fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Uzależnieni od śmierci

Canal+
Film Kathryn Bigelow zdobył na początku lutego dziewięć nominacji do Oscara, tyle ile słynny „Avatar”. W pełnym napięcia thrillerze iracka wojna działa na bohaterów jak narkotyk. I daje kopa, który może zabić
Od 2007 roku w Stanach Zjednoczonych powstało już kilka filmów o konsekwencjach amerykańskiej interwencji w Iraku i walki z terroryzmem („Królestwo”, „Ukryta strategia”, „Cena odwagi”, „Transfer”).
Najważniejsze z nich to: „W dolinie Elah” Paula Haggisa i właśnie „The Hurt Locker. W pułapce wojny” Kathryn Bigelow (na zdjęciu – na dole z prawej). Pokazują, że wojny po 11 września nie można opisać w kategoriach starcia, które prowadzi do moralnej wyższości zwycięzcy nad pokonanym. Współczesne konflikty zbrojne nie hartują ducha żołnierzy, ale wypaczają ich psychikę.
Film zaczyna się jak rasowy thriller – od wybuchu. Eksploduje ładunek na ulicach Bagdadu. Ginie doświadczony dowódca oddziału saperów. Na jego miejsce zostaje oddelegowany sierżant William James (Jeremy Renner). Sympatyczny chłopak. Chciałoby się z nim usiąść w barze i wypić piwo. Tyle że w zachowaniu Jamesa jest coś niepokojącego. Wojnę traktuje jak przygodę. Pcha się w najbardziej niebezpieczne miejsca, nie oglądając się na kolegów z oddziału.
Podświadomie czekamy na moment, w którym ktoś lub coś poskromi jego kowbojską fantazję. Sprawi, że się opamięta. Może będzie to dramat rannego kolegi? A może chwila, w której wyjmuje bombę z rozprutego ciała kilkuletniego chłopca?
Jednak sierżant James nie potrafi żyć bez adrenaliny i ryzyka. W obozie śpi na łóżku polowym, pod którym zgromadził części rozbrojonych bomb. Po powrocie do domu mówi do synka: „Każdy ma w życiu jedną lub dwie rzeczy, które kocha. Mi została już tylko jedna”. I rusza na kolejną misję.
Dzieło Kathryn Bigelow jest wstrząsające nie dlatego, że pokazuje piekło służby saperów w Iraku, gdzie na każdym rogu czai się śmierć w postaci bomby pułapki. Robi piorunujące wrażenie, bo sugestywnie przedstawia wojnę jako narkotyczny złoty strzał. Forma znakomicie współgra z treścią. „The Hurt Locker...” sfilmowany jest jak reportaż, w stylistyce bliskiej paradokumentowi. Tak jakby Bigelow chciała podkreślić, że nie interesuje jej ani moralna ocena działań saperów ani kontekst polityczny irackiej interwencji. Liczą się jedynie fakty z życia żołnierzy.
Fabuła podporządkowana jest regułom dreszczowca. Składa się niemal wyłącznie z epizodów, w których James i jego koledzy walczą z czasem, by rozbroić ładunek. A jeśli już dochodzi do wybuchu, ruch w kadrze zwalnia, aby widać było każdą cząsteczkę niesioną przez podmuch eksplozji. Ta kondensacja akcji połączona z estetyką obrazów wojny zamienią opowieść w niepokojąco efektowny spektakl. Tu kryje się przewrotność filmu Bigelow. Choć obnaża mechanizm uzależnienia, nie pozwala widzowi się zdystansować. Wciąga jak thriller.
I na tym polega uwodzicielska siła wojny. Jest niebezpieczna, ale biorącym w niej udział mimo wszystko sprawia przyjemność, której nie da się z niczym porównać. Powrót do normalności bywa później niemożliwy. W jednej z najlepszych scen „The Hurt Locker...” sierżant James – już po powrocie do domu – staje przed gigantycznymi regałami w supermarkecie. Kiedy w Bagdadzie, ubrany w kilkudziesięciokilogramowy kombinezon, rozbrajał bomby, działał jak w transie, podejmując decyzję w ułamku sekundy. Gdy ma wybrać płatki śniadaniowe dla synka, wydaje się sparaliżowany.
Zdjęcia Canal+ Film
[i]The Hurt Locker. W pułapce wojny | 20.00 | canal+ | 23.35 | canal+ film | SOBOTA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA