fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wojna o pamięć na Ukrainie

Szarpanina weteranów banderowskiego i sowieckiego, Lwów 2005 r..
AFP, Sergei Supinsky SERGEI SUPINSKY
Piotr Kościński
Coraz silniej forsowana jest sowiecka wersja dziejów. Mniej mówi się o Wielkim Głodzie, a więcej o Armii Czerwonej
Mówiący na co dzień po rosyjsku mer Odessy Anatolij Kostusiew (Partia Regionów prezydenta Wiktora Janukowycza) ogłosił konkurs na zmianę herbu miasta. Decyzję w tej sprawie jednogłośnie poparła Rada Miejska. W odeskim herbie pojawi się teraz Złota Gwiazda (order nadawany osobom mającym tytuł Bohatera Związku Sowieckiego).
Kostusiew tłumaczył, że radni poszli w ten sposób na rękę weteranom Armii Czerwonej i mieszkańcom, którzy zebrali 20 tysięcy podpisów pod apelem w tej sprawie. Rosyjska organizacja Dozor proponuje, by herb ozdobić dodatkowo dwugłowym orłem – symbolem caratu i obecnym herbem Rosji. "Właśnie taki herb: ze złotą gwiazdą, srebrną kotwicą i orłem będzie najlepiej symbolizować miasto, które rozkwitło w XIX wieku" – napisali w liście otwartym członkowie grupy.
Odescy deputowani zdecydowali także, że 9 maja – w rocznicę zwycięstwa Związku Sowieckiego nad Trzecią Rzeszą – na urzędach, szkołach i budynkach mieszkalnych miasta wywieszane będą czerwone flagi z sierpem i młotem, obok flag Ukrainy i miejskiej.
Zupełnie inne nastroje panują na zachodzie Ukrainy. Nacjonalistyczna partia Swoboda, która ma większość we lwowskiej radzie, postanowiła, że 9 maja w mieście nie będzie żadnych uroczystości. W odpowiedzi rosyjscy nacjonaliści grożą marszem ulicami Lwowa.
– Radykalne, prosowieckie posunięcia lokalnych władz na wschodzie kraju wywołują wzrost napięć społecznych. To zaś prowadzi do dalszych podziałów między mieszkańcami Ukrainy – mówi "Rz" Andrij Stećkiw, były deputowany lwowskiej rady miejskiej z opozycyjnej Naszej Ukrainy. Przypomina spór wokół odsłonięcia w Odessie pomnika Katarzyny II w 2007 roku.
We Lwowie bronią się nie tylko przed sowiecką symboliką, ale próbują także odwrócić decyzje prorosyjskiego ministra edukacji Dmytra Tabacznyka. Do podręczników historii wprowadza on więcej rozdziałów poświęconych Związkowi Sowieckiemu i Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Usuwa natomiast rozdziały o wywołanym przez bolszewików Wielkim Głodzie z  lat 30. XX wieku czy walce UPA z Sowietami. Radni we Lwowie przeznaczyli już 500 tysięcy hrywien (180 tys. zł) na specjalny dodatek do podręczników. – Jesteśmy w otwartym konflikcie z ministrem Tabacznykiem. Jego decyzje wywołują oburzenie na zachodzie kraju – podkreśla Stećkiw.
To kolejny rozdział w ukraińskiej walce o historię, która nasiliła się, gdy do władzy doszła prorosyjska Partia Regionów. Niedawno kijowski Instytut Pamięci Narodowej, badający m.in. zbrodnie sowieckie, przejął komunista. Na wschodzie coraz częściej odbywają się uroczystości upamiętniające Armię Czerwoną (w Zaporożu nawet postawiono Stalinowi pomnik), a na  zachodzie imprezy ku czci UPA.
Dla Polaków jedne i drugie są gloryfikacją wrogów. Co na to nasi rodacy mieszkający na  Ukrainie? – Zrobić możemy niewiele. Co najwyżej napisać swoją wersję historii Polaków na Ukrainie – mówił "Rz" prof. Henryk Stroński z Tarnopola, szef Stowarzyszenia Naukowców Polskich na Ukrainie.
– Niestety, na Ukrainie na razie nie dorośliśmy do tego, by opisywać dzieje bez oparcia o którąś z ideologii. Kraj długo jeszcze będzie poszukiwać swej tożsamości historycznej – uważa Stroński.
Zdaniem eurodeputowanego Pawła Kowala (PJN) ukraińskie spory o historię powinny nas niepokoić, ale nie powinniśmy się w nie mieszać. – To niedobrze, że Ukraińcy odwołują się do tradycji sowieckiej lub czczą morderców Polaków. Ludzie sami powinni jednak szukać swojej tożsamości, odwołując się do swojej historii – powiedział były wiceszef dyplomacji i ekspert w sprawach Europy Wschodniej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA