fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Towarzysz podróży (nie)mile widziany

rp.pl, Regina Skibińska reg Regina Skibińska
W ciepłych krajach nie tylko rośliny rosną bujnie. Zwierzęta też, i to nie tylko te, dla których przejechaliśmy kawał świata. Pająki, karaluchy i szczury są tam wyjątkowo dorodne.
[wyimek][b]Masz uwagi? Chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami? [link=http://blog.rp.pl/zwierzeta/2010/02/15/towarzysz-podrozy-niemile-widziany/" "target=_blank]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Karaluchy pod poduchy – to powiedzenie nabrało dosłowności, gdy przemieszczałam się po Indonezji, gdzie nocowałam w tanich hotelach i guesthousach. Dorodne okazy wielkości męskiego kciuka wyłaziły ze wszystkich zakamarków, więc przed zaśnięciem sprawdzałam, czy jestem dokładnie przykryta moskitierą. Gorzej było w indyjskich pociągach. Tam kontaktów z tymi stworzeniami nie dało się uniknąć, a regularnie robiły one wycieczki po siedzeniach i podłogach w poszukiwaniu resztek posiłków, beztrosko strzepywanych z talerzy przez pasażerów.
[srodtytul] Gdy karaluchy robią ósemki[/srodtytul]
W przyrodzie wszystko ma sens. Nawet te powszechne nielubiane owady czasem są bardzo pożyteczne, przynajmniej z punktu widzenia podróżnika. Michał Guć, który z żoną i synkiem objechał kawał świata, wspomina dziwne zachowanie karaluchów w hotelu w tureckim mieście Dogubayazit.
- Normalnie zwierzaki te, kiedy wychodzą ze swoich kryjówek, poruszają się raczej sprawnie wędrując po pokoju i szukając pożywienia - opowiada Michał Guć - Tym razem jednak nasi „towarzysze” zachowywali się co najmniej dziwnie. Karaluchy wychodziły z dziury znajdującej się pod sufitem naprzeciw mojego łóżka, zataczały kółka lub ósemki po ścianie i wracały do punktu wyjścia. Obserwowałem je przez dobre pół godziny, zastanawiając się nad tymi nietypowymi zwyczajami, w końcu zasnąłem. Godzinę później silny wstrząs podrzucił mnie w górę. Spadłem na ziemię czując, jak pokój trzęsie się we wszystkich kierunkach. Światło nie działało. Złapałem za rękę żonę, pod pachę synka i po omacku wydostaliśmy na ulicę. Owinięci w prześcieradła, spędziliśmy tam czas do rana z mieszkańcami miasteczka, w obawie przed kolejnymi wstrząsami. Zagadka zachowania karaluchów została wyjaśniona.
[wyimek]Karaluchy wychodziły z dziury znajdującej się pod sufitem naprzeciw mojego łóżka, zataczały kółka lub ósemki po ścianie i wracały do punktu wyjścia[/wyimek]
W Turcji o ciekawe i wyrośnięte okazy fauny też jest tam łatwo. Nie tylko karaluchy. Maciek Golan przypadkiem przywiózł żywą pamiątkę do Polski. – W Kapadocji po polu namiotowym biegały wielkie, czarne pająki. Tak na oko dwukrotnie większe od naszych kątników. Jeden z nich upodobał sobie mój plecak – wspomina Maciek. - Zbierając się z pola namiotowego byłem pewien, że lokatora zostawiłem. Jakże wielkie było moje zdziwienie, jak pająk wypadł w łazience, gdy pakowałem rzeczy do pralki. Został wypuszczony na trawnik na warszawskim osiedlu Służew nad Dolinką.
[srodtytul]Tupot owłosionych nóżek[/srodtytul]
Nie wszystkie duże pająki są niebezpieczne, a o niektórych trudno nawet powiedzieć, żeby były brzydkie. Na plantacji kawy na Jawie spotkałam siedzącego na ponad metrowej pajęczynie prześlicznego pająka wielkości męskiej dłoni. Zwierzątko miało włochaty tułów w paski, wyłupiaste oczy i czarno-żółte odnóża. Nie tylko ja nie mogłam od niego oderwać wzroku.
Mniej przyjemnie jest, kiedy duży pająk „atakuje” nasze terytorium. Marcin Kadłubowski, który w czasie deszczowej podróżował z żoną Agnieszką po Laosie, wspomina pobyt w całkiem niezłym hotelu.
- Z bocznej kieszeni wyciągam zatęchłą kurtkę przeciwdeszczową, a tu nagle PAC!!! Na podłogę z kieszeni plecaka wypada jakieś monstrum na ośmiu owłosionych nogach i zaczyna pospiesznie zwiedzać nasz pokój. Patrzę po sobie i powoli ogarnia mnie panika - opowiada Marcin, z zawodu biolog, przyzwyczajony do widoku różnych zwierząt - Stoję w podwiniętych spodniach i sandałach, podczas gdy po podłodze ochoczo biega ogromny pająk. Wyobraźnia w takich sytuacjach potrafi płatać figle, jestem prawie pewien, że słyszę tupot jego wielkich nóg na drewnianej podłodze.
W tym dramatycznym momencie Marcinowi w jednej chwili minęły wszelkie wątpliwości dotyczące ochrony zwierząt i zagrożonych gatunków. Walka zakończyła się zwycięstwem Marcina, który od tamtego czasu nigdy nie zostawia otwartego plecaka na podłodze pokoju, a gdy otoczenie jest trochę bardziej „naturalne”, to zabiera plecak ze sobą do łóżka i chowa pod moskitierą.
[srodtytul]Nie taka iguana straszna…[/srodtytul]
Gdy myślimy o gadach, najczęściej mamy przed oczami ogromne dusiciele lub inne niecodzienne „potwory”, widziane w terrariach ogrodów zoologicznych. Trudno sobie wyobrazić spotkanie oko w oko z takim stworzeniem, nawet gdy jedziemy w miejsca, gdzie takie gady występują naturalnie.
Agnieszka i Marcin Kadłubowscy przeżyli takie spotkanie z iguaną w Belize.
- Ułożyłem się w hamaku, biorąc ze sobą książkę i buteleczkę Belikin Beer. Krótka lektura po chwili zmieniła się w krótką drzemkę – wspomina Marcin. - W pewnym momencie słyszę, jak Agnieszka mówi do mnie szeptem „Teraz spokojnie, bardzo powoli odwróć się za siebie i zobacz. Tylko nie panikuj”. Powoli odwróciłem głowę i po ułamku sekundy stałem przy drzwiach od naszego domku, nerwowo szarpiąc za klamkę. Ponad metrowa jaszczurka już zniknęła, ale pojawiała się w kolejnych dniach, gdy wyrzucaliśmy - zgodnie z zaleceniem naszej gospodyni - skórki od pomarańczy i resztki innych owoców.
Maciek Golan trochę czasu spędził Florydzie. Tam żyjących na wolności gadów miał pod dostatkiem. A to krokodyl wylegiwał się na asfalcie, a to grzechotnik zawitał do pokoju… - Nie wiem, jak tam wlazł – opowiada Maciek – Ale był bardzo zdenerwowany. Grzechotka latała mu na boki. Wywiozła go wyspecjalizowana jednostka strażacka.
Grzechotniki lubią grzać się w pobliżu siedzib dużych zwierząt, więc biwakowanie w niedomkniętym namiocie w terenach, gdzie one występują, może zakończyć się pobudką w bliskim sąsiedztwie gada. Ponoć takie kontakty nie są aż tak niebezpieczne, jak pozornie się wydają: grzechotniki przyzwyczajone są do tego, że zwierzęta wiercą się w czasie snu, więc nie reagują agresją, gdy przypadkowo się je uderzy czy potrąci. Tyle że mało kto ma ochotę osobiście się o tym przekonywać.
[srodtytul] Gryzonie budzące grozę[/srodtytul]
Spotkanie ze szczurem wspomina prawie każdy, kto był w Indiach. Podobno każdy na świecie ma „swojego” szczura, ale w Indiach przypada ich chyba po kilka na głowę każdego mieszkańca, a tych ostatnich jest przeszło miliard. Do dorodnych gryzoni na ulicach i w rynsztokach zdołałam się przyzwyczaić po kilku dniach pobytu w tym państwie, ale to, co zobaczyłam na dworcu w Rajpurze, przypominało scenę z horroru. Nad peronami wznosiła się metalowa konstrukcja, po której – nad głowami i obok podróżnych – biegały hordy upasionych szczurów. Tłustych gryzoni tych pełno było też na torach, zamiatanych pieczołowicie przez drobną, wychudzoną kobietę. Miałam wrażenie osaczenia przez gryzonie.
Podobne wspomnienia z pobytu w Indiach ma Edyta Talacha. - W Bangalore postanowiłam obejrzeć wschód słońca. Weszłam na dach – mówi - Gdy podziwiałam słońca wysuwające się zza horyzontu, usłyszałam dziwne hałasy dobiegające na ulicy. Myślałam, że to człowiek, ale nie - ulica była kompletnie pusta. Nie licząc ogromnej hordy szczurów, która akurat zrobiła sobie defiladę. Takich ogromnych egzemplarzy nigdy nie widziałam.
Edyta spotykała też szczury w hotelach i restauracjach. W Madrasie w niskobudżetowym hotelu nie dawał jej spać podejrzany hałas dobiegający z kosza na śmieci po zgaszeniu światła. Po zapaleniu światła – cisza. Po kilkakrotnym włączeniu i wyłączeniu światła Edyta odkryła źródło dziwnych dźwięków. To szczur próbował po ciemku wskoczyć do kosza na śmieci. Taki widok nie przeraził Edyty, która wielokrotnie podróżowała po Indiach. Po tym, gdy zobaczyła, jak przydrożnej knajpie szczury biegają między garnkami, szczur w pokoju hotelowym nie zrobił na niej wrażenia.
[wyimek]Zastanawialiśmy się co za dziwne kawałki kabli wiszą pod sufitem i po co kable we wsi, w której nie ma elektryczności. Okazało się, że to ogony szczurów siedzących na bambusowej podsufitce[/wyimek]
Zwierzęta te w ogóle dobrze się mają chyba w całej Azji Południowo-Wschodniej. Napotkane tam gryzonie nie wykazują żadnego lęku przed ludźmi. W Yogyakarcie w Indonezji wracałam do domu czystą, wąską uliczką. Gdy zobaczyłam przed sobą parę kotów, schyliłam się, żeby je pogłaskać. W ostatniej chwili cofnęłam rękę , gdyż futrzaki okazały się szczurami.
- Długo zastanawialiśmy się co za dziwne kawałki kabli wiszą pod sufitem i po co kable we wsi, w której nie ma elektryczności - tak wspominają pobyt w prowincji Phongsali w Północnym Laosie podróżnicy Anna i Jakub Urbańscy - okazało się, że to ogony szczurów siedzących na bambusowej podsufitce.
[srodtytul]Tych zwierząt nie mamy na co dzień[/srodtytul]
Na szczęście nie tylko takie spotkania trafiają się podczas wojaży. Można tez spotkać „ciekawsze” zwierzęta, których nie ogląda się na co dzień. Michał Guć ma bogate doświadczenia z licznych podróży.
- W Tanzanii wybraliśmy się na safari obejmujące między innymi Park Narodowy Serengeti. Wrażenia były niesamowite, zarówno w dzień, jak i w nocy. Wieczorami siedząc w kręgu ogniska widzieliśmy kilkadziesiąt metrów od nas świecące oczy zwierząt. W nocy leżąc w śpiworach słyszeliśmy nieopodal ryki lwów – Michał Guć wspomina swoją afrykańską odyseję - Miałem wiec niemały problem, kiedy w środku nocy okazało się, że muszę opuścić namiot „za potrzebą”. Kiedy odsunąłem suwak namiotu i wystawiłem głowę na zewnątrz, w odległości 20 cm od mojej twarzy zobaczyłem pysk hieny. Nie wiem kto był bardziej zaskoczony, w każdym razie oboje zrobiliśmy w tył zwrot.
Czasem strach ma wielkie oczy. - W szwajcarskich Alpach nie zmrużyłem oka przez całą noc myśląc, że pod tropikiem namiotu węszą niedźwiedzie – opisuje Michał Guć dawne obawy- Rano okazało się że to świstaki.
Też przeżyłam w Alpach chwile grozy. Nocowałam w schronie, po którym całą noc „coś” buszowało. Tajemnicze zwierzę kilka razy przebiegło po moim śpiworze, ale dźwięków nie wydawało żadnych. Nakryłam się po czubek głowy i z lękiem przetrwałam do świtu. O poranku zobaczyłam piękny ogon popielicy uciekającej na dach.
Niekiedy niepokój wywołują dziwne dźwięki. Na Bali nocowałam w stojącym na ogromnym podwórku osamotnionym bungalowie, otoczonym dziwnymi rzeźbami o powykrzywianych twarzach. Panowały egipskie ciemności i zupełna cisza. Nagle przy samej ścianie domku usłyszałam przytłumione szczekanie. W pierwszej chwili zamarłam, dopiero w kolejnej uświadomiłam sobie, że to gekony – nieduże jaszczurki o donośnym głosie.
[wyimek]Kozy próbowały się wdrapać się na namiot i skutecznie obiekt trójwymiarowy przetransformowały dwuwymiarowy[/wyimek]
A bywa, że małe i niegroźne stworzenia potrafią narobić całkiem sporo hałasu.
- Na Filipinach pewnej nocy obudził nas dźwięk, jakby za ścianą ktoś próbował przepiłować metalową beczkę – opowiada Michał Guć. - Najpierw próbowaliśmy udawać, że nas to nie dotyczy, ale hałas tak duży, że nie dało się spać. Po dłuższych poszukiwaniach znaleźliśmy w kącie łazienki 2-cm świerszczyka, który był winny całego zamieszania. Cykady, którym zawdzięczamy tak romantyczny nastrój wieczorem, mogą, jak się okazuje, generować również negatywne doświadczenia. W tym przypadku, oprócz tego że cykada jest głośna, betonowa łazienka działała jak pudło rezonansowe.
[srodtytul] Swojskie zwierzęta hodowlane[/srodtytul]
Swojskie zwierzęta hodowlane to żadna atrakcja w dalekiej podróży. Chyba, że spotka się je w dziwnych okolicznościach. Niejeden turysta salwował się ucieczka przed byczkiem napotkanym w ukraińskich czy rumuńskich górach. Podobno jest to mitem, że czerwony kolor wywołuje w bykach agresję, ale gdy wędrując po karpackich połoninach w czerwonej kurtce napotykałam byczki, znacząco wyrażające niepokój poprzez nerwowe ruchy tylnej kończyny, na wszelki wypadek wolałam schodzić im z pola widzenia, regularnie nadkładając w ten sposób drogi.
Łagodne kozy z kolei potrafią nieźle narozrabiać. Po hucznej imprezie w Mongolii państwo Guciowie zostali zaproszeni na nocleg w jurcie. Gdy następnego dnia wrócili do swojego namiotu, zobaczyli, że z pogiętym stelażem leżał on płaściutko na ziemi. - Kozy biorąc go za głaz próbowały się na niego wdrapać i skutecznie obiekt trójwymiarowy przetransformowały dwuwymiarowy. Stelaż udało się wyprostować, ale pozostały na nim ślady tej przygody, które przypominają nam zawsze o wakacjach w Mongolii – wspominają.
Przyjaźniejsze kozy trafiły się rodzinie Guciów w Jordanii, gdzie nocowali u miejscowej rodziny namiocie z wielbłądziej wełny. - Oprócz ludzi podczas noclegu towarzyszyła nam malutka kózka – opowiada Michał Guć - Miała obandażowaną szczękę i prawdopodobnie to właśnie choroba była powodem, dla którego pozwolono jej przebywać nocą w namiocie z ludźmi. Kózka z chorymi zębami jest dla naszego syna, który wtedy miał dwa lata, pierwszym wspomnieniem z podróży, które zapamiętał.
[i] Masz pytanie, napisz do autorki [mail=r.skibinska@rp.pl]r.skibinska@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA