fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jakiego IPN chce Platforma

Projekt zakłada utajnienie wielu danych np. dotyczących przekonań religijnych czy zdrowia współpracowników SB. Na zdjęciu zwiedzanie IPN podczas Nocy Muzeów w maju tego roku
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Eliza Olczyk
Władze instytutu mają wskazywać naukowcy, wśród których mogą być tajni współpracownicy SB
Projekt ustawy przygotowany w Klubie PO zmienia dotychczasowy sposób wyboru władz Instytutu Pamięci Narodowej.
Dziś siedmiu członków Kolegium IPN wybiera Sejm, dwóch Senat, a kolejnych dwóch wskazuje prezydent.
Nowelizacja nadaje duże uprawnienia przedstawicielom uczelni mających prawo nadawania tytułów doktorskich w dziedzinie historii (w praktyce oznacza to wyłącznie uniwersytety państwowe oraz KUL). Członkowie rad wydziałów takich uczelni będą mogli wskazać Sejmowi i Senatowi 14 kandydatów do dziewięcioosobowej rady IPN, która zastąpi Kolegium.
Sejm będzie mógł powołać z tego grona pięć osób, Senat – dwie. Dwóch członków będzie powoływanych przez prezydenta, ale tylko spośród czterech kandydatów, których głowie państwa przedstawi Krajowa Rada Sądownictwa. – To kolejny pomysł ograniczania uprawnień prezydenta, co do którego można mieć wątpliwości, czy jest konstytucyjny – mówi „Rz” Władysław Stasiak, szef prezydenckiej kancelarii.
Co ciekawe, członków rady IPN będą mogli wskazywać również byli tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa. Projekt nie zakłada, że członkowie gremiów, które będą wskazywać kandydatów do rady, podlegają lustracji.
Nowe przepisy wykluczą niektórych obecnych członków Kolegium, m.in. Andrzeja Gwiazdę i Andrzeja Urbańskiego. Członkami rady IPN będą bowiem mogli być tylko doktorzy historii, prawa lub nauk społecznych.
Projekt uwzględnia orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego w kwestii udostępniania dokumentów funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa oraz osobom, które były uważane przez organa bezpieczeństwa PRL za tajnych współpracowników. Trybunał zakwestionował przepis, który zabraniał udostępniania takim osobom dokumentów przez nie lub przy ich udziale wytworzonych.
Gdy nowa ustawa wejdzie w życie, np. Lech Wałęsa uzyska dostęp do dokumentów, którego odmówił mu IPN (instytut uzasadniał, że SB na początku lat 70. traktowała Wałęsę jako tajnego współpracownika).
Nowością będzie możliwość utajnienia wielu danych.
Projekt zakłada, że osoba, która uzyska dostęp do akt jej dotyczących, „może zastrzec, że dotyczące jej dane osobowe zebrane w sposób tajny w toku czynności operacyjno-rozpoznawczych organów bezpieczeństwa państwa nie będą udostępnianie w celach naukowych i dziennikarskich”. Takie zastrzeżenie może obowiązywać nawet przez 50 lat.
IPN będzie też musiał utajnić dane dotyczące pochodzenia etnicznego, przekonań religijnych i filozoficznych czy przynależność wyznaniową oraz dane o stanie zdrowia, kodzie genetycznym, nałogach lub życiu seksualnym. Może to oznaczać, że będzie trzeba utajnić informację o tym, iż donosiciel był księdzem. Wykreślono też dwie instytucje, które w obecnej ustawie są uważane za organa bezpieczeństwa państwa: cenzurę oraz Urząd ds. Wyznań. O fakcie pracy dla tych instytucji nie trzeba by informować w oświadczeniu lustracyjnym.
Członek Kolegium IPN prof. Andrzej Paczkowski uważa, że choć projekt idzie w dobrym kierunku, należy nad nim jeszcze popracować, m.in. w kwestii odwoływania prezesa IPN (według nowelizacji wystarczy do tego zwykła większość głosów w Sejmie).
– Na pewno nie jest to projekt wymierzony w obecnego prezesa Janusza Kurtykę – mówi „Rz” poseł Jarosław Gowin (PO). – Jestem też za tym, by również w przyszłości prezes dysponował gwarancją niezależności. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, że gdyby SLD doszło do władzy, to jest w stanie sparaliżować IPN, odwołując prezesa.
Według informacji „Rz” autorem wielu założeń nowelizacji jest współpracownik premiera Donalda Tuska – historyk Paweł Machcewicz. Do zamknięcia tego wydania „Rz” nie udało nam się uzyskać jego komentarza.
[ramka][srodtytul]Lewica woli likwidację [/srodtytul]
Politycy Sojuszu mają własny pomysł na Instytut Pamięci Narodowej. Ich zdaniem powinien po prostu zostać zlikwidowany, ponieważ – jak twierdzą – zajmuje się zwalczaniem polityków, których nie lubi. Kompetencje IPN lewica chciałaby przekazać innym istniejącym już instytucjom. Śledztwa w sprawie zbrodni komunistycznych przejęłyby prokuratury, badania nad okresem PRL prowadziłaby Polska Akademia Nauk, a archiwa Służby Bezpieczenstwa miałyby trafić do Archiwum Państwowego. Dostęp do nich miałyby osoby, na których temat SB sporządzała materiały, prokuratorzy, historycy oraz dziennikarze w ramach prawa prasowego.
SLD chce również, żeby lustracja ostatecznie się zakończyła. Ten projekt jest już gotowy i jeszcze w tym tygodniu ma trafić do laski marszałkowskiej.
—e.o.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA