fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Czy dyslektycy stracą ulgi na egzaminach

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Zrównać szanse. Z testów na koniec szkoły zniknie znaczek "dysleksja"
Jak dowiedziała się "Rz", z arkuszy sprawdzianu po podstawówce, egzaminu gimnazjalnego i matur może zniknąć kwadracik, który zakreśla uczeń z orzeczoną dysleksją. To zmiana, nad której wprowadzeniem zastanawiają się w Ministerstwie Edukacji Narodowej.
- Zamiast stemplować arkusze uczniom mającym dysleksję, chcemy wszystkim wydłużyć czas pisania egzaminu – potwierdza w rozmowie z "Rz" wiceminister edukacji prof. Zbigniew Marciniak.
Powód? MEN chce, by wszyscy uczniowie mieli "równe szanse na rozwiązanie zadań i sprawdzenie swoich rozwiązań". – Każdy uczeń będzie miał tyle samo czasu na wyeliminowanie błędów – mówi Marciniak.
Zniesienie znaczka "dysleksja" oznaczałoby koniec ulg dla uczniów, którzy mają zaświadczenia z poradni psychologiczno-pedagogicznych o trudnościach z czytaniem i pisaniem.
Jak szacuje MEN, dysleksję ma 15 proc. uczniów (3 – 4 proc. ma głęboką dysleksję, tzw. rozwojową). To oznacza, że w przeciętnej trzydziestoosobowej klasie można spotkać pięciu dyslektyków, w tym jedno dziecko mające poważne problemy z nauką ortograficznego pisania i rozumieniem czytanego tekstu.
Jakie ulgi mieli dotychczas dyslektycy? Na egzaminach mieli prawo do: korzystania z pomocy nauczyciela, który czyta teksty i treści zadań, rozwiązywania testu na komputerze, wydłużonego czasu pracy, pisania w osobnej sali oraz – przede wszystkim – łagodniejszego oceniania. – Na maturze z polskiego i języków nowożytnych nie bierze się np. pod uwagę przestawiania liter i błędów, które nie wynikają z jasnej reguły ortograficznej – podaje przykład Lucyna Grabowska, kierownik Wydziału Matur Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.
Profesorowi Zbigniewowi Marciniakowi szczególnie zależy na egzaminach maturalnych. – Musi obowiązywać taka sama, uczciwa miara dla wszystkich, bo jest to zarazem egzamin wstępny na studia – podkreśla wiceminister.
MEN może liczyć na poparcie polonistów. – Rodzice i uczniowie traktują opinie o dysleksji jak zwolnienie z przygotowań do egzaminu – mówi Maria Gudro ze Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów.
Jednak według Jolanty Kamińskiej, dyrektor poradni psychologiczno-pedagogicznej w Słupsku, zmiana skrzywdzi tych, którzy mają problem z rozumieniem czytanego tekstu: – Stracą prawo do odczytania im go na głos przed egzaminem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA