fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Rosnąca potęga Ludowego Banku Chin

Najważniejszą misją Ludowego Banku Chin jest zarządzanie kursem walutowym
Reuters
Bank centralny najludniejszego państwa świata nie jest ostatecznym arbitrem tamtejszej polityki pieniężnej i kursowej. Główne decyzje podejmuje rząd. Wraz z liberalizacją chińskiej rola Ludowego Banku Chin będzie rosła
Ludowy Bank Chin (PBOC) jest bez wątpienia jednym z najbardziej osobliwych banków centralnych świata. Nie posiada co najmniej kilku cech, które większość z nich uważa za kamienie węgielne swojej wiarygodności. Przede wszystkim nie może się poszczycić niezależnością od władz, przez co niejasne i zmienne są cele jego działalności. Podczas gdy większość siostrzanych instytucji stoi na straży stabilności cen, w przypadku PBOC sterowanie ich dynamiką wydaje się tylko narzędziem do realizacji innych zadań. – We współczesnych Chinach inflacja jest zawsze formą opodatkowania oszczędzających w celu sfinansowania rządu – napisał niedawno na łamach portalu Caixin Andy Xie, były główny ekonomista w Azji banku Morgan Stanley. To oczywiście tylko domysły, ale Ludowy Bank Chin robi niewiele, aby im zapobiegać. W dobie rosnącej przejrzystości i przewidywalności polityki pieniężnej jawi się jako instytucja tajemnicza i nieczytelna.
[srodtytul]Strażnik rekordowych rezerw[/srodtytul]
Do końca lat 40. za politykę pieniężną w Państwie Środka odpowiadał Bank Centralny Republiki Chińskiej utworzony przez Kuomintang po zjednoczeniu kraju w 1928 r. Gdy tworzony przez tę partię rząd przegrał wojnę domową z komunistami, zachowując władzę wyłącznie na Tajwanie, siedzibę tej instytucji także przeniesiono z Szanghaju do Tajpej, stolicy tej wyspiarskiej prowincji. W 1949 r. komuniści skonsolidowali sektor finansowy i jedynym bankiem pozostał powstały rok wcześniej Ludowy Bank Chin. Jako taki pełnił też niektóre funkcje banku centralnego.
Ten stan rzeczy trwał do końca lat 70., gdy rozpoczęły się reformy gospodarcze Deng Xiaopinga. Bankowość komercyjną wyodrębniono wówczas z PBOC, tworząc cztery wielkie państwowe banki: Bank Chin, Chiński Bank Budowlany, Przemysłowo-Handlowy Bank Chin i Rolniczy Bank Chin. W 1983 r. rząd zadecydował, że PBOC stanie się oficjalnym bankiem centralnym, lecz status ten otrzymał on formalnie dopiero w 1995 r. Statut z tego roku, osiem lat później znowelizowany, stawia przed Ludowym Bankiem Chin kilkanaście zadań.
Tak jak inne banki centralne jest on odpowiedzialny za formułowanie i realizowanie polityki pieniężnej, emisję waluty, gwarantowanie bezpieczeństwa i sprawność systemu płatniczego, obsługę bankową budżetu państwa oraz zarządzanie jego rezerwami dewizowymi. Ze względu na ich wielkość, to ostatnie zadanie ma w Chinach szczególny charakter. Pod koniec 2010 r. rezerwy te sięgały 2,8 bln USD (8,4 bln zł). To więcej niż PKB Francji, piątej co do wielkości gospodarki świata (nie licząc strefy euro jako całości).
PBOC pełni także szereg funkcji nadzorczych. Dba o stabilność finansową Chin, co wymaga od niego monitorowania i ograniczania tzw. ryzyka systemowego. Reguluje także rynki pożyczek międzybankowych, walut oraz złota. W 2003 r. rząd w Pekinie odebrał natomiast bankowi centralnemu funkcję głównego nadzorcy sektora bankowego. Od tego czasu pełni ją Chińska Komisja ds. Regulacji Bankowych.
[srodtytul]Importowana polityka pieniężna[/srodtytul]
Komentatorzy nie mają jednak wątpliwości, że najważniejszą misją Ludowego Banku Chin jest zarządzanie kursem renminbi, jak oficjalnie nazywa się waluta najludniejszego państwa świata. W statucie PBOC zadanie to opisano jako „utrzymywanie kursu wymiany renminbi na adaptacyjnym i zrównoważonym poziomie”. Teoretycznie współodpowiedzialna za to (oraz za zarządzanie rezerwami dewizowymi) jest agencja SAFE, lecz podział obowiązków między te instytucje jest niejasny. Uważa się, że od kiedy w połowie 2008 r. bank centralny powołał własny departament zarządzania kursem waluty, SAFE jest organem podrzędnym. Tym bardziej że na jej czele stoi zastępca gubernatora Ludowego Banku Chin Yi Gang.
Choć politykę kursową prowadzi PBOC, jej cele wyznacza rząd. To zdecydowanie ogranicza elastyczność polityki pieniężnej. Od kiedy w latach 80. ubiegłego wieku gospodarka Państwa Środka zaczęła otwierać się na świat, kurs juana nigdy nie był płynny. Powszechnie uważa się, że od silnej dewaluacji w połowie lat 90. waluta ta jest niedowartościowana wobec dolara i innych głównych jednostek płatniczych. Pekin pozwala wprawdzie na jej stopniową aprecjację, ale jest to proces powolny. Przykładowo, w lipcu 2008 r. w związku ze spowolnieniem w światowej gospodarce został on zawieszony na niemal dwa lata, a w kolejnych sześciu miesiącach juan umocnił się wobec dolara o nieco ponad 2 proc.
Taka polityka kursowa, stanowiąca filar chińskiego modelu rozwoju opartego na eksporcie sprawia, że PBOC importuje politykę pieniężną z USA. Chcąc zahamować aprecjację juana wobec amerykańskiej waluty, która w warunkach gigantycznej nadwyżki handlowej Chin byłaby naturalna, chińskie władze pieniężne skupują od eksporterów dolary. Aby utrzymać w ryzach podaż pieniądza i inflację, muszą te transakcje „sterylizować”: nie płacą eksporterom gotówką, tylko denominowanymi w juanach papierami dłużnymi. Nabyte w ten sposób dolary PBOC inwestuje w amerykańskie obligacje i inne aktywa.
– Gdyby stopy procentowe w USA były niskie, a w Chinach wysokie, bank centralny inwestowałby w aktywa o niskiej rentowności, emitując jednocześnie papiery o wysokiej rentowności, co oznaczałoby dla niego straty. (...) Ponadto, wyższe stopy procentowe w Chinach oznaczałyby jeszcze większy napływ zagranicznego kapitału i tym większą presję na aprecjację juana (...). PBOC ustala więc stopy procentowe na poziomie niższym niż w USA zmuszając banki do płacenia niskich odsetek od depozytów oraz oferując niskie odsetki od własnych zobowiązań – tłumaczy w wydanej niedawno książce „Linie uskoków” („Fault Lines”) Raghuram Rajan, były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
[srodtytul]Niechciane konsekwencje[/srodtytul]
Konieczność utrzymywania stóp procentowych na zbliżonym do USA poziomie sprawia, że z ewentualną inflacją – na którą Chiny są szczególnie narażone właśnie za sprawą zaniżonego kursu własnej waluty, co podbija koszt importu, m.in. surowców – trzeba walczyć innymi narzędziami. W ostatnich miesiącach, gdy dynamika cen przekroczyła przyjęty przez PBOC na 2010 r. cel inflacyjny w paśmie 3-4 proc., próbował on zahamować ją przede wszystkim na drodze zwiększania poziomu rezerw obowiązkowych banków (obecnie sięga on 19 proc. aktywów). Ludowy Bank Chin co roku ustala również maksymalną wartość udzielanych przez banki kredytów (w 2010 r. była to równowartość 1,1 bln USD). Stosuje też szereg administracyjnych ograniczeń akcji kredytowej.
Polityka ta, nawet jeśli okazuje się skutecznym remedium na inflację, ma szereg skutków ubocznych. Ponieważ PBOC ustala maksymalną stopę oprocentowania depozytów i minimalną stopę oprocentowania kredytów, co ogranicza konkurencję między bankami i gwarantuje im wysoką marżę operacyjną, mają one pokusę do omijania ograniczeń kredytowych. W ubiegłym roku media donosiły o próbach kuszenia deponentów pozaodsetkowymi bonusami, takimi jak darmowe wycieczki czy pokrycie czesnego za szkołę dla dziecka (z takimi praktykami bank centralny walczy, m.in. różnicując poziom rezerw obowiązkowych, aby był on wyższy dla najbardziej agresywnych kredytodawców). – Oprócz zaburzania struktury bodźców, przed którymi stoją banki, i zachęcania ich do oszustw, zbyt niskie stopy depozytowe są według mnie ukrytym podatkiem, który przekierowuje kapitał z gospodarstw domowych do producentów i inwestorów, i jest przez to głównym źródłem nierównowagi pomiędzy produkcją i krajową konsumpcją – ocenia w swoim blogu wykładowca Uniwersytetu Pekińskiego Michael Pettis, znawca chińskiej gospodarki.
Z kolei Rajan wskazuje, że nienaturalnie niski koszt kapitału w Chinach zaburza efektywność jego alokacji. W kraju, który dysponuje gigantycznymi zasobami siły roboczej, firmy wolą inwestować w kapitałochłonne projekty, co nieraz prowadzi do przeinwestowania. To hamuje wzrost płac i pośrednio konsumpcję, bezpośrednio ograniczaną przez nadmierną stopę oszczędności Chińczyków, która według byłego głównego ekonomisty MFW także jest skutkiem zbyt niskich stóp depozytowych. Te niepożądane konsekwencje polityki pieniężnej PBOC, wymuszonej przez politykę kursową, według większości ekonomistów sprawią, że Pekin będzie musiał prędzej czy później przyspieszyć aprecjację juana.
[srodtytul]Zależny, lecz wpływowy[/srodtytul]
Pod względem struktury Ludowy Bank Chin przypomina nieco amerykańską Rezerwę Federalną. Od reformy organizacyjnej w 2003 r. PBOC ma dziewięć regionalnych oddziałów, które realizują codzienne zadania banku centralnego na obszarze kilku prowincji i którym podlegają setki placówek niższego szczebla. Wcześniej instytucja ta miała 2400 rozproszonych po całym kraju oddziałów, co skutkowało korupcją i chybionymi kredytami dla lokalnych rządów i państwowych spółek. PBOC ma również sześć zagranicznych przedstawicielstw, m.in. w USA i Japonii oraz w Europie (w Londynie i Franfurcie).
Pracami PBOC kieruje gubernator, którym od grudnia 2002 r. jest Zhou Xiaochuan, oraz kilku jego zastępców. Wszelkie ich decyzje, czy to w sprawie wysokości stóp procentowych czy kursu juana, musi jednak zaakceptować rząd. – Ludowy Bank Chin nie jest ostatecznym decydentem w dziedzinie polityki pieniężnej – powiedział niedawno ekonomista Deutsche Banku Ma Jun, uznany w sondażu magazynu „Asiamoney” za najlepszego analityka chińskiej gospodarki.
Zależność od rządu sprawia, że władza gubernatora chińskiego banku centralnego jest mniejsza niż jego zachodnich kolegów. Mimo to w ubiegłorocznym rankingu najpotężniejszych ludzi świata, sporządzanym przez magazyn „Forbes”, Zhou Xiaochuan znalazł się na 11. miejscu. Spośród szefów banków centralny wyżej uplasował się jedynie Ben Bernanke z Rezerwy Federalnej, dalsze miejsca zajęli zaś Jean-Claude Trichet z EBC czy Masaaki Shirakawa z Banku Japonii. O wysokiej pozycji sternika PBOC przesądza m.in. to, że instytucja ta jest największym wierzycielem amerykańskiego rządu, a także rosnąca waga problemu tzw. globalnej nierównowagi handlowej, uważanej za jedno ze źródeł kryzysu z ostatnich lat. Jej likwidacja wymaga przede wszystkim kooperacji Chin i USA, i choć po pierwszej z tych stron decydujący głos ma rząd, Xiaochuan uchodzi za orędownika niezbędnych zmian, w tym szybszej aprecjacji juana. ?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA