fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Pomoc Unii płynie wolno

Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
Nie licząc zaliczki, dostaliśmy zaledwie 3 promile funduszy na lata 2007–13. Choć dysponujemy jedną piątą łącznej puli, pod względem wykorzystania środków jesteśmy tylko średniakiem
Wśród 11 krajów, które dostają najwięcej funduszy strukturalnych, Polska plasuje się na siódmym miejscu pod względem wykorzystania pomocy z Brukseli. W grupie wszystkich 27 państw członkowskich wypadamy gorzej – jesteśmy dopiero w środku stawki. Lepsi od nas są Węgrzy, a nawet Rumuni, którzy mają krótsze doświadczenie w „wyciskaniu Brukselki”. Daleko nam do Irlandii, która jest obecnie prymusem polityki spójności na tle całej Wspólnoty – wypłacone na jej rzecz środki przekraczają 11 proc. zarezerwowanej dla niej puli.
Według statystyk KE do Polski trafiło 8,22 proc. z ponad 65 mld euro, które mamy do wykorzystania na lata 2007 – 2013. Ten wynik mógłby cieszyć, ale prawie całość tej kwoty to zaliczka, którą Bruksela wypłaca wszystkim krajom UE. Według danych Komisji środki, które Polsce udało się pozyskać z kasy Wspólnoty ponad zaliczkę, to nieco więcej niż 22 mln euro (czyli 0,03 proc. łącznej puli). – Warto porównać ten wynik z naszymi osiągnięciami w analogicznym okresie poprzedniego rozdania funduszy unijnych. Około jedną czwartą okresu 2007 – 2013 mamy już za sobą. Wartość podpisanych umów to 6,4 proc. dostępnych środków. W tym samym momencie wdrażania pomocy z lat 2004 – 2006, czyli w sierpniu 2005, umowy sięgały prawie 40 proc. łącznej puli. A to oznacza, że jesteśmy opóźnieni o ok. dziesięć miesięcy – szacuje Artur Bartoszewicz, ekspert PKPP Lewiatan.
Na przeciętny wynik Polski wpływa przede wszystkim to, że w niewielkim stopniu wykorzystujemy środki na inwestycje infrastrukturalne. W przypadku Funduszu Spójności, z którego finansowane są największe inwestycje, np. autostrady, Polsce nie udało się wykorzystać ani jednego euro ponad to, co dostaliśmy jako zaliczkę. – Przeciętna wartość dotacji w Polsce to ok. 1,6 mln zł. A to oznacza, że realizujemy małe projekty. Nie wykorzystujemy ogromnych środków i szansy na zbudowanie niezbędnej do rozwoju kraju infrastruktury – podkreśla Grażyna Gęsicka, była minister rozwoju regionalnego w rządzie PiS.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podkreśla jednak, że wynika to z konieczności dostosowania prawa do regulacji unijnych. – Po rządach PiS odziedziczyliśmy ustawę dotyczącą ochrony środowiska niezgodną z prawem unijnym. A to wstrzymało na pół roku realizację wszystkich unijnych projektów infrastrukturalnych – podkreślała wielokrotnie Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.
Przeciętny wynik Polski nie napawa optymizmem. Od tego, jak sprawnie wydamy unijną pomoc, zależy przyszłość polityki spójności w całej Unii po 2013 r. Jeśli się okaże, że rekordowe środki w historii UE nie pomogły nam doszusować do najbogatszych krajów, te się nie zgodzą, by płacić kolejne miliardy euro na nieskuteczne działania. – Polska ma do dyspozycji prawie 20 proc. wszystkich środków, przeznaczanych na politykę spójności. W takiej sytuacji nie wypada być średniakiem – uważa Artur Bartoszewicz.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [link=mailto:u.mironczuk@rp.pl]u.mironczuk@rp.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA