fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Rzecznik CBA pod lupą biura

Jacek Dobrzyński, kiedy był rzecznikiem policji w Białymstoku, miał się kontaktować z mężczyzną, przeciwko któremu toczyło się śledztwo
PAP, Paweł Supernak Paweł Supernak
Centralne Biuro Antykorupcyjne sprawdzało, czy Jacek Dobrzyński przekazywał informacje podejrzanemu
Kwestia domniemanego przekazywania informacji przez Dobrzyńskiego wyszła przez przypadek przy okazji śledztwa w sprawie korupcji w suwalskim biurze TVP SA.
Dokumenty tej sprawy są jawne w związku ze skierowaniem aktu oskarżenia do Sądu Rejonowego w Suwałkach.
Wynika z nich, że na szefa tego biura TVP wpłynęło doniesienie do CBA od jednej ze współpracujących z telewizją producentek prywatnych. Powiadomiła ona, że Andrzej Sz. regularnie pobiera od niej procent od wypłacanych jej przez telewizję pieniędzy za zrealizowane materiały. CBA zdecydowało się objąć Sz. kontrolą operacyjną i 12 lutego 2008 roku założyło mu podsłuch.
[srodtytul]Pijany za kierownicą[/srodtytul]
Równo miesiąc później ktoś zadzwonił na policję w Suwałkach z telefonu na kartę pre-paid i poinformował, że Andrzej Sz. pije alkohol i przypuszczalnie zamierza potem prowadzić służbowy samochód. Policjanci urządzili zasadzkę. Zatrzymali auto. Od prowadzącego je Sz. wyraźnie było czuć woń alkoholu, a on sam bełkotał.
[wyimek]Na wykorzystanie dowodów nie zgodził się ówczesny prokurator krajowy [/wyimek]
Odmówił dmuchania w alkomat, dlatego policjanci zaprosili go do radiowozu. Tam Sz. miał proponować im łapówkę, a kiedy to nie poskutkowało, zaczął się wyrywać. Podobnie było na pogotowiu, dokąd policjanci go zawieźli w celu pobrania krwi. Stawiał tak zdecydowany opór, że nie dało mu rady czterech funkcjonariuszy i musiano wezwać jeszcze dwóch.
Wkrótce potem Sz. zatelefonował do Jacka Dobrzyńskiego, który pełnił wtedy funkcję rzecznika prasowego komendanta wojewódzkiego w Białymstoku. Ponieważ była późna noc, Dobrzyński nie odebrał. Sz. wysłał więc do niego esemesa z prośbą o kontakt. Dobrzyński oddzwonił następnego dnia rano. Wiedział już o zajściu w Suwałkach. – Poddaj się bez walki – doradził Sz. Dobrzyński.
Sz., widząc, że sam nic nie wskóra, zaczął szukać dojść do Dobrzyńskiego przez innych znajomych, głównie Krzysztofa Kapustę, rzecznika suwalskiej policji, oraz dziennikarza TVP Białystok Grzegorza Sawickiego – dobrych znajomych ówczesnego rzecznika białostockiej policji.
[srodtytul]Przeciek?[/srodtytul]
Ze stenogramów podsłuchów wynika, że Sz. zdawał sobie sprawę, iż nie uniknie odpowiedzialności za jazdę po pijanemu i straci prawo jazdy. Zabiegał jednak o to, by nie postawiono mu innych zarzutów: próby korupcji, stawiania oporu wobec funkcjonariuszy i znieważenia policjantów.
CBA nagrało liczne rozmowy Sz. z Sawickim i Kapustą. Zaczęło podejrzewać, że policjanci mogą przez obu przekazywać Sz. informacje ze śledztwa, które poszerzono o nowe wątki – związane z zatrzymaniem Sz. po pijanemu. Zwłaszcza że z rozmów wynikało, iż panowie mogli nabrać podejrzeń, że stali się przedmiotem zainteresowania służb specjalnych. Wspominano m.in. o tym, by nie rozmawiać przez telefon.
CBA ustaliło też, że Sawicki miał pojechać do prywatnego domu Dobrzyńskiego i nieoficjalnie spotykał się z Kapustą.
O tym, że informacje ze śledztwa wyciekają, agenci CBA przekonali się z billingów Sz. Okazało się, że zadzwonił na numer pre-paid (prawdopodobnie, by ustalić, kto na niego złożył donos), z którego dzwoniono na policję z informacją, że będzie prowadził pod wpływem alkoholu.
W aktach w Suwałkach we wniosku o przedłużenie śledztwa przeciwko Sz. jest informacja, że miano nim objąć również policjantów: „Dokonać analizy dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego pod kątem podjęcia decyzji w przedmiocie ewentualnego przedstawienia zarzutów popełnienia przestępstw ustalonym personalnie funkcjonariuszom policji”. Z cytowanych w piśmie paragrafów wynika, że chodzi o ujawnienie tajemnicy służbowej.
[srodtytul]Prokurator nie pozwala[/srodtytul]
Nigdy jednak do tego nie doszło. Dlaczego? Jak ustaliła „Rz”, na wykorzystanie zgromadzonych dowodów nie zgodził się ówczesny prokurator krajowy Marek Staszak. Zgodnie z obowiązującym prawem, by można było wykorzystać dowody przestępstwa zgromadzone podczas podsłuchu w innej sprawie, potrzebna jest zgoda następcza. Bez niej można wykorzystać jedynie fragmenty podsłuchów dowodzące przestępstwa, które podejrzewano, zakładając podsłuch. Brak zgody Staszaka na wystąpienie do sądu o zgodę następczą spowodował, że nie można było kontynuować wątku śledztwa dotyczącego policjantów.
Sam Dobrzyński zapewnia, że jest niewinny. – Nigdy nie przekazywałem żadnych informacji ze śledztwa bezpośrednio ani pośrednio Andrzejowi Sz. Nie interweniowałem też w jego sprawie. Musiałbym być szalony. Każdy policjant wie, że coś takiego oznacza koniec kariery w policji – mówi „Rz”.
Były prokurator krajowy Marek Staszak odmawia rozmowy o tej sprawie. – Wszystkie kwestie ze stosowaniem kontroli operacyjnej są tajne. Nie mogę o tym mówić – ucina Staszak.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA