fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Prawdziwe igrzyska

Kanadyjski bramkarz Florence Schelling
AFP
USA – Kanada 5:3. Mimo porażki gospodarze nie dopuszczają myśli, że mogą nie zdobyć złota.
Niedzielne popołudnie, centrum Whistler, eleganckiego kurortu położonego dwie godziny jazdy autobusem na północ od Vancouver. Domy kosztują tu po kilkanaście milionów dolarów, a wynajęcie apartamentu w trakcie igrzysk nie jest na każdą kieszeń.
Nieco wyżej nad miastem, w Whistler Olympic Park, skacze Adam Małysz i biega Justyna Kowalczyk. Hokeistów tu nie ma. Grają w Vancouver i jak twierdzą nie bez racji gospodarze, tam są prawdziwe igrzyska. Złośliwi mówią, że Kanadyjczycy mają najmocniejszy zespół, ale na papierze. Były hokeista NHL Mariusz Czerkawski uważa, że mocniejsi są Amerykanie, i stawia na ich końcowy sukces. Swoich zwolenników mają też Rosjanie, Szwedzi i Finowie.
W każdej z tych drużyn aż roi się od gwiazd najsilniejszej ligi świata. Na okres igrzysk przyjaciele stają się wrogami, walczą dla swoich krajów, ale później wrócą do klubów i znów wszystko będzie po staremu. Kiedy rozpoczynał się mecz Kanada – USA, w Whistler wzięcie miały jedynie restauracje i puby, w których można było zobaczyć to spotkanie. Miało dać odpowiedź na pytanie, która z tych drużyn jest lepsza, niczego jednocześnie ostatecznie nie rozstrzygając. Zwycięzca zapewniał sobie wprawdzie automatycznie awans do ćwierćfinału, ale pokonany też nie tracił szans, by się tam znaleźć.
Kiedy w 41. sekundzie spotkania Brian Rafalski, obrońca Detroit Red Wings, zdobywa prowadzenie dla USA, kolorowy tłum wypełniający centrum Whistler milknie. Kibice amerykańscy są w mniejszości, ale mają swoje pięć minut. Wkrótce cichną, bo Eric Staal strzela na 1:1. Wysoki (191 cm), dobrze zbudowany (93 kg) napastnik Carolina Hurricanes ma trzech braci, którzy też grają w NHL w amerykańskich klubach. Jordan w Pittsburgh Penguins, Marc w New York Rangers, a Jared w Phoenix Coyotes.
Młodzi ludzie siedzą na ziemi, choć temperatura wieczorem spada poniżej zera. Wiele par ogląda mecz, przytulając się do siebie. On wpatrzony w ekran, ona w niego. A emocje są coraz większe. Mecz jest zadziorny, pełen błyskawicznych zwrotów akcji. Gospodarze znów milkną, bo Rafalski, amerykański hokeista polskiego pochodzenia, raz jeszcze wygrywa pojedynek z Martinem Brodeurem, bramkarzem Kanadyjczyków.
Gol za gol, cios za cios, bodiczek za bodiczek. Obie drużyny walczą jak o życie, ale bez fauli, wykluczeń jest niewiele. Kanadyjczyk Dany Heatley z San Jose Sharks wyrównuje pod koniec drugiej tercji. Potem znów prowadzą Amerykanie (3:2) po strzale Chrisa Drury’ego. Operatorzy telewizji korzystają z okazji, wchodzą z kamerami w tłum, filmują kibiców. Gdy Jamie Langenbrunner powiększa przewagę Amerykanów, na twarzach kanadyjskich kibiców maluje się rozpacz. Robi się niebezpiecznie, Kanada przegrywa 2:4. Jakiś szalony amerykański turysta w krótkich spodenkach, owinięty w narodową flagę, próbuje prowokować Kanadyjczyków, ale ci się tylko śmieją.
W ostatnich minutach gospodarze grają jak natchnieni, a Sidney Crosby, zdobywając kontaktową bramkę (3:4), potwierdza, że nieprzypadkowo uważany jest w ojczyźnie za następcę Wayne’a Gretzky’ego. Akcja pomiędzy Keithem Duncanem a Rickiem Nashem jest koronkowa, Crosby tylko przystawia kij tam, gdzie trzeba. Ale tym razem szczęśliwego dla Kanady zakończenia nie będzie.
Trener Mike Babcock wycofa w ostatniej minucie bramkarza, ale niczego w ten sposób nie osiągnie. Wprost przeciwnie: 45 sekund przed końcem meczu Amerykanin Ryan Kessler pośle krążek do pustej bramki. To on mówił przed spotkaniem o rywalach: – Nienawidzę ich, przyjemnie byłoby ich znokautować. I zrobił to w Vancouver, gdzie na co dzień zdobywa gole dla miejscowych Canucks.
Kibice szybko zapominają i o porażce, i o zwycięstwie. Wchodzą do najbliższego pubu, zamawiają dzban piwa za 20 dolarów i myślą o następnym meczu. Kanada, by zagrać w ćwierćfinale, musi wygrać z Niemcami. Amerykanie już tam są.
Wyniki
Grupa A: • Kanada - USA 3:5 (1:2, 1:1, 1:2)
Grupa B: • Rosja - Czechy 4:2 (1:1, 1:9, 2:1)
Grupa C: • Szwecja - Finlandia 3:0 (1:0, 2:0, 0:0)
Końcowa tabela: 1. USA 3 9 14:5; 2. Szwecja 3 9 9:2; 3. Rosja 3 7 13:6; 4. Finlandia 3 6 10:4; 5. Czechy 3 6 10:7; 6. Kanada 3 5 14:7; 7. Słowacja 3 5 9:4; 8. Szwajcaria 3 3 8:10; 9. Białoruś 3 3 8:12; 10. Norwegia 3 1 5:19; 11. Niemcy 3 0 3:12; 12. Łotwa 3 0 4:19. Bezpośredni awans do ćwierćfinału zapewniły sobie USA, Szwecja, Rosja i Finlandia.
Pary play off o prawo gry w 1/4 finału: • Czechy - Łotwa • Kanada - Niemcy • Słowacja - Norwegia • Szwajcaria - Białoruś.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA