Historia

Watażkowie z Gwardii Ludowej

Grzegorz Korczyński, podczas wojny dowódca oddziału Gwardii Ludowej
IPN
Gronczewski, Kowalski i Korczyński mordowali żołnierzy AK, BCh i NSZ, chłopów oraz Żydów
Watażka (z ukraińskiego) oznacza dowódcę watahy, czyli zbrojnej grupy ludzi o charakterze rozbójniczym. Do tego grona z pewnością można zaliczyć bojówki komunizującej Polskiej Partii Robotniczej – Gwardię Ludową.
[srodtytul]Mordy, rabunki i podpalenia[/srodtytul] Edward Gronczewski, Bolesław Kowalski i Grzegorz Korczyński należeli do elity GL, a po 1944 r. UB. Aktywnie zwalczali podziemie niepodległościowe. Organizowali tzw. grupy pozorowane złożone z dawnych członków ich własnych oddziałów, których celem było mordowanie żołnierzy podziemia. Głównym terenem ich działania była Lubelszczyzna. Z dostępnych materiałów przechowywanych w archiwum IPN wiemy, że działalność tych grup doprowadziła do zniszczenia przynajmniej kilku oddziałów podziemia oraz aresztowania kilkuset osób.
Oprócz tego „pozoranci” mieli za zadanie psuć opinię oddziałom podziemia, dlatego rabunki, podpalenia czy nawet gwałty znaczyły drogi ich przemarszów. Po zaprzestaniu niejawnych działań dowodzili Grupami Operacyjnymi, likwidując (także w skrytobójczych morderstwach) opozycję na terenie całego kraju. Dopiero w chwili, gdy militarna działalność podziemia praktycznie wygasła, stali się niepotrzebni, co więcej, stali się niewygodni, bo za dużo wiedzieli. Wówczas „wykorzystano” ich okupacyjną przeszłość: ich zaangażowanie w walki frakcyjne w GL, liczne morderstwa (zwłaszcza Żydów) i rabunki oraz obecne poparcie dla Gomułki. Postanowiono ich wyeliminować – na początku lat 50. zostali osądzeni i skazani. Dopiero powrót Gomułki sprawił, że wypuszczono ich z więzienia, a także przywrócono do służby. Ponownie wszyscy trzej sprawowali funkcje kierownicze w MON. Ich poświęcenie dla „władzy ludowej” zostało odpowiednio docenione. Dostawali wysokie wynagrodzenie, luksusowe mieszkania. A po śmierci wszyscy spoczęli w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, gdzie spoczywają po dziś dzień. [srodtytul]Biogramy trzech towarzyszy[/srodtytul] Edward Gronczewski „Przepiórka” urodził się w 1923 r. w Sierpcu, gdzie mieszkał i ukończył szkołę powszechną. W 1940 r. został osadzony w niemieckim obozie pracy, skąd zbiegł. Wiosną 1942 r. trafił na Lubelszczyznę. Tutaj nawiązał kontakty z powstającą PPR i jej „zbrojnym ramieniem” – GL. Przyjął pseudonim Przepiórka. Po kilku miesiącach trafił do oddziału GL „Grzegorza”, czyli Grzegorza Korczyńskiego, w Polsce Ludowej wiceministra bezpieczeństwa publicznego i obrony narodowej. Szybko awansował, zostając porucznikiem oraz dowódcą własnego oddziału. Po wejściu Armii Czerwonej na tereny Lubelszczyzny Gronczewski, oprócz ponownego awansu (w lipcu 1944 r. został kapitanem, a w grudniu 1944 r. już majorem), zasilił szeregi Milicji Obywatelskiej. Od 1946 r. był oficerem w „ludowym” Wojsku Polskim. W latach 1966 – 1976 pracował w Wojskowym Instytucie Historycznym w Warszawie. Pisał wówczas wspomnienia i artykuły o „bohaterach z GL”. Zmarł w Warszawie 1 stycznia 1976 r. Bolesław Kowalski (właściwie nazywał się Bolesław Kaźmierak) pochodził z rodziny chłopskiej. Urodził się w 1924 r. w Zakrzówku. Tam ukończył szkołę powszechną. W 1942 r. wstąpił do PPR i GL. Trafił do oddziału W. Skrzypka „Grzybowskiego”, a od lutego 1944 r. dowodził już własnym oddziałem. Po wejściu Sowietów na Lubelszczyznę „Cień” początkowo służył w milicji, jednakże szybko został przeniesiony do wojska, a potem KBW. To wtedy zmienił nazwisko z Kaźmierak na Kowalski. Był to zabieg mający zatuszować jego niechlubną okupacyjną przeszłość. W 1951 r. został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia. Pomimo współudziału w mordowaniu Żydów dostał wyrok za „nielegalne posiadanie broni i nadużycie władzy”. Pod koniec lat 50. wrócił do wojska jako oficer Głównego Zarządu Politycznego WP. Dostał także awans na pułkownika. 18 sierpnia 1966 r. umarł nagle w Warszawie. Grzegorz Korczyński (właściwie nazywał się Stefan Kilanowicz) pochodził z rodziny robotniczej. Urodził się w 1915 r. Już jako 21-letni chłopak trafił do Hiszpanii, gdzie walczył w wojnie domowej w XIII Brygadzie im. Jarosława Dąbrowskiego. W 1939 r. dotarł do Francji, a następnie przedostał się do Polski. Jako „Grzegorz” organizował oddziały GL na Lubelszczyźnie. Szybko utworzył własną frakcję, która walczyła o swoje wpływy w lubelskiej GL. To sprawiło, że został przeniesiony. Po wejściu Sowietów trafił do wojska, w którym pełnił kilka funkcji kierowniczych. W latach 50. był więziony, po uwolnieniu objął stanowisko szefa Zarządu II Sztabu Generalnego WP, a następnie wiceministra obrony narodowej (awansując na stopień generała). W grudniu 1970 r. dowodził pacyfikacją protestujących robotników na Wybrzeżu. Konsekwencją tego (oraz zmian w rządzie) była jego dymisja ze stanowiska i wysłanie do Algierii jako nowego ambasadora. Jednak po kilku miesiącach nagle zmarł. Był najstarszy, ale i najbardziej doświadczony spośród „watażków”. [srodtytul]Skrycie i w biały dzień[/srodtytul] Biogramy tych trzech dowódców GL kilkakrotnie skrzyżowały się ze sobą. Pierwszy raz nastąpiło to jesienią i zimą 1942 r. Wówczas to w pow. janowskim miały miejsce wydarzenia, za które w dużej części odpowiada „Grzegorz”, a w których uczestniczyli także „Przepiórka” oraz „Cień”. W tamtejszej PPR doszło wtedy do walk o władzę pomiędzy dwiema frakcjami. Tak się akurat złożyło, że za jedną opowiedziała się w dużej części grupa komunizujących Żydów. Po licznych mordach skrytobójczych zwyciężyła frakcja Korczyńskiego, co było brzemienne w skutki nie tylko dla owej grupy, ale i dla całej społeczności żydowskiej mającej schronienie w podkraśnickich wsiach. Za zgodą Korczyńskiego członkowie jego oddziału mordowali i rabowali ukrywających się nieszczęśników. Według niepełnych danych w mordach tych zginęło ponad 100 Żydów. Następnym celem gwardzistów były „wsie reakcyjne”, uznane za sprzyjające konspiracji niepodległościowej. Stały się wówczas celem rabunków oraz morderstw. W 1944 r. drogi „watażków” rozeszły się. Każdy z nich otrzymał dowództwo nad swoim oddziałem. Czasem tylko łączyli się, gdy zachodziła jakaś konkretna sytuacja. W ten sposób wszyscy trzej przystąpili samodzielnie do „oczyszczania terenu z reakcji”, czyli z sympatyków AK, BCh i NSZ. I o ile „Grzegorz” (dość szybko przeniesiony na północ Lubelszczyzny) i „Przepiórka” woleli działać skrytobójczo (a to porywając pojedyncze osoby, a to przeprowadzając pojedyncze egzekucje), o tyle „Cień” nie wahał się stosować terroru w „biały dzień”. Wyjątkiem były wydarzenia z kwietnia 1944 r., kiedy to połączone oddziały „Cienia” i „Przepiórki” zamordowały w Puziowych Dołach 13 mieszkańców Potoka Górnego. Wieś ta była w dużej części opanowana przez konspirację narodową i za to komuniści postanowili ukarać „nieprawomyślnych chłopów”. Kilka dni później oddziały te uczestniczyły w największej potyczce z niepodległościowcami w okresie II wojny światowej – bitwie pod Marynopolem. Kilkugodzinna walka z oddziałem NSZ nie zakończyła się rozstrzygnięciem. Jednakże to „Cień” i jego oddział wzięli sobie bardzo do serca „oczyszczanie z reakcji”. W ciągu kilku miesięcy jego oddział brał udział w kilkudziesięciu akcjach przeciwko polskiemu podziemiu (AK, BCh, NSZ) oraz zwykłym, Bogu ducha winnym, mieszkańcom. Zamordowano w nich ponad 100 osób. Przykładem były wydarzenia z Owczarni z maja (gdzie zginęło 18 AK-owców, a „Cień” osobiście zabił dowódcę oddziału AK) czy Stefanówki z lipca 1944 r. (tam ginie 13 AK-owców). Wymowne jest, że za owe działania dostał nie karę, ale awans. Rafał Drabik - doktorant KUL, pracownik IPN Oddział w Lublinie. Zajmuje się historią Okręgu Lubelskiego NSZ oraz stosunkami pomiędzy podziemiem niepodległościowym a PPR i GL. Napisał m.in. „Wydarzenia pod Borowem [z 1943r.]. Wymuszona egzekucja, czy zasłużona kara?, Glaukopis nr 1/2003
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL