fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Tylko jedność daje siłę (cz. 1 rozmowy)

Martin Schulz
AFP
Ganley bez wątpienia stanowi zagrożenie. Także dlatego, że propaguje fałszywą demokrację, czyli taką, która nie istnieje. Ale ludzie nie dadzą się zwieść – mówi przewodniczący Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim w rozmowie z Aleksandrą Rybińską
[b]Rz: 7 czerwca odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Socjaldemokraci tym razem wygrają?[/b]
W Europie mamy 27 rządów. 19 z nich to rządy centroprawicowe. My, socjaldemokraci, jesteśmy w 19 krajach w opozycji lub pełnimy rolę mniejszościowego partnera koalicyjnego. To musi się zmienić. Europejczycy zaczynają powoli rozumieć, że za politykę gospodarczą ostatnich lat, która doprowadziła do głębokiego kryzysu gospodarczego i finansowego w Europie, odpowiedzialny jest blok liberalno-konserwatywny. Dziś wyborcy zaczynają szukać politycznej alternatywy. Napawa mnie to optymizmem i nadzieją, że w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobędziemy więcej głosów niż w poprzednich latach, a europejscy konserwatyści stracą przewagę. Na naszą korzyść działa także to, że brytyjscy konserwatyści zamierzają opuścić Europejską Partię Ludową (EPP). W konsekwencji EPP straci wiele mandatów.
[b]Można powiedzieć, że kryzys opłaci się lewicy?[/b]
Oczywiście. To jest kryzys radykalnie rynkowego kapitalistycznego układu gospodarczego. My, socjaldemokraci, bronimy innego systemu. Nazwałbym go demokracją rynkową. Sprzeciwiamy się wolnej grze sił rynkowych. Mamy szanse dotrzeć z tą koncepcją do ludzi. Zresztą niech pani posłucha, co teraz, w czasach kryzysu, mówią konserwatywni politycy, tacy jak Nicolas Sarkozy i Angela Merkel. To program socjaldemokratyczny w swej najczystszej formie. Kontrola rynków finansowych, upaństwowienie banków. Wyborcy jednak nie dadzą się oszukać. Wolą oryginał od kopii.
[b]Wyrasta wam jednak drugi przeciwnik. Eurosceptycy rosną w siłę. Jest choćby szef Libertasu, irlandzki miliarder Declan Ganley.[/b]
Ten człowiek bez wątpienia stanowi zagrożenie. Także dlatego, że propaguje fałszywą demokrację, czyli taką, która nie istnieje. Ganley robi z wyborów do europarlamentu referendum w sprawie traktatu lizbońskiego, chociaż bardzo dobrze wie, że Unia Europejska nie jest jednolitym państwem, tylko federacją niezależnych i suwerennych krajów. Dlatego każdy z nich powinien podjąć decyzję w sprawie traktatu w ramach własnej suwerenności. I dlatego traktat musi być przyjęty w referendum w każdym z państw członkowskich. Kiedy jedno z nich powie „nie”, OK, wtedy traktat upada. Taką sytuację mamy w tej chwili. Irlandczycy odrzucili traktat. Jednak istnieje szansa, że jeszcze zmienią zdanie.
[b]Czy to demokratyczne zmuszać Irlandczyków do ponownego głosowania w sprawie traktatu?[/b]
Nie wiem, czy to demokratyczne, ale na pewno sensowne. Irlandczycy zrozumieli dzięki kryzysowi gospodarczemu, że solidarność państw Unii im pomaga. Dlatego uważam, że niebezpieczeństwo, które niosą ze sobą Ganley i Libertas, jest do opanowania. Ten człowiek usiłuje wmówić ludziom, że Unia będzie silna, jeśli każde państwo będzie działać osobno. To kłamstwo. Ale ludzie nie dadzą się zwieść. Bo to jedność daje siłę.
[b]Obalenie traktatu lizbońskiego nie jest jedynym celem Ganleya. Libertas chce zdobyć jak najwięcej mandatów w parlamencie, by móc blokować jego decyzje.[/b]
Przecież on i jego ludzie już dawno siedzą w Parlamencie Europejskim. Nie mają tam jednak żadnej szansy na blokowanie czegokolwiek, bo stanowią zanikającą mniejszość. Nie uczestniczą nawet w codziennych pracach parlamentarnych. Podczas debat są nieobecni. Pojawiają się najwyżej na głosowaniach podczas sesji plenarnych. Ale niczego nie zmieniają. Tylko wrzeszczą i zagłuszają swych przeciwników.
[b]O traktat lizboński nawet bez Ganleya trzeba się martwić. Czesi go wciąż nie ratyfikowali, w Niemczech grozi problem konstytucyjny, polski prezydent również go nie podpisał...[/b]
Owszem, trzeba się martwić o traktat. Ja sam się o niego martwię. Chociaż jestem przekonany, że Trybunał Konstytucyjny w Niemczech go zaakceptuje. Największy problem jednak jest w Czechach. W tamtejszym Senacie zwolennicy traktatu nie mają wystarczającej większości, a Vaclav Klaus jest nieobliczalny. Prezydent Czech chce wszelkimi środkami zapobiec ratyfikacji traktatu. Klaus to człowiek Ganleya, spotkali się kilkakrotnie w Dublinie.
Jednak w obecnej chwili ważniejsze jest znalezienie rozwiązania problemów finansowych i gospodarczych Europy. O to chodzi w tegorocznych wyborach do PE. Ludzi, którzy boją się o swoje miejsca pracy, nie interesuje, czy traktat zostanie ratyfikowany czy nie. Oni chcą wiedzieć, co politycy robią, żeby system bankowy się nie załamał. Co robią, by wesprzeć przemysł oraz zwiększyć eksport. Chcą wiedzieć, jak wygląda nasza współpraca z Amerykanami. Wprawdzie potrzebujemy nowego traktatu, byśmy mogli być bardziej efektywni, ale mamy przecież traktat z Nicei i na jego podstawie jesteśmy w stanie działać. Dlatego powtarzam podczas kampanii: konieczna jest większa kontrola rynków finansowych, przejrzystość działalności banków i instytucji finansowych. A kiedy już odbędą się wybory i ktoś zdobędzie większość w Parlamencie Europejskim, bez względu na to, czy będzie to większość prawicowa czy lewicowa, zobaczymy, co dalej z traktatem.
[b]Na razie czeskie przewodnictwo Unii średnio sobie radzi z kryzysem. Premier Mirek Topolanek podał się do dymisji...[/b]
Czeskie przewodnictwo jest bardzo słabe. Topolanek się starał, jednak między innymi dlatego, że unikał wyrażania poglądów eurosceptycznych, miał cały czas przeciwko sobie prezydenta Klausa. A ponieważ – co było wiadomo od początku – czeski Senat nie jest w stanie ratyfikować traktatu lizbońskiego, to premierowi Mirkowi Topolankowi udało się go przepchnąć tylko przez niższą izbę parlamentu. Potem cała sprawa utknęła w miejscu, bo Klaus lobbował przeciwko polityce własnego rządu. Tak, czeskie przewodnictwo jest wyjątkowo słabe, ale dla ratowania honoru Czechów trzeba przyznać, że mieli trudne warunki.
[b]Dymisja Topolanka pogorszyła sytuację?[/b]
Prawdę mówiąc, jej konsekwencje są znikome dla Unii. Tyle że szansa na ratyfikację traktatu lizbońskiego jeszcze bardziej się zmniejszyła.
[b]W Brukseli się mówi, że chce pan zostać następnym przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, na zmianę z byłym polskim premierem Jerzym Buzkiem.[/b]
Na pewno będę ponownie kandydował ma stanowisko przewodniczącego Grupy Socjalistycznej. Reszta jest niepewna, a ja nie zamierzam spekulować na temat ewentualnej obsady stanowisk po wyborach.
[i]Martin Schulz jest niemieckim politykiem, członkiem SPD, szefem frakcji socjalistycznej w Parlamencie Europejskim[/i]
[link=http://www.rp.pl/artykul/298371.html][b]Druga część rozmowy z Martinem Schulzem[/b][/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA