Raporty

Nastolatki gotowe na wszystko

Nauczyciele mówią, że już w podstawówce dzieci rozmawiają na przerwach, że trzeba mieć partnera
Fotorzepa, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Pornografia i erotyka z Internetu mają coraz większy wpływ na zachowania seksualne młodzieży – alarmują eksperci
„Moja dziewczyna nie wydaje żadnych dźwięków, jak uprawiamy seks, po czym mam poznać, że miała orgazm?”. „Czy można błonę dziewiczą przebić przy intensywnych pieszczotach?” – to tylko niektóre pytania nurtujące nastolatków.
– Coraz częściej pytają o techniki seksualne, a coraz rzadziej o sprawy zdrowia i chorób przenoszonych drogą płciową – alarmuje Aleksandra Józefowska z Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton. Wczoraj Ponton przedstawił raport z wakacyjnego dyżuru telefonicznego. – Z pytań wynika, że młodzież czerpie wiedzę o zachowaniach seksualnych z portali internetowych z treściami pornograficznymi, gdzie nie ma mowy o niechcianych ciążach, antykoncepcji czy chorobach – stwierdza Józefowska.
Chłopcy dopytują się o idealne wymiary narządów i o to, czy stosunek powinien trwać wiele godzin. Dziewczyny chcą wiedzieć, czy golić miejsca intymne i jak się przygotować do roli „wyrafinowanej kochanki”. – Już 12-latki pozują na takie sexy wampy, które są gotowe na wszystko. Sferę intymną nastolatki opisują wulgarnym językiem – dodaje Józefowska. Zainteresowanie mocną erotyką nie idzie w parze z wiedzą na temat własnego organizmu i antykoncepcji. Wśród nastolatek powszechne jest przeświadczenie, że „od pierwszego razu” nie zachodzi się w ciążę. Zdarzały się pytania typu: „Mam 16 lat. Uprawiałam seks bez gumki dwa miesiące temu i od tej pory nie miesiączkuję, boję się, że jestem w ciąży”. Nastolatkom wydaje się też, że koniecznie muszą mieć partnera. Beata Domerecka, dyrektor Szkoły Podstawowej w Kruszynie (Dolnośląskie), przyznaje, że na przerwach nauczycielom wpadają w ucho rozmowy uczniów starszych klas o tym, że trzeba mieć chłopaka albo dziewczynę, i o tym, jak się umalować i dbać o ciało, by być atrakcyjnym. [wyimek]2138 pytań na temat seksu zadała młodzież latem edukatorom Pontona[/wyimek] – Czytają o tym w pismach adresowanych do młodzieży, w których panuje kult ciała. Często rodzice nie zwracają uwagi na treści, jakie tam znajdują ich dzieci, ani na jakie strony wchodzą w Internecie – zaznacza Domerecka. Dlatego w jej szkole na zebraniu z rodzicami uczniów z klas V i VI nauczyciele mówią, że dzieci powinny chodzić na zajęcia z edukacji seksualnej w szkole. – Tłumaczymy, iż nie można przymykać oczu na to, że interesują się tą tematyką. Niech lepiej dowiedzą się na lekcji od przeszkolonego nauczyciela o swych emocjach, rozwoju niż o technikach z Internetu. Efekt? Wszyscy uczniowie chodzą na zajęcia, ale Beata Domerecka przyznaje, że jej szkoła jest raczej wyjątkiem. W IX LO we Wrocławiu na wychowanie do życia w rodzinie będzie chodzić w tym roku kilkunastu uczniów klas I. Przed godz. 8 albo po 15, bo grupa jest z różnych klas. Klasy II i III w ogóle zrezygnowały z zajęć, bo – jak tłumaczy dyrektorka liceum – brały udział w projekcie promującym zdrowie i chcą poświęcić czas na przedmioty maturalne. Lekcje z wychowania do życia w rodzinie nie są obowiązkowe. Mogą być prowadzone w klasach V – VI podstawówek, gimnazjach i liceach, po 14 godzin rocznie w każdej klasie. Od tego roku szkolnego MEN wprowadził zasadę, że rodzice muszą przedstawić pisemną odmowę udziału ich dziecka w zajęciach (do tej pory wyrażali pisemną zgodę). Miałoby to zwiększyć frekwencję, co ministerstwo chce sprawdzić w listopadzie. Według danych z poprzedniego roku w zajęciach uczestniczyło ok. 65 proc. uczniów podstawówek i gimnazjów, 37,7 proc. nastolatków z liceów ogólnokształcących, ok. 44 proc. z liceów profilowanych i zawodówek oraz 50,5 proc. z techników. Socjolog młodzieży prof. Hanna Świda-Ziemba uważa, że lekcje powinny być obowiązkowe. – Byłam temu przeciwna, bo uważałam, iż wychowanie seksualne powinno następować indywidualnie przez rozmowę lub lektury. Zmieniłam zdanie, bo sprawy seksualne przestały być prywatnymi. Seks dostępny w Internecie, filmie, pismach stał się sprawą publiczną i publicznie i mądrze trzeba o nim mówić, by zapobiegać przypadkowym informacjom, które mogą mieć szkodliwy wpływ na psychikę – mówi. Paulina Wawrzyńczyk z Pontona twierdzi, że nic się nie poprawi, dopóki nie sprawdzi się kwalifikacji prowadzących zajęcia. – W szkole córki lekcje prowadziły panie z firmy produkującej tampony. Głównie mówiły o ich używaniu – opowiada mama 13-latki z Warszawy. [ramka]Z roku na rok rośnie liczba pytań zadawanych przez nastolatki w czasie wakacyjnych dyżurów edukatorów z Pontona. Oprócz wymienionych kategorii wolontariusze odnotowali w tym roku 16 zgłoszeń przemocy seksualnej oraz 139 pytań o to, czy i jak można odmówić kontaktów seksualnych. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL