fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Delikatny interes. Ostrygi

Targ na Parcs a huitres w Cancale. Mieszkańcy uważają skrapianie surowych ostryg sokiem z cytryny przed jedzeniem za profanację. Turyści jednak tak wolą. Dlatego świeże ostrygi oferowane są w duecie z cytryną – każda po 0,50 euro
AFP
Te małże są tak oczywistą częścią Bretanii jak jej poszarpane, skaliste wybrzeże i zmienna pogoda. Ale tylko jedna miejscowość jest znana na całym świecie z najlepszych i najświeższych ostryg – Cancale. Ten drogi przysmak tu jest tani
Przez odwiedzających Bretanię Cancale bywa nazywane miastem ostryg. Hodowla małży jest od wieków typowym tutejszym rzemiosłem.
Już w średniowieczu były one najważniejszym sprzedawanym dobrem całej miejscowości. I choć gdzie indziej ostrygi osiągają często ekstrawaganckie ceny, tutaj są jak chleb powszedni. Ich przystępna cena, ale też panorama samego Cancale, przyciągają turystów przez cały rok.
Mało które danie kojarzone jest z najlepszymi doznaniami podniebienia – tak jak ostrygi. Są delikatne, a jednocześnie mają pełne w smaku mięso, pachną morską wodą.
W Cancale można się nimi delektować w jednej z wielu restauracji i barów lub bezpośrednio przy straganach sprzedawców na Parcs a huitres.
I prawda jest taka, że tu ostrygi są składnikiem każdej potrawy noszącej nazwę owoców morza. Mało tego – są po prostu niedrogą przekąską między posiłkami.
[srodtytul]Małże Cahue’ów[/srodtytul]
Jedną z 250 koncesji na hodowlę ostryg, rozdzielonych pomiędzy 50 małych firm, od trzech generacji posiada rodzina Cahue’ów. Ich ostrygi dorastają w zatoce Mont St. Michel, głęboko pod powierzchnią morza. Cahue’owie dodatkowo dysponują specjalnymi basenami z wodą morską, które są podręcznym magazynem małży. Firmę prowadzą Philippe i Chantelle, małżeństwo, jednak od razu widać, że to pani Cahue jest szefem.
– Nie planowałam akurat takiego interesu, tak po prostu wyszło – opowiada Chantelle Cahue. Świeżo po ślubie, mając 19 lat, wyprowadziła się z mężem do Paryża, gdzie Philippe Cahue pracował w Thompsonie jako inżynier. Wytrzymali w stolicy sześć lat. Tęsknili za bretońskim powietrzem. – Wróciliśmy, licząc na dobrą pracę, ale tak naprawdę nie było żadnej. Moja teściowa miała hodowlę ostryg, dołączyliśmy do niej – wspomina Chantelle. – Nie zdawałam sobie sprawy, że jest przy tym tyle roboty. Gdyby mi to ktoś wtedy powiedział, dałabym sobie spokój – dodaje z cierpkim uśmiechem.
Chantelle jest odpowiedzialna za działalność firmy – jak to nazywa – od strony lądu. Wczesnym rankiem jedzie do centrum, na szkielet straganu naciąga brezent, następnie wraca do domu i przywozi świeżą partię ostryg, które sprzedaje jedna z pracownic. Małże można trzymać do dziesięciu dni w skorupach, w których wciąż pozostają żywe. Jednak świeżo wyciągnięte z wody smakują najlepiej i właśnie takie oferują Cahue’owie.
[srodtytul]Odpływ i żniwa[/srodtytul]
W firmie pracuje również ich syn Yoann. Z wykształcenia jest kucharzem. Czasami wieczorem, kiedy wszyscy padają ze zmęczenia po kolejnym dniu pracy, przygotowuje szybkie danie, naturalnie bretońskie, ale bez ostryg, z szynką na wierzchu. – Cancale to nie tylko ostrygi! – mówi, śmiejąc się głośno. – To również nasza miejscowa odmiana galettes.
Ten rodzaj naleśników jest chyba najsłynniejszą potrawą Bretończyków. Robi się je z mąki gryczanej, której lekko orzechowy aromat harmonizuje zarówno ze słodkimi, jak i słonymi dodatkami. Yoann twierdzi, że cancalońskie wyróżnia rozbicie jajka nad lekko ściętym na patelni ciastem – rozprowadza się je po cieście za pomocą wałeczka.
Cauhe’owie żyją w rytmie faz księżyca – przypływów i odpływów morza. Przez większość czasu ich morskie pola zatopione są na głębokości 10, 12 metrów. Tylko podczas odpływów można dotrzeć do najdalej umieszczonych drucianych siatek z małżami. To zdarza się zaledwie co parę tygodni. Wtedy ojciec i syn wjeżdżają na odsłonięte dno morskie traktorem, ciągnąc za sobą barkasę – szeroką, płaską łódź na kołach. Na swojej parceli zbierają siatki z wyrośniętymi ostrygami, układając jednocześnie na metalowych rusztowaniach przywiezione ze sobą nowe siatki z młodymi małżami. “Żniwa” trwają przez cztery kolejne dni, tylko trzy godziny na dobę. Potem ich pole na kilka tygodni pochłania morze.
Na tym praca się nie kończy. Ostrygi trzeba umyć, zważyć, przebrać i przełożyć do basenów z morską wodą. Dla rodziny Cahue’ów liczy się tylko najświeższy towar, dlatego ich ostrygi cieszą się takim wzięciem.
[srodtytul]Bez cytryny![/srodtytul]
Jak mało który owoc morza ostrygi bogate są w białko, wapno, magnez, żelazo, cynk, jod i fosfor, także witaminy A i B. Można je jeść na surowo, pieczone, gotowane lub grillowane. Te surowe niekoniecznie są przysmakiem dla każdego. Warto jednak pamiętać, że skrapiając je sokiem z cytryny, popełnia się czyn niegodny smakosza. Zwyczaj ten pochodzi z czasów, kiedy towar podczas transportu tracił świeżość. Sok z cytryny sprawiał, że małż lekko się kurczył, co oznaczało, że wciąż żyje i nadaje się do spożycia. W Cancale cytryna do małży uważana jest za profanację.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA