fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Komisja Barroso a polskie interesy

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Symbolami egoizmu mocarstw są niemiecko-rosyjska współpraca w budowie gazociągu północnego oraz sprzedaż przez Francję okrętów desantowych Rosji – pisze europoseł PiS, były minister sprawiedliwości
Polskie media z zadowoleniem odnotowały zatwierdzenie przez Parlament Europejski nowego składu Komisji Europejskiej. Za szczególny sukces uznano przyznanie Januszowi Lewandowskiemu teki komisarza ds. budżetu. Entuzjazm „Gazety Wyborczej” był tak wielki, że fakty nie miały żadnego znaczenia. W artykule „Nowy rząd Europy” z 10 lutego br. „Gazeta” wprowadziła czytelników w błąd, twierdząc niezgodnie z prawdą, że Frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), do której należę, udzieliła poparcia nowej Komisji.
Zabrakło refleksji nad sprawą podstawową: czy Komisja będzie w stanie wypełniać główne zadanie traktatowe, czyli „wspierać ogólny interes Unii”, i czy w tych ramach sprzyjać będzie realizacji polskich interesów? Półroczna obserwacja z bliska polityki w Unii Europejskiej skłania mnie do poglądu, że nie. Taka ocena była zresztą głównym powodem, dla którego grupa konserwatystów i reformatorów (składająca się m.in. z brytyjskich torysów, przedstawicieli czeskiego ODS oraz europosłów PiS) nie udzieliła poparcia nowej Komisji, wstrzymując się od głosowania nad jej składem.
[srodtytul]Koncert mocarstw[/srodtytul]
Największe wątpliwości wzbudziła, jak wiadomo, nominacja unijnej „minister spraw zagranicznych” Catherine Ashton. W 2005 roku, przed objęciem urzędu ministra sprawiedliwości, odbyłem z nią długą rozmowę. Rozmawialiśmy na temat wymiaru sprawiedliwości w Polsce i Wielkiej Brytanii. Lady Ashton interesowała się planowaną walką z korupcją w Polsce oraz usprawnieniem przewlekłych spraw sądowych. Mogę więc stwierdzić, że wbrew nieprzychylnym opiniom jest osobą miłą i dobrze zorientowaną w materii, którą zajmowała się jako podsekretarz stanu w brytyjskiej administracji.
Nie objęła jednak teki komisarza ds. sprawiedliwości, ale obszar, w którym na wstępie zakwestionowano jej kompetencje i wskazano brak odpowiedniego doświadczenia. Niektórzy zarzucają nawet Catherine Ashton, że w młodości działała w prokomunistycznej organizacji finansowanej ponoć, jak podają niektóre media, przez Kreml. Brytyjski poseł Daniel Hannan przypomniał podczas debaty w PE, że nowa pani komisarz w trakcie swojej kariery nie pełniła żadnej funkcji publicznej z wyboru.
Nominacja polityka – jednak z trzeciej ligi – na stanowisko wysokiego przedstawiciela UE ds. wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa miała na celu zachowanie dominującej pozycji wielkich mocarstw unijnych. Berlin, Paryż, Rzym i Londyn chcą przede wszystkim realizować własne narodowe interesy.
Słaba i dyskredytowana szefowa dyplomacji UE stanowi gwarancję, że nie będzie wspólnotowej polityki europejskiej, na którą wpływ miałyby również średnie i małe kraje UE; i że unijna polityka wschodnia nie wyjdzie poza ramy rachitycznego Partnerstwa Wschodniego. Polityczny priorytet Europy i Polski, polegający na przesuwaniu na Wschód strefy stabilności, demokracji, państwa prawa i wolnego rynku, ustępuje partykularnym interesom Niemiec i Francji.
Symbolem egoizmu mocarstw jest z jednej strony niemiecko-rosyjska współpraca w budowie gazociągu północnego, a z drugiej (ostatnio) sprzedaż przez Francję okrętów desantowych Rosji. Nie dziwi więc, że mocarstwa europejskie zablokowały na najbliższe lata możliwość rozszerzenia struktur euroatlantyckich o Ukrainę i Gruzję. Najwyraźniej ważniejsze są interesy ich euroazjatyckiego partnera – Moskwy.
[srodtytul]Pazerność wielkich[/srodtytul]
Pazerność wielkich państw powoduje, że składa się na ołtarzu mamony bezpieczeństwo energetyczne Europy. Wszystko wskazuje na to, że UE nie będzie realizować wspólnej polityki energetycznej z prawdziwego zdarzenia, w której państwa unijne wspólnie negocjowałyby z Moskwą warunki dostaw surowców energetycznych. To wyjątkowo zła wiadomość dla Polski, gdyż oznacza, że Rosja nadal stosować będzie politykę szantażu małych i średnich państw UE. Bezpieczeństwo energetyczne jest zaś sprawą o kluczowym znaczeniu dla rozwoju naszego kraju w najbliższych dziesięcioleciach.
Objęcie teki komisarza ds. przemysłu i energetyki przez Niemca Güntera Oettingera dodatkowo wzmaga pesymizm. Podczas przesłuchania w PE Oettinger zapytany przez Konrada Szymańskiego (PiS) o zajęcie się przez KE sprawą klauzul przeznaczenia w kontraktach gazowych z Rosją uniemożliwiających odsprzedawanie nadwyżek gazu na rynku europejskim stwierdził, że ma mały wpływ na rozwiązanie tego problemu. Taka deklaracja to oczywista zapowiedź braku zainteresowania wolnym i wspólnym europejskim rynkiem energii.
Niemiecki komisarz nie pozostawił Polakom żadnych złudzeń. Jasno stwierdził, że byłoby błędem zatrzymywanie bądź opóźnianie budowy gazociągu północnego. Poprzednik Oettingera Andris Piebalgs wręcz popierał tę inwestycję, uznając, że poprawia ona bezpieczeństwo UE. Komisja Europejska zlekceważyła zupełnie przyjęty większością głosów przez PE raport posła Marcina Libickiego, który wskazywał liczne zagrożenia związane z budową gazociągu, w tym dotyczące wysokich kosztów, co dotkliwie odbije się na portfelach konsumentów. Co prawda Barroso niedawno przekonywał polskich eurodeputowanych, że KE nie popiera budowy tego gazociągu, ale analizując wszelkie znane nam fakty, trudno ufać tym zapewnieniom.
Również niewielkim pocieszeniem są słowa poparcia dla budowy gazociągu Nabucco wypowiedziane przez Oettingera podczas przesłuchania na forum Parlamentu. Nic nie wskazuje na to, by poparcie wychodziło poza sferę pustych deklaracji, skoro KE jednocześnie przymyka oko na bilateralne porozumienia Rosji z krajami UE w sprawie konkurencyjnego dla Nabucco projektu South Stream (którego zaawansowanie, mimo późniejszego startu, jest znacznie większe).
[srodtytul]Ekologiczny rachunek[/srodtytul]
Niewiele dobrego można się spodziewać także po Connie Hadegaard, komisarz ds. klimatu. Zapowiedziała ona, że UE w dłuższej perspektywie będzie musiała zrezygnować z węgla, oraz sceptycznie odniosła się do tzw. czystych technologii węglowych (CCS). Jeśli jej postulaty, autoryzowane przez Barroso, wejdą w życie, Polskę czeka gospodarcza katastrofa. W naszym kraju produkcja niemal 96 proc. energii elektrycznej oparta jest na węglu. Rezygnacja z tego surowca oznacza konieczność wpompowania kilkuset miliardów euro w przestawienie całego sektora energetycznego i w efekcie drastyczne zmniejszenie konkurencyjności polskiej gospodarki.
Beneficjentami takiej transformacji będą oczywiście stare kraje UE, które sprzedając nam „czyste technologie”, zrobią kosztem Polski doskonały interes. Czym Polska miałaby zastąpić swój węgiel? Czy przypadkiem nie rosyjskim gazem sprzedawanym za pośrednictwem niemieckiego rurociągu i francuskimi technologiami jądrowymi?
A zatem „szlachetna” walka z globalnym ociepleniem, którego oczywistym dowodem są trzydziestostopniowe mrozy czy zalegające tygodniami hałdy śniegu, może na długie lata uczynić z Polski ubogiego krewnego starej Europy. Niezależnie bowiem od zasadności działań podejmowanych w reakcji na zmiany klimatyczne trzeba pamiętać, że w grę wchodzą ogromne pieniądze, a ekologiczne hasła często są parawanem dla interesów koncernów oraz rządów.
Zadałem pytanie nowej komisarz, czy ogromnym wydatkom, jakie musi ponieść Polska w porównaniu z krajami starej „15” na unijną politykę klimatyczną, nie powinny towarzyszyć działania osłonowe? Odpowiedziała grzecznie, ale stanowczo, że nie. Jest to temat, któremu, działając w PE, poświęcam wiele uwagi.
[srodtytul]Bariery pozostają[/srodtytul]
Optymizmem nie napawa również powołanie na stanowisko komisarza ds. rynku wewnętrznego Michela Barniera, przedstawiciela Francji – kraju najbardziej sprzeciwiającego się powstaniu wspólnego rynku usług. Barnier ma odpowiadać za jego liberalizację, ale zważywszy na fakt, że nie planuje on dokonywania w tym celu stosownych zmian prawnych, można się spodziewać raczej procesu odwrotnego.
A przecież oczywiste jest, że pełne uwolnienie tego rynku jest z punktu widzenia Polski podstawowym priorytetem. Przyjęta niedawno przez UE dyrektywa usługowa została pod naciskiem Francji zdecydowanie „rozwodniona”: utrzymano liczne bariery administracyjne oraz poszerzono zakres wyłączeń obowiązywania tej dyrektywy. Mimo pięknych słów o stworzeniu wspólnego rynku usług (będącego kluczowym postulatem strategii lizbońskiej) pozostawiono liczne ograniczenia i bariery. Przegrali europejscy konsumenci i polscy przedsiębiorcy, a wygrały wielkie korporacje bojące się konkurencji z nowych krajów unijnych.
[srodtytul]Samotny Lewandowski[/srodtytul]
Komisja Europejska ma aż siedmiu wiceprzewodniczących, ale polski komisarz Janusz Lewandowski nie należy do tego grona. Nie uzyskaliśmy stanowiska wiceprzewodniczącego KE w rozpoczynającej się kadencji, podobnie jak nie dysponowaliśmy nim w kadencji poprzedniej. Jest to porażka Polski, która należy przecież do grona największych państw UE.
Kryzys i coraz większy egoizm najbogatszych krajów unijnych nie pozwolą na zaspokojenie słusznych interesów nowych państw UE, szczególnie podczas procesu tworzenia i podziału nowego budżetu Unii. Mocarstwa przeforsują zapewne korzystne dla ich gospodarek przesunięcia znacznej części unijnego budżetu na rzecz wydatków związanych z polityką klimatyczną oraz innowacyjną gospodarką.
Taka polityka będzie napędzać głównie ośrodki naukowe w krajach starej Unii oraz wielkie koncerny europejskie.
Spowoduje to ograniczenie wydatków na politykę spójności – czyli wyrównywanie barier rozwojowych w nowych krajach unijnych (tzn. inwestycje w infrastrukturę, autostrady, kolej, telekomunikację, edukację, rozwój wsi i rozmaite fundusze społeczne).Janusz Lewandowski, mimo znajomości polskich priorytetów, po prostu nie będzie w stanie zapobiec tym procesom. Zwiastunem tego było przesłuchanie w Parlamencie Europejskim, podczas którego zapowiedział, że więcej środków ze wspólnego budżetu trzeba będzie przeznaczyć na politykę klimatyczną i innowacje. Nie będzie on również, niestety, w stanie skutecznie lobbować za zwiększeniem budżetu UE.
[srodtytul]Co z racją stanu[/srodtytul]
Trudno nie zgodzić się z publicystą „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Nicolasem Bussem, że procedura powoływania do życia nowej Komisji po raz kolejny pokazała, jak w Unii Europejskiej walka o władzę i partykularne interesy realizowana jest kosztem dobra wspólnego („FAZ”, 8.02.2010). Obecny układ sił w KE nie gwarantuje właściwego wsparcia interesów wspólnotowych, a zatem także polskich. Komisja pod przewodnictwem Jose Manuela Barroso zmierza w kierunkach, które trudno pogodzić z interesami Europy jako całości (a zatem i Polski). W szczególności chodzi o interesy geopolityczne (polityka wschodnia), ekonomiczne i dotyczące bezpieczeństwa energetycznego.
Część winy leży jednak po naszej stronie. Rządzący dziś w Polsce politycy Platformy nie potrafili doprowadzić do ponadpartyjnego porozumienia w ich realizacji. Wynika to w dużej mierze z faktu, że część naszej klasy politycznej odnosi się lekceważąco do własnych narodowych interesów. Obawiam się, że racja stanu nie zawsze jest zasadniczą wytyczną polityki polskiego rządu. Jeśli nie uda się nam tego szybko zmienić, Polska nie stanie się ważnym graczem na europejskiej szachownicy i spełniać będzie funkcję pionka mocarstw.
Te gorzkie często obserwacje dotyczące strategicznych dla Polski spraw rzadko pojawiają się na łamach większości naszych mediów. Zamiast tego pasjonują się one śledzeniem frekwencji polskich europosłów, która ma być jedynym dowodem ich zaangażowania w najważniejsze dla Polski i Europy sprawy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA