fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Zakajew: Rosja popełnia zbrodnie na Czeczenach

fot: Matt Dunham
AP
Do głowy nam nie przyszło, że powinniśmy się wycofać z organizowania naszego kongresu, że Polacy nagle się od nas odwrócą – mówi czeczeński lider
[b]"Rz": Jak się pan czuje w Polsce jako zwierzyna łowna?[/b]
[b]Ahmed Zakajew:[/b] Boleśnie. Mam w paszporcie cztery wizy polskie tylko z tego roku. Odwiedzałem Polskę, czułem się tu jak wolny człowiek. Polska to kraj, który – bez przesady – pokochałem, jak wielu Czeczenów i jak wielu Rosjan, za jej wstrząsającą walkę o uwolnienie się spod radzieckiej dyktatury. Przecież „Solidarność” nam, Czeczenom, dodała skrzydeł. Walczyliśmy o to samo, co wy. Teraz ja, który przyjeżdżam po to, by szukać dróg wyzwolenia dla mojego narodu spod tego samego jarzma, spod którego wyzwalali się Polacy, mam się tu czuć jak przestępca?! To jakiś koszmarny sen, nie tylko mój, lecz i tych, którzy w szeregach „Solidarności” walczyli. Wszystko to wygląda jak jakiś spisek – w polskiej ambasadzie otrzymuję polską wizę, wjeżdżam przez nikogo niezatrzymany do Polski, a tu pułapka – groźba aresztu! Choć miesiąc temu spokojnie tutaj przebywałem. Najbardziej jednak boli to, że władze Polski depczą wartości demokratyczne wywalczone przez polską „Solidarność”. Depczą i walkę o wolność innych narodów, i własną niezależność od dyktatu obcych polityków.
[b]Interpol rozesłał za panem list gończy. Co się z nim dzieje?[/b]
Leży w ich archiwum od 2000 roku. I będzie leżeć, dopóki Putin jest u władzy. Uruchamiany był raz, kiedy na tej podstawie zatrzymano mnie w Danii. Było to 30 października 2002 roku, także w związku z Kongresem Czeczenów, a więc z przyczyn ściśle politycznych, a nie prawnych...
[b]Zaraz po napadzie terrorystów na moskiewski teatr na Dubrowce podczas spektaklu „Nord – Ost”. Ten napad ponoć pan organizował…[/b]
Jeśli organizowali go Czeczeni, to dlaczego, gdy Rosjanie wpuścili do sali gaz usypiający, uśpionych terrorystów nie aresztowano, by urządzić im głośny na cały świat proces, lecz zabito? Cały ten koszmar urządzono po to, by pokazać światu, że zbierający się w Danii kongres, to nie spotkanie ludzi walczących o wolność, lecz terrorystów.
[b]Co zrobili Duńczycy po pana zatrzymaniu?[/b]
Stwierdzili, że „niepodważalne dowody mojego udziału w aktach terrorystycznych” nie istnieją, i – dla świętego duńskiego spokoju – deportowali mnie do Anglii. Tam zatrzymano mnie na posterunku policji przez półtorej godziny i grzecznie wypuszczono, wyznaczając dzień rozpoczęcia procesu ekstradycyjnego na wniosek Rosji.
[b]Jak wyglądał proces?[/b]
Trwał cały rok 2003. Prowadzący go sędzia z trudem pojmował, że wszystkie punkty oskarżenia to kłamstwa, że w Rosji torturuje się przypadkowych, niewinnych ludzi, by zeznali to, co chce władza. Tak właśnie było z koronnym świadkiem oskarżenia Wachą Duszujewem, który – zeznając w Londynie pod przysięgą – ze świadka oskarżenia stał się świadkiem obrony, gdy udowodnił, że Zakajewa w ogóle nie zna, a zeznania wydobyto z niego torturami. W procesie uczestniczyli najwyżsi rangą prokuratorzy Rosji, którym udowadniano kłamstwo za kłamstwem. Zupełnie nie mogli pojąć, że ich słowa, funkcjonariuszy Federacji Rosyjskiej, rozpatrywane są po kątem zgodności z faktami, a nie z wolą władz. Sąd mnie uniewinnił, wniosek rosyjskiej Prokuratury Generalnej oddalono i przyznano mi azyl polityczny w Wielkiej Brytanii.
[b]A co na to Interpol?[/b]
W 2004 roku przyjechałem do Niemiec. Przemawiałem w Bundestagu. Siergiej Jastrzembski, doradca Władimira Putina, zażądał, by mnie aresztowano i wydano Rosji. Przedstawiciel Interpolu oświadczył wtedy, że Interpol swoją rolę już wypełnił, bo od momentu uniewinnienia mnie przez sąd Wielkiej Brytanii i przyznania mi azylu politycznego nie może mieć do mnie zastrzeżeń. Chroni mnie konwencja genewska. Zezwala ona na podróżowanie do krajów, które tę konwencję podpisały. Oczywiście muszę przestrzegać praw, które w tych krajach obowiązują.
Polska jest sygnatariuszem konwencji genewskiej, a zatem zatrzymując pana, naruszyłaby prawo międzynarodowe. Według prawa międzynarodowego nie wolno też wydawać osoby poszukiwanej państwu, w którym komuś grożą tortury lub śmierć.
Sam Kongres też jest organizowany zgodnie z prawem. Mieliśmy zgodę administracji poprzedniego prezydenta Polski. Przesunęliśmy termin ze względu na żałobę narodową po katastrofie pod Smoleńskiem. Do głowy nam nie przyszło, że powinniśmy się z tego przedsięwzięcia wycofać, że wspierający nas zawsze Polacy nagle się od nas odwrócą, a rzecznik MSZ będzie odradzał posłom udział w kongresie, bo jest organizowany przez nieuznawany w świecie rząd na uchodźstwie.
[b]Nie jesteście przecież rządem legalnym.[/b]
A jesteśmy. Cały świat obserwował wybory czeczeńskiego prezydenta w 1997 roku i cały świat go uznał, łącznie z Kremlem. Potem prezydent Asłan Maschadow i ja – przedstawiciel rządu Czeczenii – podpisaliśmy na Kremlu umowę pokojową z prezydentem Borysem Jelcynem. Czy dlatego, że w 1999 roku Putin rozpętał następną wojnę z nami, wszystkie poprzednie akty prawne mają być nieważne? Przez 45 lat powtarzano, że rząd polski na uchodźstwie w Londynie to samozwańcza banda, no i czym się to skończyło? Czy nie wygraną tej „bandy”? Kreml panicznie się boi naszej wygranej, choćby i za parę lat.
[b]Czego ma się bać?[/b]
Dzisiaj jest wielka afera w Polsce, gdzie ponoć torturowano Talibów. Cały świat piętnuje amerykańskie więzienie w Guantanamo, podczas gdy szafy w ONZ i w Radzie Europy puchną od dowodów na to, że w Czeczenii stosowane są tortury o wiele straszliwsze – przypala się ludzi palnikiem gazowym, podłącza do prądu, trzyma miesiącami w dołach z wodą, że wymienię tylko kilka. Torturom poddano kilkanaście tysięcy ludzi. Przeżyło je kilka tysięcy.
[b]Kreml twierdzi, że Czeczenia jest wolna i że sytuacja się tam normalizuje.[/b]
Jeśli przez normalizację rozumieć życie w warunkach terroru państwowego, dławiący wszystkich strach, porwania, tortury, podsłuchy telefonów, 70-procentowe bezrobocie, ściągany ze wszystkich zarabiających 30-procentowy haracz na rzecz prezydenta Ramzana Kadyrowa, powszechne obowiązkowe prace społeczne w soboty – to tak, to jest czeczeńska norma. Dodajmy, że każdy z ok. 700 tysięcy żyjących w republice ludzi kogoś bliskiego stracił i jest w żałobie, bo obie wojny czeczeńskie, i ta – rozpoczęta w 1994 roku przez Jelcyna, i ta – dużo straszniejsza wojna Putina – pochłonęły ćwierć miliona trupów, w tym 42 tysiące dzieci; że dziesiątki tysięcy są sierotami, że kalek nikt nie zliczy; że 5 tysięcy ludzi przepadło bez wieści, a 25 tysięcy niewinnych, podkreślam – niewinnych ludzi, złapanych podczas wojny i oskarżonych o bandytyzm, czyli walkę o wolność – siedzi w rosyjskich więzieniach; że ponad 300 tysięcy Czeczenów musiało uciekać z ojczyzny – to jest to czeczeńska normalizacja.
[b]Ale po pięknie odnowionym centrum Groznego chodzą uśmiechnięci ludzie, dzieci bawią się przy fontannach, przyjeżdża walczyć bokser Mike Tyson, w czeczeńskiej telewizji występuje kanadyjska spikerka Crystal Callahan. Czy to nie wygląda przekonująco?[/b]
U ludzi, nawet w gettach, dominowało jedno pragnienie: przeżyć. Czeczeni od 400 lat walcząc z Rosją, niczego innego nie chcą, jak przeżyć i dożyć wolnej ojczyzny. Co im pozostało oprócz czarnego humoru? Śmieją się, choć dusza płacze… Dobrze przebywać tam krótko, najlepiej na zaproszenie Ramzana Kadyrowa. Kawiorem nakarmi, szampanem poczęstuje, chętnym zapewni damskie towarzystwo, zaprowadzi do kilku luksusowo wyremontowanych domów (bo wyremontowano zaledwie 5 procent budynków), podsunie kilku rozmówców. Któż wtedy głośno powie, że to nieokrzesany gbur, poruszający się wyłącznie w otoczeniu pół setki ochroniarzy? Czeczenia to takie centrum handlowo-rozrywkowe.
[b]Na rozkaz Kadyrowa działają „szwadrony śmierci”. Tymczasem ostatnio wiedeńska prokuratura odkryła, że pewien człowiek z takiego szwadronu był oficjalnie akredytowany jako „radca rosyjskiej ambasady w Austrii”...[/b]
Jeśli Kadyrow zabija wrogów za granicą, to można sobie wyobrazić, co wyrabia w czeczeńskich więzieniach. W tej sytuacji składam wyrazy najwyższego szacunku tym Czeczenom, którzy godnie trwają w republice: nauczycielom, lekarzom i wszystkim innym mężnie znoszącym ten reżim. To najlepsi z nas. To dzięki nim jeszcze nie straciliśmy ojczyzny. To bohaterowie. Dzięki nim, jako naród, nie wyginiemy.
[b]Ale ci, którzy przyjeżdżają z Czeczenii, coraz częściej mówią o nadchodzącej „zemście krwi”. Armia Kadyrowa i jego służby specjalne mają na sumieniu śmierć tysięcy Czeczenów. A jak wiadomo, istnieje u was prawo zabicia mężczyzny za mężczyznę, a za kobietę nawet dwóch mężczyzn. Czeczeni mówią, że ta wojna się zacznie, gdy kraj opuści ostatni żołnierz rosyjski.[/b]
Gdyby tak miało być, to Putin już dawno by tego ostatniego żołnierza wyprowadził. To bzdura, gdyż „zemsta krwi” nie obowiązuje automatycznie. W każdym przypadku decyduje o niej starszyzna rodowa. Doskonale wiemy, że do wielu zbrodni żołnierze armii Kadrowa są zmuszani, że sami są ofiarami. Wszystko to bierze się pod uwagę.
[b]Czy możliwe jest usunięcie Kadyrowa? [/b]
Przypomnę, że doszedł on do władzy po zabiciu jego ojca Ahmeda Kadyrowa. On też został namaszczony przez Putina, ale był bardziej „proczeczeński”. Ramzana, szefa jego ochrony, akurat przy ojcu nie było, choć zamach miał miejsce 9 maja 2004 roku w Dzień Zwycięstwa na bardzo chronionym stadionie w Groznym. W kilka godzin później Ramzana przytulał przed kamerami prezydent Putin, namaszczając na premiera Czeczenii. Gdy Ramzan skończył 30 lat i mógł zgodnie z prawem zostać prezydentem, „głosowało” na niego ponad 90 procent Czeczenów. On wziął na siebie niemałą odpowiedzialność: usuwa ślady zbrodni Rosjan na Kaukazie. Przecież Czeczenia to wielka Srebrenica. Gdzie się podziało te 250 tysięcy zabitych? Leżą pod ziemią w Czeczenii.
[b]A skąd się bierze armia bojowników? O co oni walczą?[/b]
Zwykle walczy się z rozpaczy. Za pierwszego prezydenta – Dżochara Dudajewa, i za drugiego – Maschadowa, walczyliśmy o niepodległość Czeczenii, która w naszym języku nazywa się Iczkerią. Maschadowa zabito w 2005 roku. W 2007 r. władze nad oddziałami zbrojnymi objął Doku Umarow, który walkę o niepodległość zamienił w walkę religijną z wrogami Allacha. Zamienił Czeczenię w wielki kaukaski emirat, siebie – w emira Doku Abu Usmana, a bojowników w mudżahedinów dżihadu. Protestowałem przeciw temu, więc w 2008 roku wydano na mnie wyrok śmierci.
[b]Po co był potrzebny manewr z fundamentalizacją Czeczenii?[/b]
Po to, by Ramzan Kadyrow i Kreml mogli twierdzić: tam, gdzie jest fundamentalizm islamski, tam jest terror. Jesteśmy ofiarami terroru, i to międzynarodowego. A zatem należymy do międzynarodowej społeczności zwalczającej terroryzm. Wspieramy tę społeczność, a w zamian żądamy tylko jednego – zapomnijcie o Czeczenii. Po ataku na WTC Putin pierwszy zadzwonił do prezydenta Busha z wyrazami współczucia i zażądał, by sytuację w Czeczenii rozpatrywać w kontekście walki z terroryzmem międzynarodowym. Condoleezza Rice, wówczas doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego, odmówiła. Kiedy jednak w tym roku, 29 marca Doku Umarow wziął odpowiedzialność za organizację aktu terrorystycznego w moskiewskim metrze, Hillary Clinton musiała stwierdzić: rzeczywiście, mamy wspólnego wroga. To bardo ułatwia Putinowi działanie w tym i tak już „sputinizowanym” towarzystwie liderów politycznych Zachodu.
[b]Czym skończyło się śledztwo w sprawie zamachu w metrze?[/b]
Tym, czym wszystkie śledztwa prowadzone za zamkniętymi drzwiami – paroma nazwiskami przypadkowo złapanych osób, paroma przyznaniami się do winy uzyskanymi w drodze tortur. A ogólnie – jak w sprawie wszystkich aktów terrorystycznych – cisza. Głośna jest tylko opinia na Zachodzie: Czeczeni to terroryści. Za ostatni akt terroru we Władykaukazie Umarow też wziął odpowiedzialność.
[b]Myśli pan, że to dlatego organizacje międzynarodowe milczą w sprawie Czeczenii?[/b]
Oczywiście! O to chodzi, żeby zamknąć usta członkom Komitetu do spraw tortur ONZ, Radzie Bezpieczeństwa, Radzie Europy, Parlamentowi Europejskiemu… Po to właśnie organizujemy kongres, by stworzyć międzynarodowe centrum, które stale będzie mówić o naszym dramacie.
[b]Co się dzieje z Doku Umarowem? [/b]
Naszym wielkim sukcesem jest to, że tego lata, w sierpniu, zdecydowana większość bojowników odeszła od niego. I tak mozolna robota służb specjalnych się zawaliła. Na służby wskazuje też fakt z tego roku. Pewien 17-latek z rejonu Wiediena zostawia ojcu list, że idzie z kolegami w góry. Zrozpaczony ojciec biegnie na milicję, żeby chłopaków zatrzymać. Milicja odmawia. Po jakimś czasie, w ramach „walki z terroryzmem”, milicjanci biorą ojca na tortury, żeby wyjawił, gdzie ukrywa się syn. W odpowiedzi w góry idzie drugi syn. I tak armia „terrorystów” rośnie. Jest kogo gonić, prześladować. I jest powód do dumy, że się walczy z terroryzmem międzynarodowym.
[b]Jeśli ludzie odeszli od Umarowa, to kto u niego został?[/b]
Przyjaciele z FSB. Rosyjskiego i czeczeńskiego.
[b]Ale partyzanci walczą nie tylko u Umarowa. Dlaczego Czeczeni idą w góry? [/b]
Z bezradności. Pracy nie ma, pieniędzy nie ma, rodziny nie założysz, to przynajmniej walcz i umieraj za ojczyznę. To wszystko. Tak prowadzi się selekcję: część młodych idzie w góry, część wyjeżdża do Europy, część idzie do milicji Kadyrowa. A ci w górach stają się gorącymi wyznawcami Allacha ze strachu i z samotności. Stają się szachidami: lepszy straszny koniec, niż strach bez końca.
[b]Dlaczego wojna rozlała się na cały Kaukaz – Dagestan, Inguszetię?[/b]
Kremlowi potrzebny jest walczący Kaukaz, pełen „terrorystów”. Rosjanie muszą mieć pretekst, by z błogosławieństwem Zachodu likwidować kaukaskie republiki i stworzyć jeden wielki Okręg Kaukaski, bez odmian narodowościowych. Znikną Czeczeni czy Dagestańczycy, zostaną mieszkańcy Kaukazu. Po to właśnie na czele obecnego Okręgu Kaukaskiego postawiono reprezentanta Putina – Chłaponina. Ma on doświadczenie w likwidacji małych republik na północy i w stworzeniu wielkiego, jednolitego Kraju Krasnodarskiego. Dlatego już teraz Ramzan Kadyrow rezygnuje z tytułu prezydenta i nazywa siebie „głową regionu czeczeńskiego”.
[b]Czego Czeczeni spodziewają się po kongresie w Pułtusku?[/b]
Międzynarodowego wsparcia dla rozmów czeczeńsko-rosyjskich. W przyszłości chcemy też doprowadzić do powołania Trybunału Międzynarodowego w sprawie Czeczenii. Zbrodnie na naszym narodzie nie ujdą bezkarnie, choć dzisiejszy świat polityków, poddanych „schroederyzacji” zapewne by tego chciał. My się jednak nie poddamy. I liczymy, jak zwykle, na wsparcie Polaków.
[ramka][b]Ahmed Zakajew[/b]
Od 2007 r. premier rządu emigracyjnego Czeczeńskiej Republiki Iczkerii. Mieszka w Londynie.
Urodził się w 1959 r. w Kazachstanie. Z wykształcenia – choreograf, pracował jako aktor teatru w Groznym. W 1994 r. czeczeński prezydent Dżochar Dudajew mianował go ministrem kultury; równocześnie został wojskowym – w 1995 r. mianowany generałem. Walczył w pierwszej i drugiej wojnie czeczeńskiej. W latach 1998 – 2006 był wicepremierem Czeczenii.
W 2002 r. w Kopenhadze został aresztowany na wniosek Rosji, która oskarżała go o działalność terrorystyczną. Jednak wobec braku przekonujących dowodów Zakajewa zwolniono. Wyjechał do Londynu, gdzie znów go aresztowano, lecz w 2003 roku sąd ponownie odrzucił rosyjski wniosek o ekstradycję.
Przez Moskwę uznawany jest za groźnego przestępcę. Jednak prorosyjski prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow zachęcał go do powrotu do kraju, czego Zakajew nie wyklucza. Wśród Czeczeńców uważany jest za polityka umiarkowanego.
[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA