fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Studenci znikają z uczelni

W 2020 r. liczba wszystkich studentów będzie wynosiła tyle, ile obecnie kształci się na ponad 130 uczelniach publicznych, czyli ok. 1,2 mln
Fotorzepa, Rafał Guz rg Rafał Guz
Za dziewięć lat będzie o jedną trzecią słuchaczy mniej. Szansą dla szkół wyższych będą młodzi Ukraińcy i Białorusini?
W 2020 r. liczba wszystkich studentów będzie wynosiła tyle, ile obecnie kształci się na ponad 130 uczelniach publicznych, czyli ok. 1,2 mln – prognozują autorzy raportu na temat wpływu zmian demograficznych na szkolnictwo wyższe do 2020 r. „Demograficzne tsunami”, do którego dotarła „Rz”. Liczba studentów spadnie o 0,6 mln – tyle, ile obecnie kształci się na 325 uczelniach prywatnych.
– Kształcenie w takiej skali jak obecnie, gdy mamy 1,9 mln studentów, już nie nastąpi – zauważają Dominik Antonowicz, socjolog z UMK, oraz Bartłomiej Gorlewski, ekonomista z SGH, autorzy opracowania.
Skąd takie prognozy? Grupa osób 19 – 24 lata w najbliższych latach będzie stale malała. W 2020 r. osiągnie poziom 2,32 mln osób, podczas gdy w 2010 r. było ich 3,37 mln. – O jedną trzecią spadnie zatem grupa potencjalnych studentów. To pociągnie za sobą zmiany w działaniu całego systemu szkolnictwa wyższego – przewidują autorzy raportu.
Niż najbardziej zauważalny będzie w województwach, w których liczba studentów w 2020 r. spadnie poniżej obecnej liczby studentów uczelni publicznych. – Co teoretycznie oznacza, że wszyscy studenci w tych województwach mogą znaleźć miejsce na uczelniach publicznych na studiach bezpłatnych i płatnych. Stawia to pod znakiem zapytania przyszłość uczelni niepublicznych na tych terenach – zauważają badacze.
[srodtytul]Niż pisze scenariusz [/srodtytul]
Problem dotyczy województw: śląskiego, małopolskiego, podkarpackiego, podlaskiego, lubuskiego, wielkopolskiego, zachodniopomorskiego, dolnośląskiego, opolskiego i warmińsko-mazurskiego. Niż wzmocni jeszcze uczelnie w już silnych ośrodkach akademickich, jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Katowice, do których będzie migrowała młodzież, zachęcona wolnymi miejscami na bezpłatnych studiach na dobrych uniwersytetach.
– W najgorszej sytuacji będą uczelnie w Zachodniopomorskiem, Lubuskiem i Opolskiem – uważa Antonowicz. Dlaczego? – Szczecin, Opole czy Zielona Góra nie są miastami, które przyciągają młodych. Do Krakowa czy Warszawy przyjadą i nawet gdy się nie dostaną na uniwersytety, zostaną w tych miastach i będą się kształcić na uczelniach niepublicznych.
Badacze zauważają też, że demografia może się przyczynić do pogorszenia jakości kształcenia. – Może się zdarzyć, że uczelnie w obawie przed spadkiem chętnych będą sugerować, mniej lub bardziej oficjalnie, że u nich studiowanie jest łatwe. Będą też obniżać czesne. Pytanie, do jakiego poziomu można to zrobić, by zapewnić dobrych wykładowców i infrastrukturę – mówi Gorlewski.
[srodtytul]Szkoły się bronią[/srodtytul]
Rektorzy niemal każdej uczelni przygotowują się do walki z niżem. Maja Kiba-Janiak, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Gorzowie, przyznaje, że już odczuwają jego skutki. – W tym roku nie mamy np. dziennych studiów na zarządzaniu prawdopodobnie dlatego, iż podobny kierunek za darmo można studiować na państwowej uczelni – mówi. Jej szkoła się broni: – Szukamy niszy rynkowej, w której możemy zaistnieć. Budujemy markę szkoły, która prowadzi dobre projekty badawcze. Wykonujemy usługi dla biznesu, urzędów i instytucji w naszym mieście i regionie – opowiada rektor. Markę uczelni, która służy regionowi, buduje też Uniwersytet Opolski. Prof. Jerzy Malec, rektor Krakowskiej Akademii im. Jana Frycza Modrzewskiego, zauważa, że szansą jest przyciągnięcie studentów z Białorusi i Ukrainy.
Rektorzy uniwersytetów stawiają też na rozwijanie elitarnego kształcenia studentów i badań. Prof. Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego, przewodniczący Konferencji Rektorów Uniwersytetów Polskich:
– O ile niż w nieznacznym stopniu prawdopodobnie dotknie kierunków humanistycznych i społecznych, bo na nich raczej nie zabraknie studentów, o tyle już teraz widzimy, że kierunki matematyczno-przyrodnicze mogą mieć kłopoty. Co robimy? Przede wszystkim przygotowujemy wszystkich naszych uczonych, a zwłaszcza tych z dyscyplin matematyczno-przyrodniczych, do pozyskiwania na jeszcze większą skalę pieniędzy z różnego typu grantów na badania naukowe. Wyobrażamy sobie bowiem sytuację, że profesor, który nie będzie miał studentów, będzie musiał część lub nawet całość swojego wynagrodzenia finansować ze środków grantowych – mówi rektor.
[ramka] [sub][b]Opinia[/b][/sub]
[b]prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow[/b] | [i]rektor Uniwersytetu Warszawskiego, przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich[/i]
Niż demograficzny niekoniecznie musi być przyczyną upadku najsłabszych uczelni niepublicznych. W tarapaty mogą popaść też i te lepsze, bo dobre kształcenie kosztuje. Nie tylko uczelnie niepubliczne będą miały problem, by utrzymać się z malejącego czesnego. Publiczne też mogą znaleźć się w kłopotach finansowych, bo część pieniędzy na ich utrzymanie pochodzi z opłat za prowadzenie studiów zaocznych i wieczorowych. Choć upadek uczelni publicznej nie jest z formalnego punktu widzenia możliwy, to bez dodatkowych funduszy może ona gorzej funkcjonować. Same uczelnie nie poradzą sobie z konsekwencjami niżu. Potrzebne jest wsparcie władz. Rada Ministrów powinna przyjąć strategię rozwoju kraju, z której wynikałoby, jakie kierunki i w jakim regionie powinny uzyskać dodatkowe wsparcie ze względu na potrzeby rynku pracy.
[i]—not. rc[/i][/ramka]
[ramka] [sub][b]Opinia[/b][/sub]
[b]prof. Mirosław Zdanowski[/b] | [i]rektor Akademii Finansów w Warszawie, prezes Stowarzyszenia Rektorów i Założycieli Uczelni Niepaństwowych[/i]
Mówienie o tym, co się stanie w szkolnictwie wyższym w 2020 r. z powodu niżu demograficznego, to tylko jedna z prognoz, które nie muszą się spełnić. Bo na sytuację uczelni nie wpływa tylko demografia, ale też procesy społeczne i gospodarcze. A już po 2013 r., kiedy zaczną się kończyć fundusze unijne dla Polski, z których głównie korzystają uczelnie publiczne, może się okazać, że państwa nie stać na utrzymanie uczelni. Trzeba będzie dokładnie liczyć grosze i prawdopodobne jest, że zostaną wprowadzone opłaty za studia w uczelniach państwowych. Wprowadzenie opłat pozwoliłoby uczelniom prywatnym na równe konkurowanie o studenta z uczelniami państwowymi. Nie sądzę jednak, by wszystkie prywatne uczelnie przetrwały niż. W całej Europie zaczyna się walka o studenta i coraz więcej naszej młodzieży będzie korzystało z ofert uczelni zagranicznych.
[i]—not. rc[/i] [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA