fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Wojciech Has - mija 10 lat od śmierci reżysera Wojciecha Hasa

Wojciech Has
Reporter, Wojciech Druszcz Wojciech Druszcz
W niedzielę mija 10 lat od śmierci Wojciecha Hasa. Podczas ostatniego festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu odbyła się retrospektywa jego twórczości
W salach kina Helios, od wczesnego ranka, tłoczyła się młoda publiczność. Okazało się, że kino Hasa przetrwało próbę czasu, wzrusza i pobudza wyobraźnię dzisiejszych dwudziestolatków. Teraz można również sięgnąć po książkę Jadwigi Has „Życie w drugim planie”. Była żona Hasa opisuje lata, jakie z nim spędziła. Kreśli portret artysty i człowieka.
[srodtytul] Nabijanie ręki [/srodtytul]
— Moje filmy są snami — powiedział kiedyś Has.
Śnił całe życie. Absolwent krakowskiej ASP nakręcił w 1948 roku swój pierwszy film „Harmonia”, a 9 lat później zadebiutował jako fabularzysta „Pętlą” na podstawie opowiadania Marka Hłaski. W tym pierwszym okresie pracował wręcz zachłannie; uważał, że filmowiec musi sobie „nabijać rękę”. Powstały wówczas m.in. „Pożegnania”, „Wspólny pokój”, „Rozstanie”, „Szyfry”, „Złoto”, „Jak być kochaną”. Akcja jego filmów toczyła się w polskiej rzeczywistości, ale Has nie próbował — jak Wajda czy Munk — rozliczać się z czasem wojny czy opowiadać o konfliktach i przemianach obyczajowo-ustrojowych. Przede wszystkim kreślił z pietyzmem portrety swoich bohaterów, przesycał filmy klimatem niepokoju, niespełnienia, pesymizmu. Nawet gdy w „Jak być kochaną” opowiadał o kobiecie przechowującej podczas okupacji Żyda, wojna potrzebna mu była tylko po to, by „zamknąć” świat i w tym zamkniętym świecie obserwować dramat miłości, uzależnienia, zaborczości.
Przyznaję, że lubię wczesne obrazy Hasa, pełne delikatnych obserwacji ludzkich zachowań, odczuć, postaw. Ale w historii polskiego kina zostaną zapewne inne dzieła reżysera: „Rękopis znaleziony w Saragossie”, „Sanatorium pod Klepsydrą”, „Pismak”, „Osobisty pamiętnik grzesznika”, „Niezwykłe przypadki Baltazara Kobera”.
— W atmosferze fascynacji doraźnością kino artystyczne ginie — mówił Wojciech Jerzy Has. — Uległość wobec doraźności sprawia, że film staje się wyrazem spekulacji obliczonej na schwytanie widza, a nie tym, co cenię naprawdę: przejrzystym kryształem, który potrącony, wydaje najczystszy dźwięk. Stworzył własny styl. Wymalowywał na ekranie obrazy, tworzył fantastyczną rzeczywistość. Przekraczał granice wyobraźni, budował światy groteskowe i tragiczne, w których gra i błazenada prowadziły do zagłady. W jego barokowych filmach wysmakowane przedmioty odgrywały taką samą rolę jak aktorzy. W scenerii starego żydowskiego miasteczka, teatru, gabinetu figur woskowych rodziły się pytania o sens lub może bezsens życia.
Specjalne miejsce w twórczości Wojciecha Hasa ma „Lalka”. W ekranizacji powieści Bolesława Prusa Has raz jeszcze opowiedział o pęknięciu świata i niedopasowaniu człowieka do rzeczywistości.
[srodtytul] Nieobiektywny profesor [/srodtytul]
Nie potrafił odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Mówił, że nigdy nie chciał robić filmów dla pieniędzy że „kasa nie jest czynnikiem, który w swojej twórczości chciałby ustawić na pierwszym miejscu”. Dlatego w czasach, gdy coraz trudnej było mu nawiązać kontakt z publicznością bez ustępstw wobec samego siebie i wyobrażeń o sztuce — wolał zrezygnować. Poświęcił się pracy pedagogicznej w łódzkiej PWSFTviT, której był rektorem. Wywarł ogromny wpływ na wielu młodych twórców. Uczył ich samodzielności i tego, że artysta czasem musi iść pod prąd. Nie lubił prymusów, cenił niestereotypowe osobowości.
— Has był kompletnie nieobiektywnym profesorem — opowiadała mi kiedyś Małgorzata Szumowska. — Miał swoje sympatie i antypatie. Według niektórych był potworem. Ja go uwielbiałam. I on też mówił, że mnie lubi. Za to, że jestem z Krakowa i że mam ładne nogi. Faworyzował mnie. Za jakieś etiudy, gdzie kwiaty wylewały się z wanny i kozy biegały po starym pałacu, dawał mi bardzo wysokie oceny. A innych tępił. Mieliśmy ze sobą piękny kontakt. Zapraszał mnie do domu, mieszkał w bloku z widokiem na cmentarz. I oglądaliśmy godzinami „Fashion TV”. Był totalnym szowinistą. Mówił: „Zajebiste dupy, tylko trochę za chude”. „Zajaraj” — powtarzał i dawał mi papierosa. Broniłam się: „Panie profesorze, już nie mogę, przepalona jestem. ” „Pal” — krzyczał. Paliłam i oglądaliśmy dalej Fashion TV wymieniając uwagi, która modelka ma ładne nogi. Ale też kiedyś pokazał mi, ogromnie wzruszony, zdjęcia swojej matki. Kiedy indziej przez godzinę milczeliśmy, a potem nagle opowiedział, że przychodziła do niego na balkon kotka. Lubił ją, zrobił jej pudełko. Ale jak się okociła, to wyrzucił ją i te wszystkie kocięta.
Zapytałam, czego się od niego nauczyła w w kinie.
— Głównie tego, że zanim wyjedzie się na plan, trzeba cały film widzieć klatka po klatce — odpowiedziała. — Has nie znosił realizmu, który ja cenię, Ale to on mnie najlepiej przygotował do życia w środowisku filmowym. Swoim zachowaniem uzmysławiał mi, że to wredny i niesprawiedliwy światek. Pełen uprzedzeń i kompleksów. Kiedyś powiedział mi: „Będziesz robić filmy, ale pamiętaj, że zawsze będzie za tobą biegło stado zazdrosnych. I jak się wywrócisz, to cię zadepczą. ” Myślałam: „A, tak sobie mówi. ” Ale on miał rację.
[srodtytul]Mąż pięknej modelki [/srodtytul]
Myślałam o tamtej rozmowie, gdy czytałam książkę Jadwigi Has „Życie w drugim planie”. Druga żona Wojciecha Hasa, która spędziła z nim lata od „Wspólnego pokoju” do „Sanatorium pod Klepsydrą”. Młodziutka modelka Mody Polskiej wiążąc się z wielkim reżyserem, była wpatrzona w niego jak w obraz. Godziła się na „życie w drugim planie”, świadoma, że przyszło jej towarzyszyć świetnemu artyście. Dla Hasa kino było najważniejsze. Książka pokazuje go jako artystę, tyle że od kuchni. Tak, jak rzadko możemy obserwować twórców.
Książka jest na swój sposób niezwykła. Skromna, bez wielkich pretensji. Szczera aż do bólu. Po latach dojrzała już kobieta, dziennikarka — z detalami, bez fałszywego wstydu, bez ubarwiania, opisuje swoje życie z wielkim artystą.
Obiektywnemu czytelnikowi może się on czasem wydać potworem, dla niej był — czego nie ukrywa — największą miłością życia. Nawet wtedy, gdy pisze o rozpadzie ich małżeństwa, robi to z bólem, ale i żalem, a nawet pewnego rodzaju ciepłem. Czasem Jadwiga Has trafiała na plan. Głównie wtedy, gdy oferował jej w swoich filmach drobne rólki. Patrzyła, jak pracuje, bacznie obserwowała innych. Bardzo ciekawie opisała kulisy powstawania „Pamiętnika znalezionego w Saragossie” czy „Jak być kochaną”- składając hołd aktorce Barbarze Krafftównie. Has zresztą nie pochwalał jej ambicji „aktorskich”. Gdy żaliła się, że nie dał jej zagrać w „Lalce”, powiedział: „Wybij sobie to aktorstwo z głowy. Mnie potrzebna jest żona, nie aktorka. ” Wiele w domu znosiła, wiele mu wybaczała.
Opisując swoje życie z Hasem, autorka „Życia w drugim planie” portretuje też współpracowników i przyjaciół Hasa. Jej książka staje się przyczynkiem do opisu stylu życia środowiska filmowego w czasach, gdy kino nie było jeszcze przemysłem, lecz fetyszem.
Filmy wielkich artystów żyją własnym życiem. Ale takie książki jak „Życie w drugim planie” sprawiają, że zaczynamy w twórcach dostrzegać nie tylko geniuszy, ale i zwykłych ludzi. Widzimy ich w chwilach triumfów i w chwilach załamań. Czy w ten sposób burzy się ich legenda? Nie, po prostu stają się nam bliżsi. Dlatego warto sięgnąć po „Życie w drugim planie”.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA