fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Operacja „Akcja”

Służby sprawdzają, czy nie doszło do fałszerstwa m.in. przy reaktywacji Tomaszowskiej Fabryki Sztucznego Jedwabiu. Na zdjęciu pracownicy zakładu w 1927 r.
NAC
Reaktywacja przedwojennych przedsiębiorstw. ABW bada wielki popyt na kolekcjonerskie akcje firm. Czy zamieniono je w wartościowe udziały?
W styczniu 2009 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego badali dokumenty kilkunastu reaktywowanych spółek przedwojennych znajdujące się w archiwum Ministerstwa Finansów.
W jednym z pomieszczeń resortu, gdzie trzymano szczotki i środki czystości, znaleziono stół. Leżały na nim setki przedwojennych obligacji. – Niewykluczone, że ktoś z ministerstwa mógł nimi handlować – twierdzi jeden z pracowników resortu. Dodaje, że na razie nie wiadomo, skąd pochodziły akcje i czy na ich podstawie można było reaktywować spółki.
[srodtytul]Nagły popyt na akcje[/srodtytul]
Kolorowe, bogato zdobione, oprawione w ramki – stare akcje przedwojennych polskich przedsiębiorstw znakomicie prezentują się np. na ścianach gabinetów szefów instytucji finansowych czy w mieszkaniach zwykłych kolekcjonerów.
Pojedyncze egzemplarze albo nawet całe pakiety można kupić na popularnych serwisach aukcyjnych w Internecie lub w antykwariatach. Kosztują od kilku do kilkuset złotych za sztukę. Choć trafiają się i kolekcjonerskie rzadkości za tysiące złotych.
Skąd wzięły się w składziku w Ministerstwie Finansów? Być może pochodziły z depozytów państwowych banków. – Od lat pojawiały się bowiem informacje, że duża część z nich w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach została opróżniona – mówi nasz informator z MF.
Na początku lat 90. nikt nie interesował się reprywatyzacją, a spadkobiercy przedwojennych akcji, które zdeponowano w bankach, najczęściej nie mogli nawet ich zobaczyć.
Jak wynika z ustaleń „Rz”, styczniowa akcja w Ministerstwie Finansów to efekt śledztwa prowadzonego przez ABW. Od przynajmniej dwóch lat do Agencji docierają informacje o masowym skupie przedwojennych akcji niektórych przedsiębiorstw. – Wynajmowano np. studentów, którzy przeczesywali antykwariaty, sklepy ze starociami, a także Internet, i kupowali akcje zleconych przedsiębiorstw. Sprawa jest na tyle ważna dla państwa, że jest na bieżąco monitorowana – mówi „Rz” funkcjonariusz ABW.
W jakim celu skupowano akcje? Dlaczego te informacje zaniepokoiły polskie służby? Do czego mogą posłużyć papiery, które mają tylko kolekcjonerską wartość?
[srodtytul]Miliardy na reaktywacji?[/srodtytul]
Służby podejrzewają, że reaktywacje niektórych przedwojennych firm mogą być oparte na „legalizacji” kolekcjonerskich papierów.
– Papiery kupowane w celach kolekcjonerskich, np. na Allegro, nie mogą posłużyć do reaktywacji spółki – tłumaczy mecenas Roman Nowosielski, ekspert w sprawach reprywatyzacji. – Należy wykazać się odpowiednimi dokumentami, np. umową kupna takich akcji w celach inwestycyjnych, lub też udowodnić, że jest się spadkobiercą udziałów danej spółki, i zgromadzić 10 procent wszystkich akcji spółki, które przenoszą tzw. prawa akcyjne.
Do tego potrzebna jest „legalizacja” kolekcjonerskich akcji. Jak to się robi? Można fałszować dokumenty zakupu albo np. odszukać spadkobierców i uzyskać dokument zakupu akcji jako udziału w przedsiębiorstwie, a nie zabytkowego dokumentu.
Dzięki reaktywacji akcjonariusze takich przedsiębiorstw mogą się starać o zwrot majątków firm, które po II wojnie światowej zagrabiło państwo. Szacuje się, że roszczenia z tego tytułu mogą sięgać w Polsce miliardów złotych. Z informacji „Rz” zbliżonych do ABW wynika, że może istnieć kilkadziesiąt tysięcy firm, których nie wykreślono z rejestrów handlowych i które dzięki temu można reaktywować.
Mecenas Nowosielski przyznaje, że istnieje duże pole do nadużyć.
– Zawsze gdy ktoś się do mnie zgłasza w sprawie reaktywacji przedwojennego przedsiębiorstwa, żądam dowodu zakupu akcji. Nie mogę bowiem ryzykować, że wprowadzę potem w błąd sąd. Jeśli zauważę cokolwiek dziwnego, to od razu rezygnuję z takiej sprawy – podkreśla Nowosielski.
W 2007 r. „Gazeta Wyborcza” informowała, że wątpliwości prezydenta Katowic Piotra Uszoka wzbudzili akcjonariusze reaktywowanej przedwojennej spółki Giesche SA. Przed wojną była jednym z największych przedsiębiorstw na Śląsku, które posiadało nie tylko wiele nieruchomości, ale również kopalnie rud żelaza, węgla brunatnego i kamiennego oraz huty. Nowi akcjonariusze, którzy reaktywowali ją w 2005 r., zaczęli rościć sobie prawo do majątku obejmującego m.in. jedną trzecią Katowic.
[srodtytul]Wątpliwości prezydenta Katowic[/srodtytul]
Uszok zawiadomił organy ścigania o możliwości popełnienia przestępstwa.
Od ponad roku śledztwo w sprawie podejrzenia usiłowania oszustwa przez osoby działające w imieniu spółki Giesche SA prowadzi katowicka delegatura ABW pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. – Badane są okoliczności reaktywowania spółki Giesche SA na podstawie przedwojennych akcji tej spółki – mówi „Rz” Irena Mazurkiewicz-Kondrat, rzecznik prokuratury w Tarnobrzegu. Nie chce mówić o szczegółach śledztwa. Z nieoficjalnych informacji „Rz” wynika, że śledczy podejrzewają, iż akcje, które posłużyły do reaktywacji, mogły mieć właśnie wartość tylko kolekcjonerską.
W ramach śledztwa funkcjonariusze ABW przeszukali domy udziałowców spółki Giesche oraz kancelarię mecenasa Leszka Pachulskiego, który reprezentuje reaktywowaną spółkę.
Prezesem i udziałowcem reaktywowanej Giesche jest trójmiejski biznesmen Maciej Niegrzybowski. Nie chciał rozmawiać z „Rz” i odesłał nas do Pachulskiego. Prawnik stwierdził, że śledztwo „jest żałosne”. Według niego ma służyć przewlekaniu postępowań związanych ze zwrotem majątku spółki.
[srodtytul]Akcje w walizce taty[/srodtytul]
Zapytaliśmy prawnika, w jakich okolicznościach Niegrzybowski nabył przedwojenne akcje? Pachulski stwierdził, że od osoby fizycznej, ale o szczegółach transakcji nie chciał opowiadać. – Wszystko przebiegało zgodnie z prawem – uciął.
Sprawdziliśmy, że Niegrzybowski zasiada także we władzach dwóch innych reaktywowanych spółek przedwojennych: Warszawskiego Towarzystwa Fabryki Cukru SA oraz Zakładów Amunicyjnych Pocisk SA. Z dokumentów, do których dotarła „Rz”, wynika, że dokumentacje tych spółek również bada ABW.
Na liście sprawdzanych firm znajdują się też m.in. Zakłady Hohenlohego SA w Katowicach, Sierszańskie Zakłady Górnicze SA w Sierszy, Vacum Oil Company SA w Czechowicach, Śląskie Zakłady Elektryczne SA, Tomaszowska Fabryka Sztucznego Jedwabiu, a także browary Haberbusch & Schiele. Wszystkie łączy to samo – przed wojną posiadały ogromny majątek.
Udziałowcem niektórych z tych spółek jest Tomasz Górniak – kolekcjoner akcji. U niego także pojawili się na przeszukaniu funkcjonariusze ABW. – Byłem tym mocno zaskoczony, bo nie przekraczam prawa – mówi „Rz” Górniak. W jaki sposób nabył akcje, dzięki którym udało się reaktywować spółki? – Ojciec przywiózł po wojnie dwie walizki pełne akcji – odpowiada. Nie pamięta jednak, skąd one pochodziły i w jaki sposób ojciec wszedł w ich posiadanie.
Z Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że z częścią reaktywowanych przedwojennych spółek związany jest także 59-letni pochodzący z Łodzi biznesmen Antoni Feldon. To prezes Stowarzyszenia Przemysłowców Polskich, które zrzesza osoby posiadające udziały w przedwojennych spółkach.
W rozmowie z „Rz” przyznał, że nie wie nic o śledztwie ABW. Twierdzi, że jego działania są zgodne z prawem. – Mam prawo do roszczeń, bo moja rodzina miała udziały w tych spółkach – mówi Feldon. Pytany o kontrowersje wokół spółki Giesche, odpowiada krótko: – Ponoszą konsekwencje swojej chytrości.
Dopytywany nie chce jednak powiedzieć o sprawie tej spółki ani słowa więcej.
[srodtytul]Małżeński biznes[/srodtytul]
W spółkach, którymi interesuje się ABW, zasiada również 35-letnia Magdalena Kowalska-Jędrzejowska, warszawska prawniczka specjalizująca się w sprawach reprywatyzacyjnych. Jak zainteresowała się tym tematem? „Uważam, że jestem najlepszym polskim prawnikiem w tym zakresie” – odpisała „Rz”.
Udziałowcem reaktywowanych przedwojennych przedsiębiorstw jest także jej mąż Robert Jędrzejowski, prezes spółki Sovereign Capital. Jak wynika z jednego z aneksów (kwiecień 2008 r.), do jej prospektu emisyjnego posiada on udziały: Białostockiego Towarzystwa Elektryczności SA, Elektrowni w Kielcach SA, Łódzkiego Towarzystwa Elektrycznego SA, Elektrowni w Piotrkowie SA i Częstochowskiego Towarzystwa Elektrycznego SA. W przesłanym do „Rz” piśmie Jędrzejowski twierdzi, że zakupił je wiele lat temu od osoby fizycznej w celu zgodnym z prawem. Zaznacza, że nic nie wie o śledztwie ABW.
[srodtytul]Krauze też reaktywował[/srodtytul]
W styczniu 2009 r. miesięcznik „Forbes” pisał, że wśród osób, które reaktywowały przedwojenne firmy, jest Ryszard Krauze, jeden z najbogatszych Polaków. Biznesmen reaktywował spółkę C.Ulrich założoną w 1805 r. w Warszawie. – Spółka odzyskała około 20 ha na warszawskiej Woli. Tam, gdzie teraz stoi centrum handlowe Wola Park – mówił gazecie Zbigniew Szachniewicz, członek zarządu C.Ulrich. Drugą reaktywowaną przez Krauzego spółką jest trójmiejskie Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich. Uzyskało odszkodowanie za tereny, które zostały zajęte pod ulice i torowiska. Spółka walczy jeszcze o jedną z działek w centrum Gdyni.
Jak ustaliła „Rz”, ze śledczymi badającymi sprawę przedwojennych akcji współpracują przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego. Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF, twierdzi, że nie ma w tym nic dziwnego. „Jeśli w toku sprawowania nadzoru nad rynkiem finansowym natrafiamy na wątki potencjalnych nadużyć, to podejmujemy współpracę z instytucjami, które mają w tym zakresie jurysdykcję” – odpisał „Rz”.
Rząd pracuje obecnie nad ustawą reprywatyzacyjną. Resort skarbu skierował ją już do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Nie przewidziano w niej jednak wypłaty odszkodowań dla posiadaczy udziałów lub akcji przedwojennych spółek.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że problemem ma rozwiązać Ministerstwo Finansów, które niebawem powinno przygotować przepisy regulujące tę kwestię.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
[mailto=p.nisztor@rp.pl]p.nisztor@rp.pl[/mail][/i]
[ramka][b]Danuta Frey - dziennikarka „Rzeczpospolitej”[/b]
Przedwojenne spółki akcyjne można sądownie reaktywować, o ile nie zostały wykreślone z rejestru handlowego względnie jeżeli takie wykreślenie zostanie uznane za nieważne, gdyż nastąpiło bez wniosku osoby uprawnionej i bez postępowania likwidacyjnego. Stosuje się wtedy przepisy kodeksu postępowania cywilnego oraz kodeksu spółek handlowych.Takie spółki, jak np.: Hotel Europejski SA, Wedel SA, Bracia Jabłkowscy SA, Towarzystwo Akcyjne Fabryki Ołówków czy spółka Strem, odzyskują niejednokrotnie dawny majątek. Jednak tylko wtedy, jeżeli jego przejęcie w PRL nastąpiło z naruszeniem prawa.
Ani dekret o reformie rolnej,ani ustawa nacjonalizacyjna,ani dekret o gruntach warszawskich, stanowiące najczęstsze powody jego utraty, nie przestały bowiem do dziś obowiązywać. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA