fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Nowa płyta Elektrycznych Gitar z piosenkami o historii

Kuba Sienkiewicz (ur. 1961), lider Elektrycznych Gitar. Autor piosenek do filmów „Kiler”, „Kiler-ów 2-óch”, „Kariera Nikosia Dyzmy”. Grał również w Orkiestrze na Zdrowie Jacka Kleyffa i Trawniku. Z wykształcenia lekarz neurolog seweryn sołtys
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Kuba Sienkiewicz zapowiada płytę Elektrycznych Gitar z piosenkami o polskich rocznicach
[b]Rz: Jak doszło do nagrania albumu „Historia”?[/b]
[b]Kuba Sienkiewicz:[/b] Zaczęło się od tego, że żoliborska Fundacja Wspierania Samorządności zaproponowała, byśmy uczcili piosenką 20-lecie końca PRL. Już wcześniej mieliśmy w repertuarze kompozycję „Ucieczka 5.55” o Janie Kępie, dowódcy opolskiej strażnicy Wojsk Ochrony Pogranicza, zastrzelonym podczas próby przekroczenia granicy w 1951 r. Zainteresowało się nią Narodowe Centrum Kultury. Wydało singla z myślą o celach edukacyjnych. Potem spytało nas, czy nie nagralibyśmy albumu z piosenkami inspirowanymi okrągłymi rocznicami – m.in. zwycięstw pod Grunwaldem, Kłuszynem, Bitwy Warszawskiej i bitwy o Anglię. Umówiliśmy się też na songi o powstaniu „Solidarności” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Tę ostatnią wykonaliśmy podczas tegorocznego koncertu na Rynku w Krakowie z okazji 30-lecia NZS.
[b]Młodym ludziom rocznice kojarzą się z nudą. Rockmani w wieku średnim myślą inaczej?[/b]
Pisanie na zamówienie jest łatwiejsze. Najlepszy dowód, że złożyliśmy program w ciągu dwóch miesięcy. Sięgnęliśmy do źródeł i i osobistych wspomnień. Będąc z rocznika 1960, przeżyliśmy karnawał pierwszej „Solidarności”, byliśmy w NZS. Czasami wystarczyło sięgnąć do kalendarium, a daty i wydarzenia same układały się w tekst.
[b]Na mnie największe wrażenie zrobiły piosenki „Historia niczyja” i „NZS”.[/b]
Pierwsza jest poświęcona zacieraniu śladów przeszłości.
[b]A czy fraza drugiej: „Dziś szkoda łez, był NZS”, nie wyraża goryczy, że drogi dawnych przyjaciół rozeszły się po bratobójczej walce o władzę?[/b]
Nie. Chciałem przypomnieć, że mimo głupoty i bełkotu, jakie proponowały peerelowskie media, powstał silny ruch studencki na rzecz zmiany Polski. Bez profilu politycznego. A to, że dawni działacze się podzielili, jest naturalne.
[b]Jak to, że historia staje się przedmiotem coraz ostrzejszego sporu?[/b]
To normalne, że każdy inaczej ją odbiera. Nasze piosenki też nie są neutralne światopoglądowo, a mimo to nie pokłóciliśmy się – grupa się nie rozpadła. Unikaliśmy huraoptymizmu. Kierowała nami przekora, chęć wywołania krytycznych refleksji. Kiedy pisałem o Bitwie Warszawskiej, nie koncentrowałem się na zwycięstwie z 1920 r., tylko na zemście bolszewików z 17 września 1939 r. Piotrek Łojek w piosence o Kłuszynie nie cieszy się wiktorią Żółkiewskiego, tylko zwraca uwagę na zaniechania w polityce Rzeczypospolitej wobec Ukrainy. W piosence o „Solidarności” też jest ukryta szpilka: „9 milionów – cud na skalę bloku z ’80 roku. Z jednej listy mama, sąsiad, kuzyn, tatuś. A na każdy tuzin kapuś”.
[b]Miał pan przygody z kapusiami?[/b]
Bardziej moja mama, która udostępniła mieszkanie na podziemną drukarnię. Znalazł się ktoś „życzliwy” i szybko doszło do wsypy. Przesiedziała 48 godzin na ubecji. Potem mieliśmy rewizję z demolką. Ale nie ma co rozpaczać. Szkoda łez.
[b]Jakie były losy pana rodziny?[/b]
Dziadek ze strony mamy pochodzi z Kielecczyzny, prowadził niedaleko Pińczowa tajne nauczanie z ramienia Delegatury Rządu Londyńskiego na Kraj. Partyzantka i konspiracja były na tyle silne, że przez kilka tygodni, na przełomie lipca i sierpnia 1944 r., istniała tam wolna od Niemców Rzeczpospolita Pińczowska. Rodzina ze strony ojca pochodzi z Kresów. Drugi dziadek zginął w obozie koncentracyjnym Buchenwald. Ale nie z rąk Niemców, tylko w wyniku bombardowania aliantów w 1945 r.
[b]Komu zawdzięcza pan zainteresowanie historią?[/b]
Annie Radziwiłł. W latach 1976 – 1980 była moją profesorką w żoliborskim Liceum im. Lelewela, natomiast w rządzie Tadeusza Mazowieckiego – wiceministrem edukacji, zastępcą ministra Mirosława Sawickiego, mojego licealnego wychowawcy.
[b]W latach 80. profesor Radziwiłł znalazła się na zesłaniu w Liceum im. Zamoyskiego, ale wtedy też nie realizowała oficjalnego programu.[/b]
Każdy z nas musiał przestudiować na własną rękę wybrany temat, opierając się na wszelkich źródłach, w tym zakazanych przez cenzurę. Przygotowując się do lekcji, wysilaliśmy szare komórki. Nie mogliśmy polegać na gotowej interpretacji wydarzeń.
Uczyliśmy się wtedy z podręczników, gdzie wychwalano Komunistyczną Partię Polski, ze zrozumieniem relacjonowano czwarty rozbiór Polski 17 września, a Katyń pomijano.
W moim liceum z pomocą pedagogiczną pospieszał Sawicki. Mimo że był nauczycielem fizyki, ze znaczną częścią klasy prowadził coś w rodzaju tajnych kompletów z historii współczesnej.
[b]To wymagało cywilnej odwagi.[/b]
Oczywiście, tym bardziej że Mirosław Sawicki był dla władzy osobą podejrzaną. W marcu 1968 r. wygłosił na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego odezwę do studentów, po której zaczęły się demonstracje, zamieszki i pałowanie ORMO. Potem był represjonowany. Nie mógł kontynuować działalności naukowej. Został nauczycielem w liceum. Pracował u podstaw, z czego skorzystałem.
[b]Jednak dziś dla wielu dzieci historia to science fiction.[/b]
W liceum, do którego chodzą moje, lekcje są prowadzone ciekawie. Uzupełnia się je zajęciami fakultatywnymi, a one uczęszczają na nie z własnej, nieprzymuszonej woli.
[b]Jak dzieci zrecenzowały płytę?[/b]
Pozytywnie. A też muzykują.
[i] —rozmawiał
Jacek Cieślak[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA