fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynajem

Zapytania są, ale transakcji brak

Apartamentowce w Zakopanem
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Czas zakupów spekulacyjnych czy też pod wynajem przez zagranicznych inwestorów mamy już za sobą. Pojawiają się za to ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości kupionych kilka lat temu
Choć od maja obcokrajowcy z Unii Europejskiej mogą bez zezwoleń z MSWiA kupić drugi dom w Polsce, ruchu na rynku nie widać. Wysokie ceny nieruchomości i niepewność ekonomiczna zniechęcają do inwestycji.
Na Mazurach w działki inwestują często małżeństwa mieszkające na stałe za granicą, gdzie jedno z małżonków posiada polskie obywatelstwo. Zresztą o atrakcyjne tereny trudno, bo albo nie są na sprzedaż, albo są drogie. Te przy linii brzegowej kosztują ok. 300 tys. zł za 1 ha.
– Warto też pamiętać, że duża część Mazur stanowi strefę nadgraniczną, gdzie obcokrajowcy zawsze, nawet po okresie przejściowym, będą musięli starać się o zezwolenie na zakup z MSWiA – zaznacza Dariusz Sobolewski z Mazurskiego Biura Nieruchomości.
Trójmiasto również nie przyciąga obcokrajowców chętnych do kupna lokum dla siebie czy też w celach inwestycyjnych, mimo że deweloperzy schodzą z cenami poniżej 4 tys. zł za 1 mkw. Na Pomorzu Zachodnim liczba transakcji z udziałem zachodnich inwestorów, podobnie jak w innych rejonach kraju, również spada. Nie brakuje jednak zapytań głównie ze strony Niemców, Duńczyków i Holendrów szukających działek rekreacyjnych lub drugiego domu.
– Do takich transakcji dochodzi, ale pod warunkiem, że lokalizacja działki czy domu jest świetna, a cena na tyle niska, że pozwoli wygenerować zyski – zauważa Beata Uberna z AD Nieruchomości z Goleniowa.
Beata Uberna uważa, że czasy zakupów inwestycyjnych czy też pod wynajem mamy już za sobą. Wielu inwestorów przekonało się, że polski sezon wakacyjny jest zbyt krótki, aby nieruchomość przyniosła odpowiednie zyski, np. porównywalne z zachodem Europy. Nad morzem pojawiają się więc ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości kupionych kilka lat temu. Podobnie jest w Zakopanem, gdzie mimo całorocznego sezonu turystycznego na rynek wracają apartamenty kupowane trzy – cztery lata temu za 4 – 5 tys. zł. Dziś ich właściciele żądają 10 – 11 tys. zł za metr. Za tyle jednak trudno o kupca. Pewne zainteresowanie wywołują oferty najwyżej za 8 – 9 tys. zł za 1 mkw.
Alternatywą dla klienta są jednak apartamenty z rynku pierwotnego – np. jeden z deweloperów, choć oficjalnie oferuje lokum za 11 tys. zł za 1 mkw., po cichu jest skłonny sprzedać je za 7 tys. zł za 1 mkw. – To jest jednak sporadyczny przypadek – z reguły obniżki sięgają 20 proc. – zaznacza Józef Scechura z Nieruchomości Zakopane. Dodaje, że mimo takich obniżek ani polscy, ani zagraniczni klienci nadal niczego nie kupują.
W Poznaniu Irlandczycy, Anglicy, Niemcy chcą dziś przede wszystkim sprzedać albo chociaż wynająć apartamenty, które kupili w czasie boomu. – Wtedy apartamenty kosztowały 10 – 15 tys. zł za 1 mkw., a dziś nikt nie chce kupić mieszkania od dewelopera za więcej niż 6 tys. zł – twierdzi Aleksander Scheller, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA