Jesteśmy już naprawdę w Europie, możemy się po niej swobodnie poruszać, zdobywać doświadczenia. Możemy dzisiaj z tego wszystkiego skorzystać, budując dobrą przyszłość tutaj. Możliwości, jakie w tym zakresie mają dzisiaj młodzi ludzie, są niesamowite – dodaje Roman Wieczorek.
Również Anna Sieńko twierdzi, że jej dzieci nie planują kariery poza krajem. – Uważają, że w Polsce jest dużo ciekawych rzeczy do zrobienia – mówi. Dodaje, że podobne sytuacje obserwuje też wśród znajomych; jeśli wyjazd za granicę – to na stypendium, studia albo by popracować rok, dwa i zdobyć nowe doświadczenia.
Tak chce zrobić także jej młodszy syn, 26-letni Tymoteusz, który po skończeniu architektury planuje staż w zagranicznym biurze architektonicznym. Jednak przyszłość zawodową widzi w kraju. Podobnie jak jego siostra bliźniaczka, Joanna, absolwentka bankowości w SGH, która pracuje w firmie konsultingowej w Warszawie. Ich starszy brat, 28-letni Piotr, skończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim i teraz robi aplikację adwokacką. Dwuletnia brytyjska szkoła prawa powinna mu ułatwić pracę w międzynarodowych kancelariach, ale swą przyszłość zawodową – podobnie jak rodzeństwo – widzi w Polsce.
Dzieci Bogusława Kotta, prezesa Banku Millennium, wyjeżdżały podczas studiów na stypendia za granicę, ale dyplomy zrobiły na warszawskich uczelniach. Syn Andrzej skończył zarządzanie w Akademii Koźmińskiego, a córka Joanna jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej i prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Nadal też mieszkają i pracują w Warszawie (Joanna w dużej spółce giełdowej).
W Warszawie pracują też synowie Konrada Jaskóły, prezesa Polimeksu-Mostostalu, inżynieryjno-budowlanej firmy notowanej na giełdzie w gronie 20 największych spółek. Podkreśla, że dał dzieciom wolną rękę w wyborze zawodowych dróg. – To mądre chłopaki. Wiedzą, co robią i wiedzą, że mają moje wsparcie – podkreśla.
Synowie – 37-letni dziś Przemek i 33-letni Michał – wybrali studia w Polsce. Przemek, absolwent informatyki na Politechnice Warszawskiej, pracuje w dużej jednostce badawczo-rozwojowej i robi doktorat. Michał, który skończył SGH i pracuje w spółce telekomunikacyjnej, przymierza się co prawda do wyjazdu za granicę, ale na rok, dwa, by zdobyć nowe doświadczenia.

Znaleźć swoje miejsce

Janusz Czapiński, psycholog społeczny, nie dziwi się, że znaczna część dzieci top menedżerów wybiera karierę w kraju. – Tu mają dużo większe szanse niż na Zachodzie, by wygrać w tego społecznego totolotka. Dla bardzo wielu ambitnych ludzi najważniejsza jest szybkość awansowania w hierarchii społecznej, a o ten awans Polakom jest dużo łatwiej w kraju niż na Zachodzie – twierdzi.
Według niego dowiodła tego niedawna fala emigracyjna.
Fachowcy mieli satysfakcję z kilkakrotnie wyższych zarobków, ale dla ludzi po studiach, zwłaszcza tych z ambicjami menedżerskimi, wyjazd kończył się często frustracją. Nawet jeśli świetnie znają język, to nie są native speakerami, a co więcej, w grę wchodzą różnice w kulturowych nawykach, które ludzie decydujący o awansach wyłapują natychmiast. Choćby to, że Polacy są przyzwyczajeni działać indywidualnie, a na Zachodzie wymaga się pracy zespołowej.
– Wydaje nam się, że jesteśmy w tej samej euroatlantyckiej wspólnocie, ale różnice w kategoriach myślenia są kolosalne. To rzeczy, których nie da się spisać w kodeksie, ale to one decydują o miejscu w hierarchii. Niektórzy uczą się nowego sposobu funkcjonowania i robią karierę w korporacjach, ale nie ma ich wielu – ocenia Janusz Czapiński.
Jego zdaniem młodzi Polacy, którzy jadą na studia do Oksfordu czy Cambridge, szybko orientują się w tamtejszych realiach. Nic więc dziwnego, że decydują się na powrót do kraju. Tym bardziej że tu mogą liczyć na istotny atut – wypracowaną przez rodziców sieć kontaktów społecznych.
– To cenny kapitał w karierze, nawet jeśli rodzice zapewniają, że dzieci nie korzystają z ich protekcji – twierdzi Czapiński.
 
Młodzi polacy wybierają karierę w kraju
Według najnowszego badania Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów AIESEC ponad połowa polskich studentów (przepytano ponad 5 tys. osób z 47 uczelni) nie chce wyjeżdżać do pracy za granicę. Pozostali owszem, ale głównie po, to by zdobyć doświadczenie zawodowe i podszlifować język. Podobny trend pokazał sondaż Universum Student Survey 2010, według którego zaledwie 12 proc. polskich studentów jest zainteresowanych zagraniczną karierą. Wśród 25 krajów, w których przeprowadzane było badanie, Polska znalazła się na ostatnim miejscu pod względem chęci do zagranicznej kariery. Zdaniem ekspertów Universum, jednym z powodów tak niskiej mobilności polskich studentów jest fakt, że – jak w badaniach mówią sami studenci – nie trzeba wyjeżdżać z kraju, by robić międzynarodową karierę. Dla nich wystarczające jest zdobycie pracy w jednej z wielu międzynarodowych korporacji działających na polskim rynku. Coraz więcej takich firm proponuje im zagraniczne podróże służbowe i zagranicznych klientów. Drugim powodem może być historia i tradycja – Polacy zawsze byli społeczeństwem mało mobilnym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA