fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dyktatura półinteligentów

Witold Orzechowski
Rzeczpospolita
Dla polityków PO "kultura" i "sztuka" to pojęcia bardzo miłe, ale nie konieczne. Są jak muzyczka kwartetu smyczkowego umilająca grillowanie kiełbasy na działce
Dyktatura ciemniaków", wstrętny i niesławny okres w historii Polski Ludowej, odeszła na zawsze w przeszłość wraz z upadkiem realnego socjalizmu. Ale dziś w wolnej Polsce najwyraźniej mamy do czynienia z "dyktaturą półinteligentów". Doszło bowiem do paradoksalnej sytuacji, której nie wymyśliłby żaden scenarzysta filmowy lub telewizyjny ani futurolog.
[srodtytul]Rozrywka zamiast kultury [/srodtytul]
Oto delegacja znanych postaci świata filmu i telewizji – producenci, scenarzyści, reżyserzy z Agnieszką Holland, Krzysztofem Krauzem, Maciejem Strzemboszem na czele, ludzie radia, kultury i sztuki, artyści muzycy, kompozytorzy i publicyści – udali się do bardzo nielubianego przez to środowisko prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby prosić go o ratunek dla telewizji publicznej. Uznali, że TVP grozi likwidacja, podporządkowanie polityczne i finansowe w rezultacie skandalicznej ustawy medialnej, którą przeforsowała w Sejmie rządząca partia PO – do niedawna uważana za sojusznika twórców. Prezydent prośbę twórców spełnił i zawetował szkodliwą ustawę. Premier Donald Tusk w okresie przedwyborczym i zaraz po wyborach, gdy Platforma Obywatelska utworzyła rząd, rozsyłał uśmiechy, ubierał się modnie w dopasowane garniturki – sprawiał wrażenie inteligenta, któremu w naturalny sposób są bliskie sprawy kultury i sztuki, wolnych mediów (no i piłki nożnej, oczywiście). Pewnie dlatego odrzuciliśmy w wyborach okropnych "Kaczorów", ksenofobicznych i kłótliwych, bogoojczyźnianych prowincjuszy, inteligentów z Żoliborza. Nie przyszło nam do głowy, że od tych niezgrabnych i irytujących inteligentów gorszy może być uśmiechnięty półinteligent. I groźniejszy.
"Platforma Obywatelska traci resztki poparcia inteligencji" – napisał niedawno Maciej Strzembosz, producent telewizyjny i prezes Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych. I informował, że przeciwko nowej ustawie medialnej PO protestuje OBWE, Europejska Unia Nadawców (EBU) oraz znana organizacja obrońców praw człowieka – Article 19. Cóż się stało takiego, że nagle poparcie środowisk i elit kulturalnych dla Platformy się skończyło, i rozproszeni dotąd twórcy zjednoczyli się w swojej niezgodzie i proteście przeciw próbie politycznego podporządkowania publicznej telewizji i radia aktualnie rządzącej partii?
Otóż uświadomili sobie dwie rzeczy: politycy chcą zawładnąć wolną informacją i zlikwidować kulturę wysoką (zawsze dotąd obecną w TVP i Polskim Radiu), a poza tym chcą, likwidując abonament, spowodować, by zastąpiła ją prymitywna i bezrefleksyjna rozrywka.
Uświadamiając sobie te zagrożenia, twórcy sami sobie zadali pytania: Kto mógł to wymyślić? Jaki typ ludzi może wpaść na taki pomysł? I sami sobie odpowiedzieli: tylko półinteligenci, dla których "kultura i sztuka" to pojęcia bardzo miłe, ale nie konieczne. Są jak muzyczka kwartetu smyczkowego umilająca przyjęcie przy grillu z kiełbasą na działce.
[srodtytul]Kwiatek do kożucha [/srodtytul]
Znakomity kompozytor Wojciech Kilar w wywiadzie dotyczącym ratowania Programu 2 Polskiego Radia przypominał złowieszcze słowa powtarzane często przez Hermanna Göringa (cytującego postać ze sztuki teatralnej Hansa Johsta): "Kiedy słyszę słowo "kultura" odbezpieczam rewolwer". Marszałek był półinteligentem, choć kolekcjonował zagrabione dzieła sztuki pochodzące z podbitych krajów Europy i z kolekcji żydowskich w Niemczech. Półinteligentem był też Josef Goebbels – minister propagandy rządu Hitlera, mimo że nadzorował programowo produkcję filmową III Rzeszy. Kulturę i sztukę traktowali oni wybiórczo, zgodnie ze swoimi potrzebami politycznymi – a te nakazywały im odrzucić choćby nowoczesną sztukę XX wieku tworzoną przez artystów niezależnych, często o pochodzeniu żydowskim. Słowa Göringa o "kulturze i rewolwerze" przypomniał także Wojciech Kilar w swoim wywiadzie dla "Dziennika", gdy bronił wraz z Krzysztofem Pendereckim i wieloma innymi twórcami radiowej Dwójki. A właśnie sytuacja Dwójki, skazanej na zagładę i likwidację z powodu braku opłat z abonamentu radiowo-telewizyjnego, dobrze pokazuje prawdziwe intencje rządzących polityków.
Przypomnijmy: spadek dochodów z abonamentu pogłębił się wraz z wypowiedziami premiera Donalda Tuska, szefa Klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego oraz przewodniczącej Sejmowej Komisji Kultury Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej. To oni – swoimi deklaracjami – postanowili storpedować abonament, a potem w ustawie ostatecznie go zlikwidować.
Konsekwencja polityków PO w tej sprawie jest uporem "barbarzyńcy w ogrodzie", dla którego kultura jest kwiatkiem do kożucha – może być, ale nie musi. Dlatego Agnieszka Holland w swoim głośnym liście otwartym pt. "Czy Platforma gardzi kulturą?" – przypomina, że kultura i sztuka to "nie jest biznes, który ma na siebie zarabiać, że jest dobrem narodowym i że nam wszystkim chodzi o coś więcej niż własne kariery. Że chodzi o widzów, o nasze dzieci i wnuki. O forum publiczne dla wymiany wartości i poglądów".
Jednak część polskich polityków tego nie rozumie – bo to najwyraźniej półinteligenci. Nie ma znaczenia, że większość tych ludzi ma ukończone wyższe studia, że są to też biznesmeni, prawnicy, menedżerowie. To oni o Beethovenie mówią, że "to ten słynny wiedeński kompozytor, który był ślepy jak Andrea Bocelli". Ich zdaniem artysta taki jak Vincent van Gogh mógłby umrzeć z głodu, bo nie był kupowany za życia – po prostu wolny rynek dzieł sztuki w XIX-wiecznej Europie go nie zaakceptował. Sam słyszałem opinię rzutkiego adwokata młodej generacji, który powiedział, że "ci artyści protestujący z powodu zniesienia abonamentu telewizyjnego to niech się nauczą zarabiać, bo ja nie mam zamiaru na nich płacić. Kultura musi na siebie zarabiać".
Najbardziej zatrważające byłoby, gdyby prawdziwa była teoria Wojciecha Kilara – uważa on, iż politycy nie wspierają ludzi kultury, gdyż nie chcą podniesienia poziomu inteligencji w społeczeństwie. Kultura – mówi Kilar – bywa niebezpieczna dla władzy, bo "podnosi świadomość społeczną – a przez to potrafi utrudniać rządzenie". Jeśli znany kompozytor ma rację, to łatwo rozszyfrować plan polityków Platformy. Wolą oni, aby Polacy zadowolili się oglądaniem głupich telenowel i filmów w telewizji, tańców z gwiazdami i teleturniejów. Bo ogłupiona widownia przestanie analizować rzeczywistość i obiektywnie oceniać ich dokonania.
[srodtytul]Straszni mieszczanie [/srodtytul]
Nieco inną teorię przedstawił Krzysztof Krauze. Reżyser stwierdził, że niektórzy politycy nie chcą kultury, bo nie chcą ludziom komplikować życia. "Platforma odpowiada na lenistwo umysłowe. Ma ona tak wysokie rankingi przez niezwracanie uwagi na wartości" – powiedział gorzko Krauze w wywiadzie dla "Dziennika". I cytował myśl Jadwigi Staniszkis: "Platforma jest reprezentantem mas, które w odróżnieniu od poprzednich elit nie rozumieją społecznej roli kultury". Genialny poeta Julian Tuwim napisał przed wojną znany satyryczny wiersz o półinteligentach. Nazywano ich wtedy ironicznie "drobnomieszczanami". Tuwim pisał, że w swych strasznych mieszkaniach siedzą "straszni mieszczanie" i świat cały przez okna widzą oddzielnie – "że płot, że Stasiek, że koń, że drzewo".
Tak samo Platforma Obywatelska widzi wszystko "oddzielnie". Nie rozumie, że efektem zniesienia abonamentu będzie zmarginalizowanie i zniszczenie publicznych mediów. A z kolei skutkiem tego będzie upadek kultury i sztuki, za którym pójdzie powszechne schamienie społeczeństwa. Politycy półinteligenci widzą tylko swoją polityczną korzyść, szybko i łatwo uzyskaną. I dlatego realizują z uporem swój plan.
Mam nadzieję, że Platformie – partii, jak się okazało pseudointeligenckiej, w dodatku niedotrzymującej obietnic przedwyborczych – nie uda się zniszczyć mediów publicznych. Może właśnie dlatego, że odepchnęła i zjednoczyła elitę kulturalną tego kraju. W końcu nie można lekceważąco obrażać Wajdy i Pendereckiego, tylko po to, aby osiągnąć swoje podejrzane polityczne interesy.
Niedawno ten błąd zrobiło Prawo i Sprawiedliwość – bracia Kaczyńscy nie dość, że fatalnie wypadali w mediach, to jeszcze lekceważyli elity inteligenckie. Skutkiem był bolesny polityczny upadek PiS.
Teraz zamachu na elity inteligenckie i ludzi kultury dokonać chcą PO i premier Donald Tusk, dokonując zamachu na wolne media publiczne, czym zrazili sobie ufające im dotąd elity inteligenckie i ludzi kultury. Niepojęte, że liderzy Platformy Obywatelskiej nie rozumieją, czym może się to dla nich skończyć.
[i]Autor jest producentem telewizyjnym, reżyserem i scenarzystą filmowym, m.in. serialu TVP "Kariera Nikodema Dyzmy", i producentem talk-show Polsatu "Na każdy temat".[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA