fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Rosja otrzymała prawo zorganizowania Mundialu 2018

ROL
Rosja jest dziś tak gotowa do mistrzostw, jak Polska i Ukraina były do Euro. Ale FIFA polubiła marzenia
Wybory gospodarza wygrała dla Rosji wyobraźnia i jej silni druhowie: lobbing i gwarancje rządowe. Z 16 stadionów gotowe są trzy, a i tak trzeba je będzie poprawiać. Brakuje hoteli i autostrad. Miasta MŚ to 13 wysp, między którymi najlepiej latać. Kolej jest niewydolna, a stare rosyjskie powiedzenie, że największym problemem kraju są durnie i drogi, pozostaje aktualne.
[srodtytul]Słowo Putina[/srodtytul]
Na same stadiony trzeba wydać 3 miliardy euro. Na infrastrukturę kilka razy więcej. Taka jest cena wizji, która przekonała FIFA: mundialu w największym państwie świata, w luksusach Moskwy i Sankt Petersburga. Turnieju rozciągniętego od Bałtyku po Morze Czarne: od Kazania po Soczi na 2 tys. kilometrów i od Kaliningradu (stadion będzie 50 km od Polski) po Jekaterynburg na 2,5 tysiąca.
Wypisz, wymaluj – Euro 2012. Papierowa kandydatura z nieistniejącą infrastrukturą, wielkimi odległościami, ale jeszcze większym budżetem. Łatwy cel dla krytyków i niedowiarków. A jednak, jak sami się przekonujemy, w szaleństwie była metoda.
Dla FIFA to idealny moment na wschodni eksperyment. UEFA pokazała, że ryzyko nie jest tak duże, a można turniej obudować wizjami cywilizacyjnej zmiany. Pokazał to też mundial w Afryce. Długo groził katastrofą, a przyniósł FIFA rekordowe zyski.
W Rosji ryzyko będzie jeszcze mniejsze, bo do wydania jest tam więcej pieniędzy, i nie grożą jej przepychanki na szczytach władzy, co było problemem Ukrainy. Gwarancją jest Władimir Putin. Gdy on huknie, to w rosyjskim związku piłki nożnej wszyscy staną na baczność i FIFA nie zaprotestuje, że polityka wtargnęła do sportu. Gdy Putin rozkaże, to oligarchowie sfinansują dużą część przygotowań.
To premier załatwił igrzyska zimowe 2014 w Soczi, on ściągnął do Rosji wyścigi Formuły 1 (pierwszy w 2014 r.). I według nieoficjalnych informacji w zamian za mundial zapewnił Seppowi Blatterowi kilka głosów krajów postsowieckich w zbliżających się wyborach szefa FIFA.
To Putin, prezydent Dmitrij Miedwiediew i żyjący dobrze z Kremlem oligarchowie wydobywali rosyjski futbol z zapaści. „Decyzja pachnąca ropą i gazem“ – napisał o wyborze gospodarzy mundiali 2018 i 2022 (wygrał Katar) hiszpański „El Pais“. Ale piłka w Rosji od lat rośnie w siłę w oparach paliw. Wyścig oligarchów pozwolił na ściąganie do ligi świetnych piłkarzy z Brazylii i Argentyny. A sugestia Putina, że Roman Abramowicz nie może topić pieniędzy tylko w Chelsea, zapominając o ojczyźnie, dała Rosji pierwszy od rozpadu ZSRR Puchar UEFA dla CSKA Moskwa w 2005 r. (sponsorował ją Sibnieft Abramowicza) oraz sukces na Euro 2008, gdy Rosja w zachwycającym stylu doszła do półfinału. Doprowadził ją tam Holender Guus Hiddink, którego w pewnym momencie można było nazwać prywatnym trenerem Abramowicza.
Hiddink odszedł, ale teraz trenerem jest kolejny Holender Dick Advocaat. Zdobywca Pucharu UEFA 2008 z Zenitem Sankt Petersburg, ulubioną drużyną premiera i prezydenta, finansowaną przez Gazprom. A Abramowicz wciąż jest głównym mecenasem rosyjskiej piłki, był w delegacji do Zurychu, on finansuje sieć akademii piłkarskich dla młodzieży.
[srodtytul]Na morzu bylejakości[/srodtytul]
Kluby zdobywają puchary, mają stałe miejsce w Lidze Mistrzów, ale wielki futbol to wciąż w Rosji archipelag na morzu bylejakości.
– Z punktu widzenia sportowego nie jest źle, ale ze wszystkich pozostałych – bardzo prowincjonalnie. Prawie wszystkie stadiony (oprócz tych w Kazaniu i Chimkach) są przestarzałe i niewygodne. Nawet Rubin Kazań nie jest w stanie zapełnić trybun częściej niż raz w roku, gdy na mecz w Lidze Mistrzów przyjeżdża Barcelona – mówi Dmitrij Nawosza, redaktor naczelny portalu Sport.ru.
– Nie wykorzystaliśmy szansy po Euro 2008. Cała para poszła w gwizdek – mówi publicysta „Niezawisimej Gaziety“ Stanisław Minin. – Kluby nie działają jako projekty biznesowe, ale jako pańszczyźniane teatry, uzależnione od państwowych pieniędzy. Spora część rosyjskich klubów pierwszej ligi nie wypłaca na czas pieniędzy piłkarzom.
– W czasach ZSRR za sport odpowiadało państwo. A po upadku ZSRR restrukturyzacja szła opornie – mówi Siergiej Buntman z Echa Moskwy. - Wszystkie kluby ponoszą straty, a ich dochody pochodzą z innych źródeł niż na Zachodzie. Bilety i sprzedaż pamiątek to niewielka część ich budżetu – tłumaczy Buntman. Nawet największe kluby w Moskwie mają problem ze stadionami. – Spartak wynajmuje Łużniki za grube pieniądze, remont Dynama ciągnie się od dawna, a CSKA w ogóle nie ma swojego stadionu – mówi Buntman.
– Nie widać strategii. Jest problem ze szkoleniem. Kupowanie meczów to prawdziwa choroba – dodają nasi rozmówcy. Problemem są też kibice. Często znajdują wśród nich schronienie radykalni nacjonaliści czy po prostu bandyci. – Z agresją kibiców spotykamy się na całym świecie, ale u nas, w przeciwieństwie np. do Wielkiej Brytanii, nic się z tym nie robi – ocenia Buntman. – Kluby i organizacje tylko udają, że próbują ten problem rozwiązać.
Spada też oglądalność meczów w telewizji. – Nie należy przeceniać zainteresowania Rosjan piłką. Rzesze widzów przyciągają tylko ważniejsze mecze reprezentacji – mówi Nawosza. FIFA akurat tym nie musi się więc martwić. A co będzie po mistrzostwach, to już nie jej problem.
[i]Korespondencja z Moskwy[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA