Nieruchomości

Wielki wyrąb lokali

W remont starej siedziby Nadleśnictwa Kobiór (woj. śląskie) przez lata zainwestowano setki tysięcy złotych. Poważne prace prowadzono tu jeszcze w 2006 r. Jednak według opinii sporządzonej dla Lasów dwa lata temu obiekt to kompletna ruina. Czy stanie się mieniem zbędnym, które z bonifikatą mogą kupować pracownicy Lasów Państwowych?
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Dzięki nowym przepisom rzesze leśników będą mogły za grosze kupić leśniczówki, domy, a nawet wille
– Nowe przepisy uwolnią ogromny rynek lokali, na których prominentni urzędnicy Lasów będą się uwłaszczać za grosze – alarmuje wieloletni leśnik, a dziś poseł PiS Piotr Cybulski.
Lasy Państwowe już teraz wyprzedają swój majątek byłym i obecnym pracownikom. Wystarczy, że uznają go za nieprzydatny, a pracownik co najmniej przez trzy lata jest najemcą (art. 40a ustawy o Lasach Państwowych). Pracownicy otrzymują zwykle olbrzymie, sięgające 95 proc., bonifikaty. Z blisko 50 tys. takich lokali własnością pozostało dziś ok. 12 tys. Ale wkrótce jeszcze więcej leśników będzie mogło wykupić domy, leśniczówki, a nawet wille w miastach.
[srodtytul]Lawina superokazji[/srodtytul] Pod koniec grudnia 2009 r. minister środowiska w rozporządzeniu ograniczył liczbę stanowisk w Lasach Państwowych, które uprawniają do zajmowania bezpłatnych mieszkań. Według nowych przepisów takie lokum przysługiwało będzie tylko leśniczym i nadleśniczym. Dla reszty pracowników pozbawienie przywileju bezpłatnego lokum wcale nie musi być niekorzystne. Otwiera bowiem drogę do skorzystania z dobrodziejstwa art. 40a. Będą mogli wykupić nieruchomości od Lasów po atrakcyjnych cenach. Lasy Państwowe nie ukrywają, że majątku będą się chętnie pozbywały. – Chcemy sprzedać te mieszkania, bo w tej chwili mamy 9 tys. lokali, w których ludzie nie płacą ani złotówki czynszu. Utrzymywanie ich to olbrzymie koszty – tłumaczy Jerzy Łokietko, naczelnik Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych (DGLP). Twierdzi, że bezpłatne mieszkania dla służby leśnej to wydatki sięgające średnio 24 mln zł rocznie. Łokietko, jako szef Wydziału do spraw Gospodarki Zasobami Mieszkaniowymi i Lokalowymi, był też szefem zespołu, który przygotował projekt nowelizacji ministerialnego rozporządzenia. Lasy opracowały już dodatkowe wytyczne – na biurku dyrektora generalnego Lasów Państwowych czeka tylko na podpis zarządzenie dotyczące sposobu postępowania ze służbowymi mieszkaniami i domami. Jakie będą zniżki, ile Lasy dostaną za sprzedaż? – Nie mamy takich informacji – odpowiada Łokietko. [srodtytul]Dom i działka: 6 tys. zł[/srodtytul] Kupno domu od Lasów oznacza złoty interes. Z danych DGLP, do których dotarła „Rz”, wynika, że w latach 2000 – 2008 taki interes zrobiła cała rzesza ludzi na kierowniczych i dyrektorskich stanowiskach. Kupili 116 mieszkań i 137 tzw. osad leśnych (to określenie leśniczówek z budynkami gospodarczymi, położonych zwykle w bardzo atrakcyjnych miejscach, lub domów nierzadko znajdujących się w centrach miast). W tym czasie lokale nabyło m.in. 32 urzędników na dyrektorskich stanowiskach w regionalnych dyrekcjach. Mieszkania lub domy – za ok. 5 proc. ich wartości – wykupiło po czterech dyrektorów katowickiej, szczecińskiej i radomskiej regionalnej dyrekcji Lasów (RDLP). Najdroższy dom wyceniono na blisko 450 tys. zł. Dyrektor ze szczecińskiej dyrekcji zapłacił za niego ok. 22 tys. zł, czyli mniej więcej dwie dyrektorskie pensje. Szef poznańskiej RDLP za dom oszacowany na ponad 426 tys. zł zapłacił tylko 5 proc. tej sumy. Obecny dyrektor generalny Lasów Państwowych Marian Pigan pod koniec 2006 r., jako ówczesny szef „Solidarności” leśników i specjalista ds. przetargów w Nadleśnictwie Kobiór (okolice Pszczyny), kupił od Lasów dwupiętrowy dom w Miedźnej o powierzchni ponad 200 mkw. Do tego prawie 100-metrowy budynek gospodarczy i garaż z wiatą stojące na działce wielkości aż 3,4 tys. mkw. Za wszystko zapłacił niecałe 6 tys. zł. W przypadku leśniczówki dyrektora Pigana pojawia się kilka kontrowersji. Rzeczoznawca wycenił działkę pod lasem na niecałe 16 zł za mkw. – Tu działki chodzą po 80 zł za metr – dziwi się Jan Cofała, sołtys Miedźnej. Pigan kupił też leśniczówkę z tzw. przyległościami, czyli ogromnym gruntem. – Przepisy wyraźnie mówią, że nie sprzedaje się zabudowań gospodarczych, a wielkość działki musi być niezbędna do poprawnego funkcjonowania nieruchomości – przyznaje nam jeden z leśników. Poprawne funkcjonowanie to m.in. dostęp do drogi publicznej. Leśniczówka w Miedźnej stoi przy takiej drodze, na skraju działki. Jaki był więc powód, dla którego sprzedano dyrektorowi także 3,4 tys. mkw. ziemi? – Transakcję zatwierdził ówczesny dyrektor generalny Andrzej Matysiak – kwituje wątpliwości Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych. Piganowie (żona dyrektora też pracuje w Lasach) wynajęli posiadłość, gdy w 2002 r. zlikwidowano Nadleśnictwo Pszczyna i leśniczówka w Miedźnej stała się tzw. mieniem zbędnym. Potem ją wykupili na zasadzie ustawowego pierwszeństwa. Dwa tygodnie po transakcji Marian Pigan niespodziewanie awansował na inżyniera nadzoru w nadleśnictwie. To stanowisko z prawem do bezpłatnego mieszkania. Wówczas Pigan nie miałby szans na wykupienie lokalu. [srodtytul]Szansa dla tych od Sobiesiaka?[/srodtytul] W maju przyszłego roku z prawa pierwokupu nieruchomości z maksymalną bonifikatą będzie mógł skorzystać dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu Wojciech Adamczak. To człowiek, który ma dziś kłopoty z powodu nazbyt przychylnego stosunku do inwestycji na Dolnym Śląsku firmy bohatera afery hazardowej Ryszarda Sobiesiaka. Adamczak jest kolegą ze szkolnej ławy Jerzego Łokietki. Razem chodzili do Technikum Leśnego w Miliczu. Szef RDLP jest też kolegą ze studiów Grzegorza Schetyny, byłego wicepremiera, dziś szefa Klubu Parlamentarnego PO. W 2004 r. Adamczak, jako leśniczy w Nadleśnictwie Wołów, zamieszkał w nowiutkiej leśniczówce w okolicach Wińska. W 2008 r. ten aktywista „Solidarności” leśników awansował na dyrektora RDLP. Przestał mu przysługiwać bezpłatny lokal. Jako radny sejmiku Dolnego Śląska w oświadczeniach majątkowych przyznawał się do 47-metrowego mieszkania i domu z 10-hektarowym gospodarstwem. Mimo to Lasy wynajęły mu blisko 100-metrową leśniczówkę z garażem na działce wielkości 2,3 tys. mkw. za 266,78 zł miesięcznie. Zgodnie z przepisami będzie mógł ją tanio kupić, jeśli tylko zostanie uznana za mienie zbędne. Anna Malinowska zapewnia „Rz”, że leśniczówka wynajmowana Adamczakowi pozostanie mieszkaniem funkcyjnym. – Nie będzie podlegać sprzedaży, jest niezbędna do prowadzenia gospodarki leśnej w Nadleśnictwie Wołów – twierdzi, choć od blisko dwóch lat nadleśnictwo obywa się bez domu przekazanemu Adamczakowi. Podobne zapewnienia od pani rzecznik usłyszeliśmy, kiedy pytaliśmy o przyszłość willi w dobrej dzielnicy Wrocławia. Lasy wynajmują ją Bolesławowi Bdzikotowi. Jak ujawniła „Rz”, pilotował on interesy Sobiesiaka w Lasach Państwowych, gdy we wrocławskiej dyrekcji był naczelnikiem wydziału kadr. Temu prominentnemu działaczowi „S” leśników, który wbrew związkowi zawarł w 2007 r. porozumienie wyborcze z PO (został za to wykluczony ze związku), kierownictwo Lasów Państwowych wyjątkowo idzie na rękę. Choć sąd w 2009 r. skazał go prawomocnie za udzielanie zamówień bez przetargów, nie stracił pracy, lecz trafił do Ośrodka Rozwojowo-Wdrożeniowego w podłódzkim Bedoniu. Odpowiada tam m.in. za walkę ze szkodnictwem i przestępczością w Lasach Państwowych. Człowiek działający na szkodę instytucji będzie mógł od niej nabyć za 5 proc. wartości 140-metrową willę i 700-metrową działkę. [srodtytul]Setki tysięcy wepchnięte w ruinę[/srodtytul] Choć Lasy Państwowe od dziesięciu lat wyprzedają lokale, to równocześnie budują sporo nowych. Ten fakt nie dziwi – widocznie w jednych miejscach kraju nie ma potrzeby utrzymywania lokali dla pracowników, w innych się pojawia. Skala jednak zastanawia. W latach 2000 – 2008 Lasy wybudowały ponad 100 mieszkań i aż 460 domów. To dwa razy więcej niż liczba lokali sprzedanych w tym czasie pracownikom. Na nowe inwestycje w tych latach Lasy wydały w sumie blisko 700 mln zł. Rekordowy był rok 2008, gdy na budowę nowych lokali poszło ponad 116 mln zł. W ubiegłym roku wydano o ponad połowę mniej (blisko 43 mln zł), bo ze względu na kryzys dyrektor generalny Lasów wstrzymał inwestycje. Ale nie tę w swej macierzystej jednostce. 4 mln zł ma kosztować nowa siedziba Nadleśnictwa Kobiór, w którym pracował dyrektor Pigan. Powstanie w pszczyńskiej dzielnicy Piaski, 6 km od starej siedziby. Aż 700 tys. zł pochłonie aranżacja i wyposażenie jej wnętrza. Dotychczasowa siedziba Nadleśnictwa Kobiór to, według ekspertyzy Biura Projektów i Wycen Nieruchomości Kowalscy z Rybnika sporządzonej dla Lasów Państwowych w marcu 2008 r., kompletna ruina. Biuro twierdzi, że obiekty zużyte są w ponad 80 proc., a zakres remontu sprowadzałby się do wymiany wszystkiego. Wygląd budynków zupełnie o tym nie świadczy. Dlatego decyzja dyrekcji Lasów zszokowała władze Kobióra. – Nie umiem znaleźć racjonalnego powodu tej likwidacji – przyznaje Stefan Ryt, wójt Kobióra. W ciągu ostatnich 15 lat w budynek Nadleśnictwa Kobiór, który teraz określono jako ruinę, wpompowano setki tysięcy złotych na remont generalny (wymiana okien oraz drzwi, instalacji c.o. i prądu, naprawa elewacji). Poważne prace prowadzono tu jeszcze w 2006 r. – Decyzja o likwidacji Kobióra zapadła nawet poza szefem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach – mówi jeden z leśników. Co się stanie z atrakcyjnie położoną siedzibą likwidowanego nadleśnictwa Kobiór? Czy stanie się mieniem zbędnym, by ktoś mógł ją tanio kupić? Nie wiadomo. Lasy zarzekają się, że nieruchomość sprzedadzą w przetargu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL