fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nowe technologie

Reklamy od Wielkiego Brata

Reklama dopasowana do klienta to marzenie speców od marketingu. Ale aby tak się stało, użytkownik musi poświęcić prywatność
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Krzysztof Urbański
Testy systemu pozwalającego podglądać, z jakich stron korzystają brytyjscy internauci, wywołały gigantyczną awanturę. W Polsce jeszcze nie ma takiego problemu
Chodzi o system Phorm, który pozwala spersonalizować reklamę kierowaną do internautów na podstawie historii przeglądanych stron. Jeśli ktoś czyta w Sieci przepisy kulinarne, dostanie reklamę garnków, do amatora motoryzacji trafią reklamy samochodów czy opon.
[srodtytul]Prawo do prywatności[/srodtytul]
Podwoje technologii proponowanej przez firmę Phorm otworzyli brytyjscy dostawcy Internetu. Pierwsza była dominująca na rynku brytyjskim BT (dawniej British Telecom), w ślad za nią poszli inni, np. Virgin Media czy Talk Talk. Dostawcy Internetu, skuszeni obietnicą zysków przekazywanych z reklamy przez firmę Phorm, współpracowali z nią bez wiedzy i zgody swoich klientów. Ci, korzystając z zasobów Sieci, chcąc nie chcąc ujawniali, jakie mają pasje i zainteresowania. Informacje o ściąganych stronach trafiały z serwerów dostawców za pośrednictwem systemu Phorm do firm, które dzięki temu mogą lepiej namierzyć potencjalnych klientów.
Polakom na szczęście Phorm na razie nie grozi: – Nie mieliśmy kontaktu z firmą Phorm ani propozycji od niej. Mogę zapewnić, że nie śledzimy i nie będziemy śledzić, na jakie strony wchodzą nasi klienci. Takich działań zabrania prawo – powiedział „Rz” rzecznik grupy Telekomunikacji Polskiej Wojciech Jabczyński.
[wyimek]Nawet jeśli internauci sprzeciwią się korzystaniu z systemu Phorm, i tak będą śledzeni[/wyimek]
BT przyznał się do pierwszych testów systemu o nazwie Webwise w latach 2006 – 2007, powtarzanych w ubiegłym roku. Organizacje konsumenckie i brytyjscy eurodeputowani wielokrotnie protestowali przeciwko temu łamaniu prawa do ochrony danych osobowych w Internecie. To na ich wniosek Komisja Europejska wszczęła postępowanie – pierwsze, które dotyczy ukierunkowanej reklamy w Internecie.
– Technologie takie jak sieciowa reklama uzależniona od upodobań internauty, mogą być użyteczne dla przedsiębiorców i konsumentów, ale muszą być stosowane w sposób zgodny z przepisami prawa unijnego – powiedziała unijna komisarz ds. telekomunikacji Viviane Reding. – Od pewnego czasu obserwowaliśmy sprawę firmy Phorm.
Komisja Europejska stoi na stanowisku, że internauci zawsze mają prawo do prywatności i ochrony danych.
[srodtytul]Udawane strony[/srodtytul]
Firma Phorm szybko znalazła naśladowców. Powstały inne systemy, takie jak NebuAd czy Front Porch. Wszystkie oparte są na podobnym pomyśle włączania się do strumienia danych za pomocą przekierowywania protokołu HTTP. System chwilowo udaje wywołaną przez internautę stronę internetową i za pomocą „ciasteczek” (tzw. cookies umieszczanych w przeglądarce) kieruje jej zawartość do serwera firmy Phorm. Tam do treści strony dopasowywana jest odpowiednia reklama.
List protestacyjny przeciwko praktykom Phorm podpisało 21 tys. brytyjskich internautów. Zwrócili się z apelem o odmowę zgody na śledzenie użytkowników do największych firm, takich jak Microsoft, Google/YouTube, Facebook, AOL, Yahoo, Amazon. Na forach internetowych zaroiło się od wpisów potępiających praktyki rodem z „Wielkiego Brata”. Firmy zajmujące się bezpieczeństwem w sieci ostrzegały, że „ciasteczka” wysyłane przez system Webwise uznane zostaną za spyware (programy śledzące) i przeciwko nim zostanie wytoczona broń w postaci programów antywirusowych. Ale, jak dotąd, na ostrzeżeniach się skończyło.
Sytuację internautów pogarsza fakt, że nawet jeśli się nie zgodzą na śledzenie adresów, na które wchodzą w sieci, nadal będą przez system śledzeni.
Zaniepokojenie wyrazili także właściciele wielkich serwisów internetowych. Wikipedia zwróciła się bezpośrednio do firmy Phorm z kategorycznym żądaniem, aby korzystający z domen Wikipedii nie byli namierzani przez system Webwise.
Szefowie największych firm działających w branży internetowej nie tylko poparli internautów, ale wystąpili już z podobną inicjatywą jak Wikipedia. Może to już oznaczać początek końca niezbyt etycznego pomysłu. Może, ale nie musi. Firma Phorm udowodniła już, że ze zdaniem internautów się nie liczy.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
[mailto=k.urbanski@rp.pl]k.urbanski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA