fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Schłodzenie prognoz

Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Ekonomiści szacują nikły, ale jednak wzrost gospodarki w tym roku. Jeszcze trzy miesiące temu wierzyli, że polska gospodarka będzie rosła w tempie 2 proc.
„Rz” przeprowadziła ankietę wśród 12 ekonomistów największych banków w Polsce. Zapytaliśmy o oczekiwania co do wzrostu gospodarczego na najbliższe trzy lata oraz ocenę zagrożeń dla krajowego PKB.
Ekonomiści byli zgodni, że naszej gospodarce dobrze zrobi oczekiwane globalne ożywienie, niskie tempo umacniania się złotego, napływ zagranicznych inwestycji i łatwiejszy dostęp do kredytów. Także dalsze obniżki stóp procentowych niosące za sobą niższe koszty odsetkowe. Odwrotny scenariusz oraz wzrost deficytu budżetowego może niestety doprowadzić do spadku tempa rozwoju nawet o 1 pkt proc. PKB skurczyłby się wówczas o 1,3 proc.
Pewnego ożywienia rynek spodziewa się w przyszłym roku. Średnia prognoza wzrostu na 2010 r. to 1,8 proc. PKB. Jednak wyraźne ożywienie nastąpi dopiero w 2011 r. Wtedy można liczyć na powrót do kilkuprocentowego wzrostu co kwartał. Na cały rok ekonomiści prognozują 3,6 proc. PKB.
[wyimek]0,3 proc. wzrośnie w tym roku polski PKB, wynika z ankiety „Rz” przeprowadzonej wśród ekonomistów[/wyimek]
Gospodarkę do przodu pchać będzie ciągle jeszcze konsumpcja indywidualna. Eksperci wierzą, że Polacy mimo wszystko nie zrezygnują z zakupów i tu wynik będzie ciągle dodatni. Średnia prognoz mówi o 2,3 proc. wzrostu. Są jednak tacy, którzy spodziewają się spadku popytu indywidualnego – do pesymistów należą ekonomiści Pekao, którzy szacują, że sięgnie on 0,8 proc.
Rosnąć mają wynagrodzenia, choć oczywiście nie będzie to już taki wynik jak rok temu, kiedy mieliśmy do czynienia z dwucyfrową dynamiką. Szacunki wskazują na 3,4 proc. wzrostu.
Rozwojowi gospodarki nie pomogą niestety już inwestycje. W tym wypadku ekonomiści nie mają złudzeń – spadek popytu za granicą spowoduje ograniczanie produkcji i redukcję nakładów na inwestycje średnio o 5,2 proc. w skali całego roku. Najbardziej pesymistyczna prognoza Raiffeisen Banku mówi nawet o spadku rzędu 10,3 proc., a Citi Handlowego – 7,4 proc.
Choć oczekiwania rynku wskazują na niewielki wzrost, to pojedynczy ekonomiści są przekonani o czekającej nas recesji. Najczarniejszy scenariusz ma BNP Paribas, który wskazuje na skurczenie się gospodarki o 1,8 proc.
– Popatrzmy na prognozę MFW. To nie jest biznesowa instytucja. Jej nie zależy na kreowaniu medialnych nagłówków, ale rzetelnej ocenie sytuacji – wyjaśnia Michał Dybuła, główny ekonomista BNP. Ostatnia prognoza MFW przewiduje recesję dla Polski na poziomie 0,7 proc.
Zdaniem Dybuły o głębokości globalnego kryzysu świadczy to, że pod koniec 2008 r. banki stanęły u progu bankructwa i tylko działania rządów uchroniły je przed najgorszym.
– Załamanie na zagranicznych rynkach spowoduje u nas spadek eksportu o 20 – 25 proc. – przewiduje ekonomista BNP Paribas. – Dodatkowo sytuację pogorszy to, co zaczyna się dziać w kraju: rosnące bezrobocie, ograniczanie produkcji i zastój w inwestycjach sektora prywatnego. Dybuła szacuje, że spadek inwestycji prywatnych firm może sięgnąć nawet 20 proc.
Mateusz Szczurek z ING liczy z kolei, że pieniądze z UE, jakie mamy do wydania, zmienią ten obraz. Pozytywnie wpłynie też stosunkowo niskie zadłużenie i mały wkład eksportu do PKB. Z kolei Arkadiusz Krześniak z Deutsche Banku sądzi, że jeśli dla Europy najgorszy był I kw., a w dalszej części roku zacznie się poprawa, to możliwe, że unikniemy recesji.
[ramka][b]Stanisław Gomułka - były wiceminister finansów[/b]
Informacja, że deficyt finansów publicznych wzrósł w 2008 r. do 3,9 proc. PKB, podczas gdy rząd jeszcze w styczniu oczekiwał 2,7 proc. PKB, wywołała ostry komentarz Mirosława Gronickiego, ministra finansów w rządzie Marka Belki. Gronicki powiedział: „Ministerstwo Finansów było dotąd oszczędne w mówieniu prawdy, ale nie oszukiwało. Po raz pierwszy skłamało, bo program konwergencji był wysłany (do Komisji Europejskiej) w styczniu, a już wtedy resort musiał wiedzieć, że deficyt sektora będzie większy”.
Sam mam duże zastrzeżenia do sposobu, w jaki ministrowie prezentują opinii publicznej ważne kwestie dotyczące polityki gospodarczej, takie jak budżet państwa, polityka antykryzysowa rządu i przyjęcie euro przez Polskę, jednak ten komentarz uważam za błędny.
Bruksela może oczywiście objąć teraz Polskę ponownie procedurą nadmiernego deficytu, ale nie sądzę, by „pogroziła palcem” za jakoby celowe wprowadzanie jej w błąd. W styczniu, a nawet w lutym, rząd nie dysponuje jeszcze danymi dotyczącymi wykonania budżetu przez samorządy w poprzednim roku. Ma tylko wstępne dane o wykonaniu budżetu. W styczniu można było więc jedynie przypuszczać, że ta ocena jest błędna, ale nie było jeszcze wiadomo jak bardzo. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA