Radcowie

Będą urzędowo ustalone stawki na usługi prawników

Adwokatów i radców prawnych zbulwersowała propozycja wprowadzenia maksymalnych cen na ich usługi. Krytykują je także aplikanci. Obawiają się obniżenia dochodów i kojarzonej z socjalizmem urawniłowki. Artykuł, w którym opisaliśmy powstający w Ministerstwie Sprawiedliwości projekt urzędowego cennika dla prawników ("Rz" z 15 maja), wywołał żywą reakcję naszych czytelników. Większość źle oceniła ten kontrowersyjny pomysł. Nieliczne głosy aprobaty należały do osób, które nie wykonują zawodu adwokata i radcy prawnego. Poniżej publikujemy fragmenty listów.
Poczułem się, jakbym znalazł się w Polsce okresu młodości moich rodziców. Urzędowo ustalane stawki, ceny sztywne, wszyscy zarabiają tyle samo niezależnie od poziomu wiedzy i kompetencji. A gdy prowadzę przez dwa lata proces dla zagranicznego klienta o kilkanaście albo kilkaset milionów dolarów, który wymaga znajomości specjalistycznego języka angielskiego, niemal codziennych telekonferencji itd., to też miałbym prawo tylko do stawki maksymalnej takiej jak prawnik, który obsługuje mleczarnię w procesie o 10 tys. zł? A gdy piszę opinię o ryzykach związanych z zawarciem umowy o wybudowanie autostrady o wartości kilkuset milionów euro i analizuję dziesiątki dokumentów, to będę mógł za to zarobić tylko 200 zł? Radca prawny współpracujący z dużą kancelarią obsługującą wielkie firmy (imię i nazwisko znane redakcji).
Nikt nie zwraca uwagi, że to adwokat z własnych środków przez cały rok, niezależnie od tego, czy są klienci, czy ich nie ma, utrzymuje kancelarię i ponosi wszystkie z tym związane koszty, takie jak: czynsz, oświetlenie, ogrzewanie, zabezpieczenie przed włamaniem (na adwokacie spoczywa obowiązek chronienia dokumentów i danych osobowych klientów), zakup środków czystości, telefonów, faksów, materiałów biurowych, składki do ZUS, składki członkowskie do rady adwokackiej i na ubezpieczenie, opłacenie parkingu, szatni itp. Miesięcznie jest to minimum 2 tys. zł, jeśli nie zatrudnia się sekretarki. Dochodzą koszty zakupu stale zmieniających się podręczników, przepisów prawnych, licząc tylko podstawowe kodeksy. Kompletnym nieporozumieniem byłaby wpłata honorarium przez klienta po zakończeniu sprawy, nieraz trwającej latami - kto miałby wtedy finansować koszty kancelarii? Adwokatka (imię i nazwisko znane redakcji) Ekipa deklarująca swój patriotyzm i przywiązanie do samodzielności polskiej gospodarki godzi w interesy polskich przedsiębiorców. Nie jest wszak tajemnicą, że duże sieciowe kancelarie będą mogły uzyskiwać wynagrodzenia za pośrednictwem swych oddziałów poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej. W ten sposób resort zamierza wzmocnić je kosztem rodzimych kancelarii. Wprowadzenie takiej samej stawki na usługi w całym kraju spowoduje upośledzenie kancelarii wielkomiejskich, bo próżno szukać w ministerialnych projektach stawki maksymalnej na czynsz najmu. Nie ma też ich na książki prawnicze, które nabywać trzeba, by na bieżąco się kształcić. Jacek Oleszczyk, aplikant adwokacki
Projekt godzi w zasady wolności gospodarczej. Nie rozumiem, czemu rząd chce pod administracyjnym przymusem rozdawać usługi moim kosztem, nie zważając na ich rzeczywistą wartość. Jeśli pomoc prawna musi być świadczona za bezcen w imię dobra społecznego, proponuję pójść dalej. Wprowadźmy także ceny urzędowe na żywność, prywatne usługi dentystów i lekarzy (zdrowie człowieka najwyższym dobrem), na lekcje angielskiego (kluczowe dla rozwoju kraju), nabycie mieszkania (też doniosłe społecznie) i wiele innych. W ten sposób w ciągu roku powrócimy do systemu talonów na buty. Aleksandra Niedzielska, aplikantka adwokacka Zaprezentowana w artykule argumentacja autorów rozporządzenia stanowi przykład programowej wręcz dyskryminacji adwokatury jako obrońcy praw i wolności obywatelskich. Problem dostępności usług prawniczych został już w znacznej mierze rozwiązany poprzez zliberalizowanie rynku. Odgórne narzucanie adwokatom, za ile mają pracować, jest przejawem uprzedzenia do wybranej grupy zawodowej. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy na mocy ministerialnych dyspozycji cena całostronicowego ogłoszenia w "Rzeczpospolitej" zostałaby ograniczona do 50 zł, cena samej gazety do 50 gr albo wynagrodzenie dziennikarzy do 1500 zł brutto - to wszystko w interesie najuboższych, w celu ułatwienia dostępu do mediów. Mikołaj Bednarz, aplikant adwokacki Jestem z branży handlowej i z biznesem prawniczym się nie stykam. Mam tylko jeden komentarz do artykułu, a szczególnie do wypowiedzi prawników: "Projekty ministerstwa bulwersują adwokatów i radców, którzy (...) przywołują zasadę (...) i reguły wolnego rynku". Bardzo mi się ta wypowiedź panów prawników podoba, jeśli oczywiście również dostęp do zawodu będzie podlegał regułom wolnego rynku, a nie regulacjom (czytaj: ograniczeniom) korporacyjnym. Grzegorz Ramotowski
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL