fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Messi i Maradona – gwarancja rozrywki

Leo Messi był znakomity jako napastnik i jako pomocnik / fot: Lee Jae-Won
Reuters
Argentyna – Grecja i Korea Płd. – Nigeria. Dziś koniec rywalizacji w grupie B. I może ostatnia okazja, by zobaczyć nieskrępowaną niczym fantazję Argentyńczyków
Będzie na boisku od początku meczu z Grecją, choć Argentyna ostatni krok do awansu postawiłaby zapewne i bez niego. – Byłoby grzechem, gdybym publikę pozbawił widoku najlepszego piłkarza świata – mówił o nim Diego Maradona. Leo Messi i jego trener to jedyna w RPA niezawodna gwarancja dobrej rozrywki.
Ale obaj wiedzą, że ten czas swobody powoli się kończy. Po zwycięstwach nad Nigerią i Koreą Południową wszyscy już wiedzą, że Messi na mundialu jest tak wielki, jak był przez ostatnie sezony w Barcelonie, a Maradona nie tak chaotyczny, jak go malowano w eliminacjach.
– My faworytami? Nie jesteśmy nawet kandydatami, jeden błąd i jakiś dobry rywal wystarczą. Każdy może ci strzelić gola, choćby z rzutu rożnego, a wtedy wszystko, nad czym pracowałeś... Ciao – mówił przed meczem z Grecją Maradona. Ale zaraz ostrzegł: - Dopiero się rozgrzewamy.
To jest na razie turniej Ameryki Południowej, niepokonanej ani razu, zwycięskiej w ośmiu z dziesięciu rozegranych meczów, z Argentyną jako perłą w koronie i niesamowitym Messim. Ze wszystkich gwiazd, które zjechały do Afryki, o niego się obawiano najbardziej: że będzie przemęczony, dostanie za małe wsparcie od kolegów.
To Wayne Rooney przyjechał na mistrzostwa wśród takich pochwał, że, jak napisał felietonista „Daily Mirror”, spodziewano się, iż Anglik wykarmi całe Soweto kilkoma bochenkami chleba i paroma rybami. Ale zaczęła się gra i wszyscy są w cieniu Leo. Był najlepszy w meczu z Nigerią jako napastnik, w spotkaniu z Koreą jako pomocnik, brakuje mu w RPA tylko bramek. A Argentyna na tle skłóconych Francuzów, debatujących Anglików i Włochów, krytykowanych za styl Holendrów i Brazylijczyków jest krainą szczęśliwości.
Maradona poszedł pod prąd i nie tylko pozwolił piłkarzom zabrać rodziny, ale też pozwala im się z nimi spotykać kiedy mają ochotę, sam jest w RPA z dwiema córkami i mówi, że to mu daje największą siłę, a najlepszy sposób prowadzenia drużyny to dawać jej miłość. Kar nie uznaje, nawet jak ktoś się spóźni na trening.
Dziś w Polokwane w tę sielankę wkroczą Grecy, którzy nieoczekiwanie wstali z kolan w meczu z Nigerią i wciąż mają szanse na awans. To miał być w Grecji rok pod znakiem dwóch smutnych niemieckich twarzy: Angeli Merkel i Otto Rehhagela. Kraj bankrutuje, liga ledwo stoi, kibice się bali, że reprezentacja zagra jak w USA w 1994 roku: zero bramek strzelonych, dziesięć straconych, strach spojrzeć w oczy.
W meczu z Koreą obrona Greków była żartem, na początku spotkania z Nigerią też, ale potem dwa gole odmieniły wszystko. Poza nastrojem Rehhagela, który mówi, że szanse na drugą rundę są znikome. Argentyna to niesamowity rywal i on jeszcze nie wie, jak sobie z nią poradzić. To znaczy wie, ale nie może tego głośno powiedzieć, bo ma już dość tłumaczenia, że nie jest zabójcą futbolu.
– Dajcie mi Messiego i Cristiano Ronaldo, a będę grał inaczej – tłumaczy. Dziś Grecy muszą wygrać, Argentynie wystarczy remis. Jej zwycięstwo najbardziej ucieszy Koreę Południową i Nigerię, bo wówczas w rozgrywanym o tej samej porze meczu w Durbanie rozstrzygną między soba, kto awansuje z drugiego miejsca.
[i]—Paweł Wilkowicz z Kapsztadu[/i]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora[mail=p.wilkowicz@rp.pl]p.wilkowicz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA