fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Wychować małego jarosza

(autor: NewZ2000)
Flickr
Wegetariańska dieta niesie za sobą spore ograniczenia. Dlatego dzieci niejedzące mięsa powinny być pod stałą opieką lekarza i wykonywać regularnie badania. Rozmawiamy z dr Magdaleną Człapka-Matyasik, specjalistką z zakresu żywienia człowieka i dietetyki.
Zdania na temat tego, czy małe dziecko może zostać wegetarianinem czy nie, są podzielone. Przeciwnicy jarskiej diety uważają, że dziecko powinno jeść mięso, zwłaszcza do zakończenia okresu dojrzewania, czyli mniej więcej do 18-go roku życia, gdyż w tym okresie organizm potrzebuje przede wszystkim żelaza, wapnia i witamin, które są w mięsie, by prawidłowo się rozwijać. Co pani o tym sądzi?
Magdalena Człapka-Matyasik: Nie jestem zwolenniczką tego sposobu żywienia, szczególnie w przypadku dzieci czy kobiet ciężarnych, których potrzeby żywieniowe są znacznie większe. Wegetariańska dieta niesie za sobą spore ograniczenia, np. wchłaniania i przyswajania składników odżywczych i brak mięsa w menu dziecka może być ryzykowny dla zdrowia. Rozróżniamy rożne odmiany wegetarianizmu. Najgroźniejsza dla zdrowia i jednocześnie najbardziej restrykcyjna jest dieta wegańska. Weganie nie jedzą żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego czyli np. mleka, sera, jaj, czasami nawet unikają leków w osłonkach żelatynowych. Biorąc więc pod uwagę zwiększone potrzeby dzieci związane ze wzrostem i rozwojem, trudno być zwolennikiem stosowania przez te grupy tego typu diet.
Jednak są rodzice, którzy nie karmią pociech mięsem. Korzystają z pomocy lekarzy, którzy opracowują dla nich menu. Niektórzy lekarze są zdania, że jeśli potrafimy gotować zdrowo, z użyciem wszystkich potrzebnych składników odżywczych, dziecko może być jaroszem, jeśli nie, lepiej nie wykluczać z jego diety mięsa.
Proszę pamiętać, że gotować zdrowo i według zasad wegetariańskich jednocześnie, oznacza dość trudną sztukę uzupełniania aminokwasów egzogennych (obecnych w produktach pochodzenia zwierzęcego), polegającą na łączeniu odpowiednich produktów mlecznych i zbożowych, komponowania posiłków o zwiększonej przyswajalności np. żelaza. Poza tym odmiany wegetarianizmu różnią się między sobą stopniem restrykcyjności (laktoowowegetarianizm to jedna z mniej restrykcyjnych odmian dopuszczająca spożywanie mleka, jaj i ich przetworów, weganizm zaś jest najbardziej restrykcyjnym sposobem żywienia, eliminującym wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego). Urozmaicona menu wegetariańskie, w którym dopuszczalne jest spożywanie np. nabiału daje możliwość prawidłowego zbilansowania pod względem wartości odżywczej. Należy tu jednak podkreślić, że nie ma takiego produktu spożywczego, który miałby wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Dieta powinna być urozmaicona i różnorodna, a jednostronne spożywanie wąskiej grupy produktów, niezależnie czy są to białka zwierzęce, tłuszcze, czy białko roślinne, prowadzi do niedoborów.
Ale o mięsie niewiele dobrego się mówi. Bywa m.in. przyczyną groźnych chorób, poza tym dieta mięsna zawiera zbyt dużo białka.
Białko występuje zwykle w towarzystwie tłuszczu (tłuste mięsa, wędliny), których tłuszcz będący tłuszczem nasyconym pochodzenia zwierzęcego znacznie bardziej szkodzi niż białka zwierzęce, które regulują procesy przemiany materii oraz wiele funkcji ustroju zapewniając jego prawidłowy stan, stanowią barierę odpornościową organizmu, jako przeciwciała chronią przed działaniem drobnoustrojów, wirusów i innych czynników patogennych, będących zagrożeniami z zewnątrz dla ludzkiego organizmu. Oprócz tego biorą udział w utrzymaniu bilansu wodnego, pomagają w utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej ustroju, spełniają funkcje naprawcze uszkodzonych tkanek, np. gojenie ran, tworzenie blizn, biorą udział przy tworzeniu włosów, paznokci, regeneracji złuszczonych nabłonków skóry. Białka uczestniczą także w procesie widzenia i regulują stężenie metabolitów w komórkach. Zalecenia spożywania białka zwierzęcego w diecie mówią, ze powinno ono stanowić maksymalnie połowę puli białka ogółem (według racji pokarmowych powinno ono występować w jednym posiłku dziennie, oczywiście zależy to od wieku, płci, aktywności, stanu fizjologicznego), obok białka pochodzenia roślinnego. Jeśli zachowamy te proporcje nic nam nie grozi.
Mięso też trudniej strawić.
Procesy trawienne są naturalnymi, wynikającymi z fizjologii przewodu pokarmowego mechanizmami zachodzącymi w zdrowym przewodzie pokarmowym, mamy tam enzymy, które trawią odpowiednio białka, tłuszcze i węglowodany. Nadmiar mięsa, jak zresztą innych produktów może szkodzić. Mówi się też, że mięso zalega w żołądku.
Zaleganie pokarmów w żołądku wynika z ich strawności, przysłowiowa „fasolka po bretońsku” zalegać będzie znacznie dłużej niż porcja chudego mięsa zjedzonego z surówką i dodatkiem skrobiowym bez sosu.
O czym powinni pamiętać rodzice wychowujący małego jarosza?
By być pod stałą opieką lekarza, wykonywać regularnie badania i karmić różnorodnie. Nie ma idealnego zastępnika mięsa, najbardziej zbliżone składem aminokwasowym są produkty sojowe, ale podawanie ich zbyt małym dzieciom (6 miesięcznym, po odstawieniu od piersi) to zbyt wczesna pora. Trzeba wiedzieć, że soja obecna na rynku jest prawdopodobnie w większości modyfikowana, poza tym należy do produktów często alergizujących. Mały jarosz powinien dostawać m.in. produkty, które zawierają białko, np. ziarna zbóż, zielone warzywa, fasolę.
Czy niejedzenie mięsa ma zalety?
U kobiet w okresie menopauzy, osób z nadwagą, chorobami układu krążenie (dyslipidemie), jak najbardziej tak. Dorośli wegetarianie rzadziej chorują na otyłość, cukrzycę insulinozależną, nadciśnienie, zaparcia, hemoroidy, nowotwory jelita grubego, sutka, płuc, na kamicę żółciową i nerkową oraz rzadziej cierpią na próchnicę zębów.
Czy dobrze zbilansowana dieta wegetariańska zapobiegnie wystąpieniu niedoboru żelaza, cynku u dzieci?
Przy tego typu żywieniu najczęściej dochodzi do niedoborów, głównie żelaza. Dzieci niejedzące mięsa mogą też mieć kłopoty z koncentracją lub niedowagą. Jednak najczęściej niedobory występują u tych, którzy są na bardzo restrykcyjnej diecie i nie jedzą np. żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, w tym nabiału. Wówczas takie dziecko jest bardziej narażone na wystąpienie niedorozwoju fizycznego i umysłowego, niedożywienia białkowego i energetycznego, anemii megaloblastycznej, krzywicy, osteomalacji, neuropatii, biegunek, dziewczynki mogą mieć zaburzenia miesiączkowania. W łagodniejszych odmianach jarstwa takie prawdopodobieństwo istnieje znacznie rzadziej.
 
 
rozmawiała Agnieszka Usiarczyk
 
 
Szanowna Redakcjo,
Z pewnym zdziwieniem przeczytałam wypowiedzi Pani Dr Magdaleny Człapka-Matyasik , w artykule z 11 listopada b.r. pt. Wychować Małego Jarosza, które, wg najnowszego stanu wiedzy naukowej o żywieniu, są błędne i mogą okazać się wręcz szkodliwe dla rodziców pragnących zadbać o teraźniejsze jak i przyszłe zdrowie ich dzieci.
Przeświadczenie, że diety wegetariańskie czy wegańskie są niedoborowe, jest nieaktualne, i wynika z rozpowszechnionego jeszcze w połowie ubiegłego wieku paradygmatu nauk o żywieniu, które z racji uwarunkowań polityczno-ekonomicznych nastawione były na uzupełnianie niedoborów w diecie. W tamtych czasach, jak również obecnie w niektórych krajach rozwijających się, niedobory pokarmowe u osób odżywiających się dietami roślinnymi, wynikały przede wszystkim z braku odpowiedniej ilości kalorii oraz urozmaicenia, a nie charakteru diety.
Wraz ze wzrostem zamożnośći społeczeństw oraz zaniku głodu, wojen i chorób zakaźnych w krajach uprzemysłowionych, dzisiejsza definicja optymalnej diety nie poprzestaje na zapewnianiu wystarczającej ilośći składników odżywczych, ale skupia się przede wszystkim na optymalnym składzie diety w celu zapobiegania chorobm cywilizacyjnym oraz sprzyjaniu długowieczności.
I tak, badania z ostatnich 20 lat wskazują jednoznacznie na zdecydowaną przewagę w tej kwestii diet opartych o produkty roślinne.
Obecnie nie ma już naukowych wątpliwości, że dobrze zbilansowane diety wegetariańskie, jak i wegańskie, zapewniają wszystkie niezbędne składniki odżywcze na wszystkich etapach rozwoju (dzieciństwo, okres dorosłości, ciąża, karmienie piersią, wiek podeszły). Potwierdzają to największe światowe organizacje zajmujące się medycyną i zdrowiem np. Światowa Organizacja Zdrowia, czy Amerykański Instytut Medycyny (Institute of Medicine Food and Nutrition Board). Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyków informuje, że diety oparte na nieprzetworzonych produktach roślinnych (wegańskie) nie tylko nie są niedoborowe , ale też „wykazują się najwyższą tzw. ‘gęstością odżywczą’, czyli najwyższym skoncentrowaniem składników odżywczych na jednostkę kalorii, przy jednoczesnym zminimalizowaniu ilości substancji pokarmowych odpowiedzialnych za choroby cywilizacyjne”.
Światowa literatura naukowa zaprzecza również argumentowi Pani Dr. Magdaleny Człapka-Matyasik o adekwatności diet wegetariańskich tylko u dorosłych. Pozytywne efekty diet wegetariańskich widać najwyraźniej u osób, które odżywiają się w ten sposób od urodzenia. 40-letnie badania przeprowadzane na 60 000 wegetarianach z Kalifornii - Adwentystach Dnia Siódmego, wykazują, że żyją oni przeciętnie o 7 lat dłużej niż inni Kalifornijczycy, mają niższą zachorowalność na choroby serca, cukrzycę i nowotwory oraz choroby reumatyczne.
Błędne wypowiedzi Pani Dr. Człapka-Matyasik mogą również wynikać z tego, że w Polsce nie prowadzi się prawie w ogóle badań nad wegetarianami. W efekcie, nasze społeczeństwo, włączając w to polskie kręgi naukowe, ma ograniczoną wiedzę na ten temat. Amerykanie, natomiast, badają wegetarian i wegan już od 60 lat. Dziesiątki badań nad dziećmi wegetariańskimi i wegańskimi potwierdzają to, że rozwijają się one normalnie, mają niższe ryzyko otyłości, cukrzycy, oraz jako dorośli - niższe ryzyko chorób serca oraz niektórych nowotworów.
Podobnie, ostatni raport Światowego Funduszu Badań nad Rakiem (World Cancer Research Fund)–największa metaanaliza dotycząca wpływu diety na występowanie chorób nowotworowych, wyraźnie apeluje o ograniczenie produktów zwierzęcych w diecie . Dotyczy to również białka zwierzęcego, które, wbrew wypowiedzi Pani Doktor, może mieć niekorzystne skutki dla naszego zdrowia. Jeżeli spożywane jest regularnie, tak jak to ma miejsce w przeciętnej polskiej diecie, przyczynia się m.in. utraty wapnia z moczem , czy podwyższenia we krwi pewnych czynników wzrostu, t.j. insulinopodobnego czynnika wzrostu 1 (IGF-1), co z kolei może podwyższać ryzyko nowotworów piersi, prostaty czy jelita grubego.
Również nieaktualne jest przeświadczenie, że komponowanie w posiłku roślinnym aminokwasów egzogennych jest sztuką trudną. Dziś wiemy, że wystarczy po prostu spożywać odpowiednią ilość energii z różnorodnych pokarmów roślinnych w ciągu dnia, co potwierdzają największe organizacje naukowe, takie jak wyżej wspomniana Światowa Organizacja Zdrowia, Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyków, czy Institute of Medicine Food nad Nutrition Board.
Niekorzystne konsekwencje zdrowotne, wymianiane przez Panią Dr. Magdalenę Człapka-Matyasik, mogą pojawić się w wyniku niewłaściwego zaplanowania diet roślinnych. Jednakże każda dieta niewłaściwie zaplanowana może prowadzić do niedoborów, i straszenie tysięcy wegetariańskich rodziców w Polsce tak poważnymi chorobami wydaje mi się sprzeczne z zasadami ‘evidence-based medicine’, czyli medycyny opartej na faktach naukowych.
Zamiast straszyć, powinnismy szerzyć wiedzę na temat prawidłowego zaplanowania diety małego jarosza, co zdecydowanie zmiejszy ryzyko jakichkolwiek niedoborów, i dobroczynnie wpłynie na przyszłe jego zdrowie.
Z wyrazami szacunku,
Małgorzata Rzeszutek-Desmond,
Mgr Małgorzata Desmond, ukończyła kierunek Medycyna Żywienia na Uniwersytecie Thames Valley w Londynie oraz kurs Epidemiologii Żywienia w Imperial College London; gościnnie wykłada na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ; na co dzień zajmuje się edukacją i poradnictwem z zakresu dietetyki w Dublinie.
 
 
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA