fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

PiS: to nie nasza afera

Jarosław Kaczyński stawił się w piątek przed komisją w towarzystwie byłego rzecznika swojego rządu Jana Dziedziczaka (trzeci z prawej) i rzecznika PiS Mariusza Błaszczaka (drugi z prawej). Przesłuchanie byłego premiera trwało sześć godzin
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Ta komisja nie powinna się nami zajmować – uważa Jarosław Kaczyński
Prezes PiS stanął w piątek przed hazardową komisją śledczą. Posłowie wezwali go głównie po to, by zapytać o zabiegi, jakie wokół ustawy hazardowej toczyły się za jego rządów. Szczególnie zaś wokół projektu, który trafił do obróbki rządowej za pośrednictwem ówczesnego wicepremiera Przemysława Gosiewskiego.
Jak się potem okazało, był to projekt, który powstał nie w samym rządzie, lecz w Totalizatorze Sportowym. Posłowie PO zwracają zaś uwagę, że Totalizator jest jednym ze znaczących graczy rynku hazardowego.
– Wszystkie procedury zostały zachowane. Nie widzę żadnego złamania prawa. Ta ustawa została przygotowana w normalnym trybie – zapewniał były premier. Tłumaczył, że Totalizator jest firmą państwową i jako taka mógł liczyć na przychylniejsze traktowanie niż firmy prywatne. Przekonywał, że współpraca z Totalizatorem nie tylko nie była niczym złym, ale wręcz naturalnym. Zwrócił uwagę, że w tej sprawie niczego niepokojącego nie doszukało się CBA, które przyglądało się jej na polecenie szefa rządu.
Komisję interesowało także, dlaczego rząd PiS rozważał uchwalenie projektu, który w istocie miał umożliwić wprowadzenie na rynek tzw. wideoloterii. Były one nie tylko groźnym rywalem dla automatów o niskich wygranych, czyli tzw. jednorękich bandytów, ale też dużym zagrożeniem dla młodzieży, bo gra na nich mocno uzależnia. Projekt PiS zakładał zaś radykalne obniżenie podatków od tych urządzeń, co miało umożliwić im ekspansję.
Jarosław Kaczyński przekonywał, że obrony jednorękich bandytów, które często wykorzystuje się do prania brudnych pieniędzy, absolutnie nie uważał za swoją misję. Tym bardziej że to właśnie wideoloterie miały się stać dla Totalizatora nowym produktem, dzięki któremu umocni swoją pozycję na rynku. Uzyskane dzięki temu środki miały zaś posłużyć do sfinansowania budowy tak potrzebnej Polsce infrastruktury sportowej.
Prezes PiS przyznał, że dopiero po wybuchy afery hazardowej dowiedział się, że głównym beneficjentem wprowadzenia wideoloterii mogła się stać firma Gtech, która dostarcza sprzęt dla Totalizatora. Kontrakt na te urządzenia mógł być wart nawet 2,5 mld zł. Przy tej skali inwestycji Totalizator mógł zacząć czerpać zyski dopiero po 2012 r. Według Jarosława Kaczyńskiego właśnie te wysokie koszty stały się ostatecznie jedną z przesłanek decyzji, że budowa stadionów będzie finansowana przez państwo, a nie przez Totalizator.
– W sprawie zmian w ustawie hazardowej nigdy nie spotkałem się z żadnymi próbami nacisku, a jedynym powodem zmian było poszukiwanie dodatkowych funduszy – zeznał były premier.
Dodał, że to nie w jego rządzie, lecz w gabinecie Donalda Tuska pojawił się w tej sprawie problem patologicznego lobbingu, któremu decydenci nie byli w stanie się oprzeć.
Tak jak podczas czwartkowego przesłuchania Tuska, tak i w zeznaniach Kaczyńskiego wiele było mowy o byłym szefie CBA Mariuszu Kamińskim.
– Jego odwołanie było nie tylko niezgodne z prawem, ale w istocie było przyznaniem się do winy przez Donalda Tuska – stwierdził prezes PiS. O tym, że premier pospieszył się z dymisją Kamińskiego, pisaliśmy w piątkowej „Rz”.
Kaczyński podkreślił, że odwołanie szefa CBA świadczy o tym, że pod obecnymi rządami stan praworządności w Polsce jest fatalny.
– Ludziom, którym powinno się przyznawać ordery, stawia się dziś zarzuty – tak były premier ocenił oskarżenie Mariusza Kamińskiego o przekroczenie uprawnień w sprawie działań CBA przy tzw. aferze gruntowej.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=k.manys@rp.pl]k.manys@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA