fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Polak strzelił bramkę dla Dortmundu w meczu z Kolonią

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Robert Lewandowski, piłkarz Borussii Dortmund, reprezentant Polski
Rz: Borussia wygrała 1:0 z FC Koeln, a pan zdobył zwycięską bramkę. Gra pan równie swobodnie w Bundeslidze, jak w naszej ekstraklasie.
Robert Lewandowski: Chciałbym. Na razie różnie to wygląda, ale przeciw Kolonii rozegrałem rzeczywiście jeden z lepszych meczów. W dodatku przekonuję się do pozycji, na jaką wystawia mnie trener Juergen Klopp. Gram jako napastnik za wysuniętym Lucasem Barriosem. Początkowo mi się to nie podobało, ale teraz widzę dobre strony tej sytuacji.
Jakie na przykład?
Mam 22 lata, gram dopiero pierwszy sezon w Bundeslidze i ciągle się uczę. W Lechu i reprezentacji zajmowałem zwykle taką samą pozycję. Najbliżej bramki przeciwnika z zadaniem zdobywania goli. Z tego rozlicza się napastnika. W Borussi taką funkcję ma Barrios, bardzo skuteczny i uwielbiający strzelać. Od napastnika ustawionego za nim wymaga się więcej, a to konieczność zróżnicowanego treningu i koncentracji podczas meczu. Dzięki temu się rozwijam.
W meczu z Borussią na takiej samej jak pan pozycji grał Lukas Podolski. Próbował się pan z nim porównać?
Nie zamierzam, znam swoje miejsce. Ale jeśli chodzi o obowiązki na boisku – mieliśmy podobne. Z grą w obronie włącznie.  Najważniejsze jest to, że ofensywny pomocnik nie może stać w miejscu i czekać na okazję, jak wysunięty napastnik, tylko musi kreować grę. Ode mnie sporo zależy i wiele się wymaga. Czy podaniem wypracuję partnerowi dobrą okazję, czy sam strzelę, jak właśnie zrobiłem w piątek. Przez zawodnika na mojej pozycji piłki przechodzą, a do napastnika docierają. Na tym polega różnica.
To może i w reprezentacji zagra pan na tej samej pozycji co w Borussii?
W reprezentacji to ja, proszę pana, zagram na każdej pozycji, na jaką wystawi mnie trener. A trener Smuda był na meczu z Kolonią, ma na pewno swoje przemyślenia.
Trener Juergen Klopp mówił, że możliwość trenowania trzech reprezentantów Polski to dla niego zaszczyt. Ma świadomość, że pracuje na co dzień z jedną trzecią naszej reprezentacji.
A nasza satysfakcja jest tym większa, że Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i ja na ogół gramy w pierwszej jedenastce lub do niej wchodzimy z ławki. Do końca rozgrywek pozostało dziewięć kolejek, a nasza przewaga nad drugim – Leverkusen wynosi 12 punktów. Powinniśmy być mistrzami Niemiec, a zapracuje na to również trzech Polaków. Chyba nigdy nie było takiej sytuacji, prawda?
Nie było. W dodatku kibice Borussi chodzą w koszulkach również z nazwiskami Polaków. Myślał pan o czymś takim, grając na boisku Varsovii i mając po drugiej stronie ulicy Polonię, z której nikt się panem nie zainteresował?
Pewnie, że nie. Nie miałem marzeń tak odległych, tym bardziej że w Legii też nie wróżono mi kariery. Ale potem był Lech, treningi z Andrzejem Juskowiakiem, sukcesy klubowe i indywidualne. Wyszedłem na prostą, w Dortmundzie uczę się innego podejścia do piłki i jestem bardzo zadowolony. A ze mną jest tak, że im większej nabieram pewności, tym lepiej mi się gra.
—rozmawiał w Dortmundzie Stefan Szczepłek
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA