fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media

Redakcja "Faktu" nabrała "Dziennik"

Janusz Palikot przekonywał "Dziennik": o firmie QGA & Partners nigdy nie słyszałem
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Domniemana prowokacja Janusza Palikota wobec Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego okazała się trikiem dziennikarzy "Faktu"
O sprawie jako pierwszy poinformował portal wprost.pl.
"Dziennik" opisał w piątek historię firmy, która złożyła wniosek o wynajęcie rezydencji prezydenta RP w Klarysewie. Na pierwszej stronie gazeta pytała: "Firma widmo czy kolejny trik Palikota?".
Bo właśnie do kontrowersyjnego posła PO miało prowadzić dziennikarskie śledztwo. Tak naprawdę była to prowokacja kolegów po fachu z tabloidu "Fakt".
"Dziennik" i "Fakt" wydawane są przez ten sam koncern: Axel Springer Polska. Ich redakcje mieszczą się w tym samym budynku, dzielą je tylko dwa piętra.
Historia zaczęła się od wysłania do Kancelarii Prezydenta wniosku nikomu nieznanej firmy QGA & Partners, która chciała wynająć willę w Klarysewie, w której program PiS pisał Jarosław Kaczyński. W tej sprawie wiele razy wypowiadał się poseł Palikot. Twierdził, że Jarosław Kaczyński został potraktowany wyjątkowo, bo posłowi PO willi nie udało się wynająć.
W artykule Leszka Kraskowskiego pojawiła się sugestia, że za firmą QGA może stać właśnie Palikot. Poseł zaprzeczał. – Prosiłem kilku znajomych o wynajęcie Klarysewa, ale o firmie QGA & Partners nigdy nie słyszałem – przekonywał. I miał rację.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, operacja była prowokacją dziennikarzy z działu politycznego "Faktu". To oni postanowili podszyć się pod nieistniejącą firmę i spróbować wynająć willę prezydenta. Chcieli sprawdzić, czy uda im się to, na co nie pozwolono Palikotowi.
– Nasza redakcja przygotowuje bardzo dużo prowokacji. Ale żadna z nich nie była wymierzona w "Dziennik" – mówi "Rz" Tomasz Kontek, pierwszy wicenaczelny "Faktu".
– Może urzędnicy kancelarii, podejrzewając Palikota, puścili przeciek do "Dziennika" – zastanawia się w rozmowie z "Rz" jeden z dziennikarzy "Faktu".
Na piątkowym kolegium redakcyjnym tej gazety informacja, że na prowokację dali się nabrać nie urzędnicy, ale "Dziennik", wzbudziła sporą wesołość. – Wyszło trochę śmiesznie – przyznaje rozmówca "Rz". Tym bardziej że redakcja podszywała się pod pracowników QGA nawet w momencie, gdy dziennikarz "Dziennika" skontaktował się z nimi.
Leszek Kraskowski nie chciał o sprawie rozmawiać z "Rz". Jego tekst o tajemniczej firmie, za którą miał stać Palikot, po południu w piątek zniknął z internetowej strony "Dziennika".
– W samych prowokacjach nie ma nic złego. Ale mają one sens, gdy odsłaniają opinii publicznej ważne informacje. Jeżeli jedna redakcja stara się zrobić drugiej na złość, to jest to dziwne – uważa medioznawca prof. Maciej Mrozowski. – Tym bardziej że oba tytuły należą do tej samej stajni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA