fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Ogołacanie Sejmu i eksport rywali

Wojciech Olejniczak i Grzegorz Napieralski podczas inauguracji kampanii wyborczej do PE
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Jaki jest najbardziej stresujący moment w życiu partyjnych działaczy? Tworzenie list kandydatów w wyborach. Kto znajdzie się na liście, na którym miejscu i w jakim okręgu wzbudza u polityków przez kilka tygodni skrajne emocje, często do ostatniej chwili, czyli rejestracji list przez Państwową Komisję Wyborczą.
— To bardzo bolesny proces — przyznaje Janusz Lewandowski, który jest w wyborach do europarlamentu jedynką Platformy w Gdańsku. Ten proces bywa „bolesny” także dla partyjnych władz, nie tylko dla potencjalnych kandydatów.
Dzisiaj o północy mija termin rejestracji list kandydatów do parlamentu europejskiego. Komitety głównych partii swoich kandydatów już zarejestrowały, choć PiS w Wielkopolsce uczynił to dopiero w czwartek. Z tych list Polacy 7 czerwca wybiorą swoją reprezentację w Brukseli.
[srodtytul]Partyjne trzęsienia[/srodtytul]
Kompletowanie nazwisk europosłów in spe przypominało momentami trzęsienie ziemi. W PiS toczyły się boje o to czy Marcin Libicki będzie otwierał listę tej partii w Wielkopolsce. O to czy zamiast miejscowych działaczy popieranych przez Wojciecha Mojzesowicza, spadochroniarzem w kujawsko-pomorskim na pierwszym miejscu ma być Ryszard Czarnecki.
Libicki na listach się nie znalazł i odszedł z PiS, w jego ślady podążył syn Filip i kilku działaczy. Z kolei Czarnecki jedynką został, a z PiS odszedł Mojzesowicz. W ten sposób klub parlamentarny stracił dwóch posłów, a partia kilkunastu aktywistów.
Bardziej poszczęściło się władzom Platformy. Gdy zapadła decyzja, że podkarpacką listę partii będzie otwierał Marian Krzaklewski, w regionie powstał bunt. Jedynkę miała obiecaną posłanka Elżbieta Łukaciejewska, szefowa tamtejszych struktur. Powiedziała, że nie może uwierzyć w taką decyzję kierownictwa PO, a lokalni działacze zarzekali się, że Krzaklewskiemu kampanii robić nie będą. Bunt jednak ugaszono, a Łukaciejewska musiała zadowolić się drugim miejscem w bardzo trudnym dla Platformy okręgu.
[srodtytul]Lewicowe dinozaury zostają w kraju[/srodtytul]
SLD mimo przymiarek nie zdecydował się wystawić na swoich listach lewicowych dinozaurów, takich jak Józef Oleksy i Leszek Miller. Oleksy jest nadal bardzo popularny na Podlasiu, zdobyłby dla Sojuszu sporo głosów. Ale awantura w partii o te kandydatury była nieunikniona. Grzegorz Napieralski, szef SLD zadowolił się więc próbą wyeksportowania do Brukseli swojego głównego rywala, Wojciecha Olejniczaka. A jeśli próba się nie uda, to do Olejniczaka może przylgnąć etykietka polityka, który nie potrafi przyciągać głosów. — Nie czuję się „wyeksportowany” — zarzeka się Olejniczak. Ale przyznaje, że start z okręgu warszawskiego jest dużym wyzwaniem. Będzie tam konkurował z bardzo silnymi kandydatami PO i PiS.
SLD wystawi na swoich listach sześciu posłów. To najmniej liczna reprezentacja poselska spośród wszystkich klubów parlamentarnych.
[srodtytul]Ławy poselskie mogą świecić pustkami[/srodtytul]
Na całość poszło PSL. Do europarlamentu startuje 13 posłów z 31 osobowego klubu, wszyscy kluczowi politycy z przewodniczącym Stanisławem Żelichowskim. (Choć także znany francuski korespondent Bernard Margueritte).
Wyjaśnienie tej strategii ludowców jest proste. — Nasi posłowie są znani w swoich regionach, mogą pozyskać sporo głosów — mówi Żelichowski, który wizją zostania europosłem wydaje się nie być zachwycony. I dodaje: — Liczymy na w sumie 5 mandatów, klub po wyborach nie zostanie więc ogołocony.
Wbrew zapowiedziom przywódcy Platformy i PiS także szeroko sięgnęli po swoich posłów. Startuje ich po kilkunastu. Przyświecała im podobna strategia, jak ludowcom. Przyciąganie wyborców za pomocą nazwisk celebrytów, różnych piosenkarzy i sportowców, wyszło z mody. — U nas ani jednego celebryty na listach nie ma, w przeciwieństwie do Platformy — mówi z satysfakcją Czarnecki.
Godząc się na start swoich posłów Jarosław Kaczyński zażegnał też zarzewie buntu w klubie. Cześć z nich, jak Jacek Kurski i Paweł Kowal, była sfrustrowana wcześniejszym zakazem. Z kolei poseł PO Sławomir Nitras do kandydowania się nie palił. Ale dostał jedynkę w swoim regionie, zachodniopomorskim i wszystko wskazuje, że będzie to skuteczny eksport z kraju tego młodego polityka.
Spora część wystawianych przez PO i PiS parlamentarzystów ma duże szanse trafić do Brukseli. Jeśli tak się stanie to polski Sejm zostanie ogołocony z takich polityków jak Zbigniew Ziobro, Paweł Poncyliusz, Tadeusz Cymański, Krzysztof Lisek (przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych). — Po wyborach sejmowe komisje spraw zagranicznych oraz unijna mogą przez jakiś czas świecić pustkami — twierdzi Lisek.
[srodtytul]Sondażowy zwycięzca[/srodtytul]
W krótkiej sondzie jaką „Rz” On Line przeprowadziła wśród polityków na najbardziej zaskakującego kandydata na listach do europarlamentu bezapelacyjnie wygrał Krzaklewski. — Nazwisko byłego przewodniczącego Solidarności na listach Platformy jest najbardziej zaskakujące, i to w sensie negatywnym — twierdzą zgodnie nawet Antoni Macierewicz i Olejniczak. Także dla Liska (PO) jest to najbardziej zaskakująca kandydatura, tyle że w sensie pozytywnym.
Jedynie Czarnecki ma innego faworyta, żużlowca Jacka Rempałę, kandydata PO. — Hołowczyc jako europoseł był totalną porażką, to teraz wystawili z kolei żużlowca — mówi z sarkazmem.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA