fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Orzeł na maciejówce

Symboliczny kolaż z epoki ukazujący Józefa Piłsudskiego na tle Orła Białego
Muzeum Wojska Polskiego
Historia I Brygady Legionów jest nie tylko szeregiem wydarzeń o znaczeniu wojskowym i politycznym. Stanowi także obraz, na który można patrzeć pod kątem estetycznym. Jest po prostu piękna...
Epoka legionistów Piłsudskiego była przez lata białą plamą. Ich dokonania, życiorysy i wizerunki wytarto starannie z podręczników szkolnych. Wytyczne zawistnych o rząd dusz komunistów, dysponujących policją polityczną i cenzurą, skazywały na zatracenie pamięć o zuchowatych młodzieńcach i ich Komendancie. Stare, niedobre książki szły na przemiał albo do zbiorów zakazanych, medale, sztandary i popiersia wyrzucano na śmietnik. Umilkły pieśni. Krążył nawet taki dowcip: – Co zrobić, gdy biją cię chuligani, a milicja nie reaguje na wezwania o pomoc? Zaśpiewaj „Pierwszą Brygadę”, przylecą natychmiast!
Oczywiście w zbiorach domowych zachowały się gdzieniegdzie pamiątki: dokumenty, fotografie, obrazy... Najwięcej przetrwało w pamięci. W latach 50. żyli jeszcze ludzie z pokolenia JP1 – uczestnicy wydarzeń z początku wieku, nie mówiąc o ich następcach, którzy dorastali w wolnej Rzeczypospolitej. Miałem to szczęście, że wakacje spędzałem z rodzeństwem w domu stryja na ziemi lubuskiej, dokąd ten szef batalionu AK – a wcześniej zdobywca Kijowa w 1920 roku – trafił z Nowogródczyzny. Stryj grał na pianinie i na skrzypcach, lubił śpiewać i uczył nas różnych pieśni oraz piosenek nieznanych ze szkoły. Miał też potężny zbiór przedwojennych „Płomyków”, do których dobrałem się jakoś tak po IV klasie.
I oto ogromna biała plama zaczęła się wypełniać strzelcami w szarych mundurach z orłami na maciejówkach, jeźdźcami w ułańskich czapkach i przepięknie szamerowanych kurtkach podbitych barankiem, opowieściami o ich bohaterskich czynach, dzięki którym znów powstała Polska. Czytałem o Legionach (a więc nie tylko Dąbrowskiego?), o obronie Lwowa (to był polski?), o pogromie bolszewików u wrót rodzinnej Warszawy (no i można ich pobić!). Zapamiętywałem niesłyszane wcześniej nazwiska Lisa-Kuli, Dunina-Wąsowicza, Beliny-Prażmowskiego. Podziwiałem lwowskich rówieśników – Jurka Bitschana i Antosia Petrykiewicza czy Tadzia Jeziorowskiego z Płocka. No i tego pana w skromnym mundurze, o przenikliwym spojrzeniu, o gęstych wąsach.
Ten obraz, którego nie wiadomo dlaczego ktoś mnie wcześniej pozbawił, zaczął mi się podobać. Stawał się bliski. Piękny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA