fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Historia w 3D

Sławomir Idziak na planie filmu Jerzego Hoffmana „Bitwa Warszawska 1920”
Fotorzepa, Przemysław Wierzchowski
Jan Bończa-Szabłowski
Rozmowa z operatorem filmowym Sławomirem Idziakiem
[b]Rz: Czy pana zdaniem jest dzisiaj moda na kino historyczne? [/b]
[b]Sławomir Idziak:[/b] Różnie z tym bywa. Czasem społeczeństwa patrzą bardziej w swoją przeszłość, czasem w przyszłość. Poczucie historii u przeciętnego Niemca to poczucie wstydu związane z II wojną światową.
Poczucie historii u Polaka to poczucie patriotyzmu, który u nas widoczny jest również na stadionach. Trudno tu znaleźć wspólny mianownik.
 
[b]Nasza historia ma tyle ciekawych rozdziałów, zupełnie pominiętych przez polskie kino. Bitwa Warszawska jest najlepszym tego przykładem. [/b]
W szkole podstawowej, w średniej o Bitwie Warszawskiej, o Piłsudskim niewiele słyszałem. Piłsudski był raczej postacią kryminalną niż dowódcą i naczelnikiem państwa polskiego. Powstanie filmu „Bitwa Warszawska 1920” jest wyrazem konieczności. Ta bitwa to niewątpliwie punkt zwrotny naszej państwowości. To, że mówimy dziś po polsku, a nie po rosyjsku, to w pewnym sensie efekt zwycięstwa w 1920 roku nad Wisłą.
[b]Jerzy Hoffman mówił, że to pan namówił go, by zrealizować ten film w technice 3D. To nowość w polskim kinie. [/b]
To był warunek mojego udziału. Uważam, że technika 3D to jeden z poważnych argumentów przemawiających szczególnie do młodych, do których przecież film ten jest skierowany, by przyszli do kin. 80 proc. filmów amerykańskich to filmy akcji, historyczne. W ramach tego gatunku nie mamy już do czynienia z jakimś high realizmem, bo nowa technologia, jaką jest 3D, powoduje odświeżenie. Pojawia się dużo rzeczy, na które widz był znieczulony. Przypomnijmy sobie: jak jechała lokomotywa na filmach braci Lumiere, to ludzie uciekli z kina. Potem przeżywaliśmy różne przygody na krawędziach dachu, ktoś spadał w przepaść nowojorskich ulic i widzom w kinach podskakiwały żołądki. Te rzeczy w kinie płaskim przestały już działać, a kino 3D daje nam cały repertuar nowych chwytów i na pewno doznanie emocjonalne widza w kinie jest dużo większe. Po obejrzeniu „Avatara” w technologii 3D w domu obejrzałem ten sam film w technologii 2D. Różnica między nimi jest olbrzymia! Liczy się bowiem nie tylko przekaz, liczą się też emocje. 
[b]Co dla pana było w filmie o Bitwie Warszawskiej największym wyzwaniem?[/b]
Sceny bitew, walki uliczne, na bagnety, z udziałem koni. To wszystko powinno być wizytówką tego filmu i to było dla nas najtrudniejsze. 
[b]Jerzy Hoffman lubi powracać do swoich dawnych aktorów i potrafi wykreować młodych. Natasza Urbańska i Borys Szyc przyciągną pewnie widzów różnych pokoleń... [/b]
Olbrzymim odkryciem jest Natasza Urbańska. Nigdy nie wierzyłem w osoby wszechstronne, a Natasza oprócz talentów wokalnych, tanecznych okazała się wspaniałą, charyzmatyczną aktorką. Jest właśnie wszechstronna i przykuwa absolutnie uwagę. Myślę, że ten film będzie wielkim przełomem w jej karierze, czego jej serdecznie gratuluję. Natomiast Borys Szyc jest już uznaną wielkością.
[b]Będzie nowym wcieleniem Kmicica? [/b]
Jest chyba urodzony w siodle. W ciekawy sposób buduje tę rolę i bardzo współcześnie ujął temat. 
[b]Każdy z zainteresowaniem czeka na postać Piłsudskiego… [/b]
Cóż, Daniel Olbrychski jest ikoną aktorstwa polskiego. Dobrze się kojarzy z Hoffmanem, z wielkimi rolami. Nikt nie będzie doszukiwał się fizycznych podobieństw, choć... kiedy zobaczyłem Daniela po charakteryzacji Pokromskiego, pomyślałem, że to świetny pomysł. Moja wizja Piłsudskiego i twarz Daniela nie odbiegały tak daleko. Jak zwykle oczekuję narodowej dyskusji.
 
[b]Przy okazji tego filmu nie było takich narodowych sporów co do obsady? [/b]
To nie są już czasy „Potopu”, by sprawa obsady budziła takie gorące dyskusje. Miejsce kina w pewnej mierze zajęła telewizja, seriale. Wizualnie też jesteśmy atakowani ze wszystkich stron, więc te, powiedzmy, narodowe emocje już dawno wygasły. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś, by cała Polska pasjonowała się tym, czy Basia Kwiatkowska, zagra czy nie zagra w filmie „Ewa chce spać”. Mówię o początkach polskiego kina. Później wszystkie obsady w filmach Jerzego Hoffmana w „Panu Wołodyjowskim” czy w „Potopie” budziły olbrzymie napięcia i narodowe dyskusje.
Zauważyłem, że Jerzy Hoffman ma tendencję do obsadzania kobiet modnych. Małgorzata Braunek, kiedy grała Oleńkę, była najmodniejszą aktorką. O Izabelli Scorupco też sporo wiedzieliśmy. Teraz Natasza Urbańska... 
Z tamtymi obsadami nie mam nic wspólnego. Mogę tylko przyklasnąć, że w wypadku Nataszy była to decyzja absolutnie słuszna.
[i]—rozmawiał Jan Bończa-Szabłowski [/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA